Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego

16.05.2016
poniedziałek

Sceptyczni Polacy i promyk nadziei – wyniki sondażu

16 maja 2016, poniedziałek,

Polacy są negatywnie nastawieni do genetycznie modyfikowanych organizmów. Wskazują na to wszelkie sondaże z przestrzeni wielu lat.

Potwierdza to także najnowsze badanie opinii społecznej wykonane przez polskich naukowców – dr. Piotra Rzymskiego oraz Aleksandry Królczyk z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu [1]. Mimo smutnego obrazu nastawienia Polaków do GMO, jaki wypływa z analizy sondażu, jest niewielkie światełko w tunelu, które daje nadzieję na przyszłość.

Naukowcy przeprowadzający badanie stworzyli szczegółowy kwestionariusz, który służył ocenie:
a) ogólnego poziomu wiedzy Polaków na temat GMO
b) nastawienia do regulacji prawnych odnoszących się do GMO
c) opinii na temat bezpieczeństwa żywności GM
d) opinii na temat potencjalnych korzyści/zalet GMO.

Ankieta z pytaniami była dostępna w internecie od kwietnia 2014 do kwietnia 2015 r. Była także wysyłana do szkół wyższych, liceów, organizacji rolniczych i stowarzyszeń naukowych. Kwestionariusz był również rozpowszechniany w portalach społecznościowych i stronach internetowych.

W badaniu zebrano łącznie opinie 1021 osób, to bardzo pokaźna grupa. Najprawdopodobniej sposób rozpowszechniania ankiety wpłynął na to, iż struktura społeczna respondentów raczej nie pokrywa się z rzeczywistym podziałem społeczeństwa. W dużej liczbie reprezentowani byli studenci, uczniowie, pracownicy szkół oraz nauczyciele akademiccy/naukowcy. Średnia wieku respondentów to 32,1 lat (mediana: 29 lat). Jaki obraz wyłania się z analizy kwestionariuszy?

Poziom wiedzy Polaków o GMO

Aż 45 proc. respondentów poprawnie odpowiedziało na pytanie „Co według Pana/Pani oznacza termin GMO?”, udzielając odpowiedzi – genetycznie modyfikowany organizm. To zaskoczenie, bo w sondażu „ulicznym” przeprowadzonym 4 lata temu przez Centrum Nauki Kopernik poprawnej odpowiedzi udzieliło niespełna kilka procent polaków [2].

Wydaje mi się, że tak wysoki wynik wynika z formy przeprowadzania sondażu i zbierania opinii przez internet. Najprawdopodobniej respondenci sprawdzali znaczenie terminu podczas wypełniania kwestionariusza (podobną opinię wyrażają autorzy badań). Możliwe, że wpływ mogło mieć też to, iż w badaniu uczestniczyło wielu studentów, uczniów i pracowników szkół i uniwersytetów. W tym środowisku termin GMO i tematyka z tym związana pojawia się znacznie częściej.

Ponad 53 proc. badanych uznało, że nie posiada wystarczającej wiedzy na temat organizmów genetycznie modyfikowanych. A co ciekawe, tego typu deklaracji najwięcej było wśród uczniów, studentów i nauczycieli. Bardzo optymistyczny rezultat padł w pytaniu o poszerzenie wiedzy w temacie, bo aż 78 proc. wyraża chęć dowiedzenia się więcej. Z tego wynika, że społeczeństwo jest otwarte na dyskusję o GMO. Jest to duży potencjał do zagospodarowania i światełko w tunelu, o którym pisałem na wstępie.

Dziś Polacy nie mają skąd czerpać wiedzy w tym temacie, mimo że by chcieli. Warto, by ktoś wyszedł naprzeciw ich oczekiwaniom. Ta luka powinna być wypełniona przede wszystkim przez władze w postaci ministerstwa edukacji czy nauki, jednak przy skrajnym upolitycznieniu tematu GMO nie ma co liczyć, że sprostają temu zadaniu. Moim zdaniem tę lukę powinno próbować wypełnić środowisko naukowe, np. Polska Akademia Nauk, która mimo publikowania co jakiś czas swych stanowisk nie prowadzi szerszych działań popularyzatorskich w tym temacie, a szkoda.

W sytuacji gdy władze i środowisko naukowe nie za bardzo kwapi się do popularyzacji tematu, za główne źródła informacji o GMO służą internet, telewizja i prasa. Potwierdzają to także rezultaty badania (Rysunek 1). Niestety media w pogoni za sensacją rzadko starają się rzetelnie relacjonować tematy i wydarzenia związane z GMO. Skupiają się na szukaniu kontrowersji, a czasami wręcz z intencją przekazują fałszywe informacje.

Polacy to dostrzegają, bo aż 79,9 proc. uważa, że media nie zaspokajają ich potrzeb, a temat GMO został upolityczniony (61,5 proc.). Ponad 40 proc. chciałoby, aby to nauczyciele, akademicy i naukowcy przekazywali im wiedzę nt. GMO.

