Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego

26.07.2016
wtorek

W USA przyjęto kompromis ws. znakowania żywności GM

26 lipca 2016, wtorek,

Od kilku lat trwa w USA walka przeciwników GMO o wprowadzenie wymogu znakowania żywności zawierającej składniki pochodzące z organizmów genetycznie modyfikowanych. W przeciwieństwie do Unii Europejskiej (a więc i Polski) w USA nie ma wymogu informowania konsumentów o tym, iż dany produkt zawiera GMO.

Fakt ten wzbudzał wiele kontrowersji wśród aktywistów amerykańskich, którzy powoływali się na dane opinii społecznej, która rzekomo w 90 proc. popierała znakowanie żywności GM.

Aktywistom z kampanii Right to Know udało się nawet doprowadzić do referendów w tej sprawie na terenie kilku stanów: Kalifornii, Oregonu (dwukrotnie), Kolorado czy Waszyngtonu. Jednak ani razu zwolennicy znakowania nie wygrali, choć w kolejnych referendach rozmiar porażki stale się zmniejszał. Walka tocząca się pomiędzy obozami zwolenników znakowania (głównie producenci żywności organicznej) oraz przeciwnikami (organizacje rolnicze, producenci żywności, firmy nasienne) była przede wszystkim bardzo kosztowna dla obu stron.

Głównym argumentem zwolenników znakowania żywności GM było odwołanie się po prostu do prawa konsumenta o tym, by wiedzieć, co znajduje się w żywności i jak jest ona produkowana. Przeciwnicy wskazywali, że w obecnym klimacie panującym wokół GMO system znakowania będzie jedynie służyć stygmatyzacji i walce z pożyteczną technologią. Zwracano również uwagę na dodatkowe koszty dla producentów, które najprawdopodobniej zostałyby przerzucone na klientów. Nie widać było szans na kompromis i wydawałoby się, że sytuacja ta utrwali się na całe lata.8777078498_d0458cdf1f_bNikt się nie spodziewał, że o losach znakowania żywności GM przesądzą władze niewielkiego stanu Vermont. Drugi najmniejszy stan USA przyjął 8 maja 2014 roku ustawę, która wprowadzała od 1 lipca 2016 r. wymóg znakowania żywności zawierającej GMO. Mimo podejmowanych przez producentów żywności wysiłków nie udało się zablokować tej inicjatywy. W maju 2014 roku nie spodziewano się, jakie będą skutki decyzji władz Vermontu.

Wejście w życie wymogu znakowania żywności GM w Vermont musiało pociągnąć za sobą wiele skutków. Obawiano się, że w przyszłości inne stany wprowadzałyby podobne rozwiązania, co w efekcie mogłoby doprowadzić do powstania całej mozaiki różnych regulacji prawnych w obszarze znakowania żywności GM. Zaczęto naciskać na polityków i władze, by zaproponowały jakieś rozwiązanie ogólnokrajowe.

Pod koniec 2015 roku z inicjatywy republikańskiego senatora Pata Robertsa pojawił się projekt ustawy wprowadzający dobrowolny, ogólnokrajowy system znakowania żywności GM. Przewidywał on, że opracowane zostaną standardy znakowania żywności GM, ale stosować się mieliby do nich tylko ci producenci, którzy tego sobie życzą – zapewne niewielu. Wejście w życie tej ustawy zniosłoby jednocześnie ustawę stanu Vermont – a więc i wymóg znakowania żywności w tym stanie.

Propozycja senatora Robertsa została jednak odrzucona przez Senat w marcu 2016 roku. Oznaczało to, że od 1 lipca 2016 producenci żywności będą musieli dostosować się do prawa stanu Vermont – wprowadzić znakowanie żywności. Od tego momentu wydarzenia mocno przyśpieszyły.

Różne były reakcje producentów żywności. Wiele firm zapowiedziało, że wprowadzi znakowanie żywności zawierającej GMO, wśród nich były tacy giganci jak Mars, Kellogg, General Mills, CanAgra czy Campbell Soup. Inne firmy, jak Coca-Cola, zapowiedziały wycofanie niektórych produktów ze sklepów w Vermont. Zapowiadało się, że z półek zniknie prawie 3000 produktów, których producenci nie zamierzali dostosować się do nowych regulacji.