źródło wiedzy o GMO

Rysunek 1. Źródła wiedzy Polaków nt. GMO. Current – obecne źródła; Expected – źródła z których respondenci chcieliby czerpać wiedzę.

Nastawienie Polaków do GMO

Przy braku rzetelnych źródeł informacji nie może dziwić, że większość – 61 proc. – respondentów opowiada się przeciwko produkcji i dystrybucji GMO w Polsce. Na pytanie o znakowanie żywności GM 91,9 proc. chce znakowania tego typu produktów.

Warto przy okazji przypomnieć, że wymóg znakowania żywności GM już w Polsce istnieje. Dodatkowo 58 proc. respondentów uważa, że obecne regulacje prawne odnośnie GMO nie zapewniają bezpieczeństwa i powinny być w tym względzie poprawione. Bardzo ciekawy wynik, zważywszy na niewielką wiedzę społeczeństwa w tym temacie.

Opinie na temat bezpieczeństwa żywności GM

To najsmutniejsza część całych badań. Aż 61 proc. badanych twierdzi, że żywność GM stanowi zagrożenie dla zdrowia, a 64,7 proc. uważa, że GMO szkodzi także środowisku (Rysunek 2). Studenci kierunków medycznych oraz naukowcy najmniej obawiają się żywności GM – odpowiednio 33,3 i 34,5 proc. uważa ją za bezpieczną. Ponadto 82,2 proc. respondentów obawia się spożywania żywności GM, uzasadniając, że jest mniej zdrowa od konwencjonalnej (67,7 proc.). Wielu respondentów obawia się, że żywność GM może powodować raka, alergie czy szkodzić środowisku.

Rysunek 2.

Rysunek 2. Negatywne nastawienie Polaków z podziałem na grupy społeczne.

Opinie na temat zalet GMO

To kolejna część badań, która napawa pesymizmem. Trudno w to uwierzyć, ale aż 33 proc. badanych nie widzi żadnych korzyści wynikających ze stosowania GMO. W czasach gdy cukrzyca jest na czołówkach gazet – a w jej leczeniu powszechnie stosuje się insulinę pozyskiwaną z GMO; każdy nowy obywatel kraju już w drugiej dobie życia otrzymuje szczepionkę przeciw WZW, stworzoną z wykorzystaniem inżynierii genetycznej, oraz czasach gdy eksportowy sukces polskiej żywności opiera się na wykorzystaniu pasz GMO, a zapewne 99,9 proc. Polaków ma w domu ubrania wyprodukowane z bawełny GM – 33 proc. osób niedostrzegających żadnych zalet ze stosowania GMO stanowi duże rozczarowanie.

Jeśli już Polacy dopuszczają stosowanie GMO, to przede wszystkim w medycynie. Deklaruje to niecałe 50 proc. respondentów, co w mojej opinii również nie jest imponującym wynikiem, zważywszy na to, jak ważną rolę odgrywają genetycznie modyfikowane organizmy we współczesnej medycynie. Pełni obrazka dopełnia fakt, że aż 33 proc. badanych nie akceptuje jakiegokolwiek wykorzystania GMO w gospodarce (także w medycynie).

Podsumowanie

Liczby mówią same za siebie – Polacy są nastawieni negatywnie do GMO. Nie oczekiwałbym innego rezultatu. Od lat poziom debaty jest w naszym kraju po prostu żenujący i zbieramy tego żniwo. Odrobinę nadziei budzi fakt, że Polacy to dostrzegają (duża świadomość upolitycznienia dyskusji), a co więcej chcieliby uzyskiwać wiarygodne i rzetelne informacje. To budzi optymizm, bo wskazuje, że jest szansa na zmianę tego stanu rzeczy.

Niestety, aby sytuacja się odmieniła, potrzebne są systemowe rozwiązania, przede wszystkim w zakresie edukacji społeczeństwa. Do tego potrzebna jest jednak wola władz na szczeblu państwowym, głównie w kierunku poprawy edukacji w szkołach i uczelniach.

Bardzo dużą rolę do odegrania mają media, które powinny zmienić mentalność i poprawić standardy dziennikarskie. Trzecim filarem powinno być aktywne włączenie się środowiska naukowego w popularyzację i upowszechnianie wiedzy oraz zaangażowanie w debatę publiczną.

Na chwilę obecną żaden z powyższych czynników nie funkcjonuje tak, jak powinien. Politycy podążają tanim populizmem, media gonią za sensacją i kontrowersjami (poza nielicznymi wyjątkami – tak trzymać, POLITYKO), a środowisko naukowe jest niewidoczne (poza nielicznymi jednostkami). W związku z powyższym trudno być optymistą.

PS Serdecznie dziękuję dr. Piotrowi Rzymskiemu za cenne wskazówki i konsultacje oraz udzielenie zgody na wykorzystanie materiałów z publikacji na potrzeby powyższego wpisu.