Mimo mijającego nieubłaganie czasu politycy amerykańscy podjęli jeszcze jedną próbę wypracowania kompromisowego rozwiązania, które zniosłoby ustawę w stanie Vermont i jednocześnie wprowadzało ogólnokrajowe rozwiązania. Prace przebiegały błyskawicznie i w czerwcu, rzutem na taśmę, pojawił się w senackiej komisji ds. rolnictwa projekt ustawy (S.764) opracowany przez senatora Pata Robertsa (republikanin) i Debbie Stabenow (demokratka). Projekt został przyjęty przez komisję i przekazany do dalszego procedowania.

W projekcie znalazł się zapis, że wszyscy producenci żywności będą musieli umieszczać informację na opakowaniu, jeśli ich produkty zawierają składniki pochodzące z GMO. Producenci będą jednak mieli wybór – będą mogli umieszczać informację tekstową, symbol graficzny lub kod QR.

7 lipca 2016 r. Senat stosunkiem głosów 63-30 przyjął projekt ustawy S.764, a 14 lipca przegłosowano projekt w Izbie Reprezentantów (306-117), następnie Kongres skierował ustawę do podpisu Obamie, którego administracja zapowiedziała, że prezydent podpisze kompromisowy projekt.

Przyjęta ustawa ma poparcie producentów żywności, ale także ważnych organizacji, firm i stowarzyszeń, które od lat mocno wspierały walkę o znakowanie żywności GM. Organic Trade Association, Organic Valley, grupa Just Label It czy potężna sieć sklepów z żywnością eko – Whole Foods popierają wypracowany kompromis, za co oskarżono ich o zdradę ideałów walki o znakowanie żywności GM KLIK. Nie wszyscy akceptują kompromisowe rozwiązanie. Wśród polityków głównym przeciwnikiem jest Berni Sanders (partia demokratyczna).

Krytycy porozumienia uważają, że zaproponowane regulacje są zbyt liberalne. W ustawie wskazano, że producenci do znakowania żywności zawierającej GMO będą mogli używać krótkiej informacji tekstowej, symboli lub kodów QR. Krytycy tych rozwiązań uważają, że oznakowanie powinno być znacznie bardziej rzucające się w oczy.

W ten oto sposób niewielki stan Vermont doprowadził do tego, że w USA wprowadzony zostanie ogólnokrajowy, obowiązkowy system znakowania żywności zawierającej GMO. Uważam, że wypracowane rozwiązanie jest chyba optymalne. Zresztą zaakceptowane zostało przez obie strony sporu. Można było odnieść wrażenie, że wielu ma już dosyć walki w tym obszarze.

Teraz pewnie ucichną głosy kampanii Right to Know i zwolenników znakowania, choć niektórzy zauważają, że to jeszcze nie koniec batalii. Spór przenosi się bowiem się do departamentu rolnictwa KLIK. Jest on zobowiązany do opracowania w ciągu dwóch lat standardów znakowania żywności GM i zapewne każda ze stron będzie forsować jak najkorzystniejsze dla siebie rozwiązania. Ale będą to już akcje mniej medialne i nagłaśniane w mediach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Realia sa takie ,ze w USA 99% zbiorów podstawowych zbóz w lancuchu zywnosciowym czyli pszenica,zyto ,jeczmien,kukukurydza ,soja to produkty z udziałem GMO.To istnieje od 30 lat i nikt nie wroci do dawnych metod uprawy gdyz groziloby to głodem w USA i na świecieTen problem dotyczy praktycznie całego swiata gdyż USA sa czołowym eksporterem soji i kukurydzy podstawowych składnikow pasz nawet uzywanych w Polsce.Przeciez autor tego tekstu i czytajacy Polityke wcina mleko,nabial ,jaja,kurczaki,kury,mieso karmione paszami z GMO gdyz proba zablokowania stosowania pasz z GMO to koniec polskiego przetworstwa rolniczego.Dlatego ostatnio Sejm PiS tak jak poprzednie rozszerzył dalej stosowanie pasz GMO w Polsce.

    NAIWNIACY SADZA ,ZE KUPIA MIESO,JAJA MLEKO CZY KURY NA TARGU U CHŁOPA.Musza sobie uzmysłowic ,ze ci mali producenci używaja tych samych pasz z GMO co fermy – w Polsce innych pasz nie ma.

    W USA konsumenci maja do wyboru organic food ale dotyczy to warzyw i w znikomej ilosci np jaj które produkuja Amishe.Jednak zainteresowanie jest minimalne – większośc konsumentów omija ta żywnosc szerokim łukiem.
    Kilkanascie zarażen salmonelą (stosowanie nawozenia naturalnego ) i smierci definitywnie zalatwiło sprawę odsuniecia się konsumentow od organic żywnosci.

    Tak więc przewiduję ,ze jakiekolwiek znakowanie niewiele zmieni w konsumowaniu tej żywnosci.

    Jerzy Zakrzewski
    Palatine,Illinois

    .

  2. @geozak

    Kilka sprostowań.
    1. W USA nie uprawia się pszenicy i jęczmienia GM. Soję i kukurydzę owszem, ale nie od 30-tu a od 20-tu lat (pierwsze uprawy w 1996 roku).
    2. W Polsce można kupić inne pasze niż pochodzące z GMO, ale nie jest to łatwe ani tanie.
    3. W USA nie tylko warzywa i jaja są „organic” – jest cała masa produktów, łącznie z papierosami i chipsami organic. Rzeczywiście większość konsumentów kupuje konwencjonalną żywność, niemniej sukces sieci Whole Foods pokazuje, że zainteresowanie żywnością organic jest duże, i nadal rośnie.
    Pozdrawiam

  3. Czuję przez skórę dlaczego @Gospodarz godzi się na oznakowanie kodem QR… 😉

    Do pełni szczęścia wypadałoby jeszcze znaleźć sobie takie dane:

    1/ ilu klientów w sklepie spożywczym ma przy sobie smartfona?
    2/ ile z tych smartfonów ma aplikację do skanowania QR?
    3/ jak często tak wyposażony klient używa tej aplikacji?
    4/ jakie są dane marketingowe od producentów żywności nt. częstotliwości odwiedzania stron internetowych do których prowadzą kody QR?

    Moim zdaniem chowanie się za kodem QR jest idiotyczne.
    Biorąc pod uwagę relatywnie OGROMNĄ powierzchnię jaką na etykiecie każdego produktu zajmuje tabela podająca jego skład, dodanie do tej tabelki jednej linijki tekstu typu „GMO_tak/nie” byłoby UCZCIWYM i najprostrzym rozwiązaniem.

    Na edukację klienta – czyli nas wszystkich – jest czas i miejsce w szkole a nie w sklepie.

    Piszę to jako ktoś, kto nie pali bo papierosy śmierdzą, od dymu dostaję bólu głowy, prowadzą do raka i są drogie. (w takiej kolejności).
    Z pełną świadomością, iż pewnie wszystko co od ćwierć wieku jem jest w jakiś sposób GM. Mało mnie to obchodzi, podobnie jak jakość wody w kranie. Ostatnio w Chicago (przyszło to chyba z Wisconsin) ludzie dostali fisia na punkcie testowania wody na zawartość ołowiu. Testują wodę w szkołach, przedszkolach, urzędach, w domach instalują filtry, ilość ogłoszeń reklamujących takie filtry znacząco wzrosła.

    W Polsce w moim mieszkaniu i kamienicy cała instalacja była zrobiona z rur ołowianych. Dobrze pamiętam, jak ostatnie odcinki tej instalacji były zastępowane rurami stalowymi ocynkowanymi jeszcze w połowie lat 80-tych.

    Mówiło się trudno i że „od czegoś trzeba umrzeć”. Pewnie dlatego dzisiaj mało mnie obchodzą kontrowersje wokół GMO,- od czegoś trzeba … 😉

    Śmieszą mnie jednak te kontredanse z kodami QR, tak, klient durny jest co cud i w związku z tym wyraźne napisanie „GMO_tak” to jak danie małpie brzytwy…

    Edukujcie więc tego durnego klienta – w szkole.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @zza kałuży

    Ja myślę, że Ci którzy będą chcieli unikać GMO, to tzw. „świadomi” konsumenci i zwykle są wyposażeni w smartfony. Reszta raczej i tak nie czyta informacji na produktach, co jest dosyć powszechnie znanym fenomenem, więc dla nich nie ma znaczenia jaki to system znakowania. Nie mam też wątpliwości, że przeciwnicy GM i tak zrobią świetny użytek z kodów QR, tworząc listy produktów zawierających GMO i robiąc im potężny czarny PR. Przecież tylko o to chodzi w całej tech kłótni o znakowanie żywności GM. Zaletą kodów QR jest to, że dzięki nim można konsumentowi przekazać znacznie więcej informacji niż niewiele mówiące szaremu człowiekowi sformułowanie „wytworzone za pomocą inżynierii genetycznej”. A skoro zwolennicy znakowania są żądani wiedzy, to dzięki kodom QR będą jej mieli znacznie więcej, będą odsyłani do stron gdzie będzie wytłumaczony cały proces, informacje o technologii i znacznie więcej. Więc dziwi mnie ta niechęć do kodów QR.
    Poza tym o standardach znakowania zadecyduje Departament rolnictwa i dopiero okaże się jak to ostatecznie będzie wyglądać.

  6. @Wojciech Zalewski 28 lipca o godz. 20:18 90420
    Uważam, że z tym znakowaniem żywności w USA będzie podobnie jak z Trybunałem Konstytucyjnym w Polsce.

    Mało kto wiedział co to takiego ten Trybunał. Teraz, czyli po peowskiej próbie przechytrzenia systemu i następującym po niej skoncentrowanym ataku ze strony pisrydzyków można powiedzieć, że w Kraju (oraz w Unii) pojawiła się grupa osób przynajmniej świadomych istnienia i roli Trybunału.
    Tak długo jak pisrydzyki nie zlikwidują tej instytucji – z mojego punktu widzenia czysty zysk. W sensie edukacyjnym oczywiście.
    Mam nadzieję, że w dłuższym horyzoncie czasowym ta pyskówka wokół Trybunału podniesie poziom wiedzy obywatelskiej w społeczeństwie i w Unii na temat Polski.

    Podobną nadzieję wiążę też ze wszelkimi sporami wokół GMO. Im więcej zadymy teraz, im więcej protestów tym więcej ludzi otworzy książkę i przeczyta co to jest ten gen. Od czegoś trzeba zacząć! 😉
    Dużo z nas „brało o tym w szkole” tylko zapomniało… 🙁

    Ja generalnie ufam ludziom i ich procedurom, oczywiście w pewnych granicach. 😉
    Przez most przejdę, gdy mam potrzebę znalezienia się po drugiej stronie rzeki. Na rollercoaster nigdy nie wsiądę, gdyż nie widzę żadnego w tym sensu. P-o katastrofy jest bardzo małe ale nie jest zerowe a wartość oczekiwana nagrody (jak dla mnie) jest znana i wynosi wielkie ZERO. No brainer…
    Dokładnie tak samo z wchodzeniem na te różne szklane pomosty poprzyczepiane do wysokich budynków czy krawędzi różnych urwisk.

    Żywność GM jem trochę z rezygnacji/skąpstwa, trochę z zaufania do badań naukowych, trochę dlatego, że ciągle mam (jak mi się wydaje) większe problemy niż dieta. Nie lubię fanatyzmu po żadnej stronie.

    Monsanto solidnie zarobiło na opinię chłopca do bicia, szczególnie gdy ktoś pamięta sprawę PCBs. W sprawach GMO pamiętam ich umowy z rolnikami gdzie wymuszano korzystanie z arbitrażu i to często w innym stanie. Aby potem bezczelnie chwalić się i podkreślać, jak to niewielu rolników zaskarżyło ich do sądu.

    Miejmy nadzieję, że dotychczasowe badania okażą się solidne i że nikt nie odkryje w nich za parę lat jakichś dramatycznych ułomności. Zresztą na coś umrzeć trzeba 😉

  7. @ geozak
    26 lipca o godz. 18:55 90417
    A to się geozak z Palatine popisał wiedzą o GMO w Stanach , że go musiał sprostować zwolennik GMO red.Zalewski.
    Do dyskusji włączył się „zza kałuży”, żeby pohulać sobie na „pisrydzykach”.
    A ja widzę różnicę w smaku produktów bez GMO i uważam, że ewolucyjne dochodzenie do „sukcesu” GMO jest lepsze od rewolucyjnych zmian proponowanych przez Monsanto.

  8. @woytek 29 lipca o godz. 23:56 90422
    „A ja widzę różnicę w smaku produktów bez GMO”
    Banialuki.
    Nigdy w życiu nie przeprowadziłeś na sobie ślepego testu, czyli nigdy nie miałeś przed sobą np. kilku lub kilkunastu kupek ryżu, o których nie wiedziałbyś, czy są GM czy też nie są.
    Tobie WYDAJE SIĘ, że widzisz różnicę, ale tej HIPOTEZY nigdy nie zweryfikowałeś, tylko pleciesz androny.

    „i uważam, że ewolucyjne dochodzenie do „sukcesu” GMO jest lepsze”
    Z punktu widzenia kubeczków smakowych jakiegoś @woytka?
    Ciekaw jestem jakie na ten temat mają zdanie głodujące dzieci, które dzięki GMO przestały głodować. Czy @woytek sądzi, że one też kierują się przede wszystkim smakiem? Nawet gdyby rzeczywiście GM ryż był mniej smaczny od tego „naturalnego”…

  9. @zza kałuży
    31 lipca o godz. 2:36

    Kto i gdzie żywi głodujące dzieci ryżem GMO?

css.php