1 – Attitudes toward genetically modified organisms in Poland: to GMO or not to GMO?
2 – Polacy wobec GMObez tytułu

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. „ogólnego poziomu wiedzy Polaków na temat GMO” to chyba oksymoron?

  2. Moim zdaniem przyczyną negatywnego nastawienia do GMO jest nierówność szans po obu stronach sporu. Dużo łatwiej jest trafiać do emocji niż do rozumu. Banie się, nie wymaga wysiłku intelektualnego dlatego ludzie boją się latać samolotem, nie boją się jechać samochodem mimo, że nauka mówi, że powinni odwrotnie. Na tym żerują organizacje które dobrze z tego żyją. Jak ktoś przedstawia argumenty naukowe o bezpieczeństwie żywności modyfikowanej genetycznie, o jej pozytywnym wpływie na środowisko, to najpewniej ma w tym interes, bo mieć interes to jest źle. Że tym interesem może być poprawa stanu środowiska? Nie, o stan środowiska to walczą przeciwnicy GMO. Przecież mają to na sztandarach. A czy ktoś się zastanawia, jaki budżet mają te organizacje i skąd on się bierze? Że interesem Greenpeace, jak każdej sekty jest budzenie strachu w ludziach, bo ludzie przestraszeni z kaski wyskakują i na organizację łożą? Ktoś policzył ile tysięcy ludzi z tego żyje, dobrze żyje? Żyje z pieniędzy swoich wiernych.

  3. Wszystko mi jedno, nie jestem wrogiem GMO. Ale wystarczy wejść na tę stronę i zapoznać się z aroganckim traktowaniem wszelkich prób wyrażania pytań czy wątpliwości żeby z miejsca zostać przeciwnikiem GMO. To taka postawa i takie traktowanie zwykłych ludzi jak durniów, bo nie czytali opłacanych przez … rzekomych badań są źródłem podejrzeń i nieufności.
    Choćby sprawa Seraliniego. Szkoda słów.
    Żeby przekonać nie wystarczy mieć gotową bazę danych, zarzucić rzekomymi argumentami, gnoić i obrażać każdego, kto ma inne zdanie a nie czytał.
    Żeby zmieniać świat proponuję zacząć od siebie.
    Wylecę z dyskusji. Ale co mi tam. Nie dam się brać na krzyk.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @parker
    Ostatnio walka o środowisko jest bardzo źle widziana. Natomiast nie nadużywałbym słowa „sekta”.

    @ZWO
    Każde badanie jest przez kogoś opłacane. Nikt za darmo nie pracuje. A badania kosztują, i to bardzo drogo. Żadnej wiedzy wiarygodniejszej, niż ta pochodząca z opłacanych badań, nie ma. Natomiast ludzie rzeczywiście często tak bredzą, że słów na to nie ma.

  6. Pozwolę sobie skomentować, w oparciu o własne doświadczenia, tak istotną nieprzychylność wobec wykorzystania GM w zastosowaniu medycznym. Otóż o ile o insulinie leczniczej słyszał niemal każdy to wielu otwiera oczy ze zdziwienia, że w gruncie rzeczy tak powszechny do niej dostęp do rezultat inżynierii genetycznej. Dotyczy to także studentów, niekiedy kierunków ścisłych. GM w medycynie kojarzy się z jakimiś wyszukanymi ‚manipulacjami organizmem człowieka’, a nie z produktami dostępnymi za przysłowiowym rogiem.

    Nasze o GM zdanie jest w dużej mierze rezultatem braku dostępu do rzetelnej informacji i trudno mieć o to pretensje do społeczeństwa. Jeżeli z jednej strony mamy próby wyjaśnienia wielowątkowości zagadnienia, a z drugiej przenikające dobitnie do podświadomości hasła o poronieniu i raku to trudno oczekiwać, że przeciętnie zainteresowany zapamięta lepiej to pierwsze.

    Problem jest systemowy, tak jak zauważył Pan Wojciech Zalewski. Skoro nie mamy widoków na obiektywizację debaty w mediach czy odpowiednio ułożonego programu edukacji to faktycznie pozostaje czynny udział środowiska naukowego w docieraniu do społeczeństwa. Okazji jest dużo, np. festiwale naukowego czy cykle wykładów popularno-naukowych.

  7. @przymski – prawda o insulinie:
    „Historia wprowadzenia na rynek insuliny ludzkiej jest typowym przykładem na to, że dla firmy farmaceutycznej ważniejsza jest nazwa niż lek.
    Pierwszy zastrzyk insulinowy podano w 1922 roku 14-letniemu Leonardowi Thomsonowi. Rok później odkrywcy sprzedali patent na insulinę uniwersytetowi w Toronto za przysłowiowego dolara.
    Świńska insulina nie miała konkurencji przez ponad 60 lat. Okazała się tania w produkcji i mało kosztowała, co dla osób uzależnionych od jej przyjmowania do końca życia, było korzystne.
    W 1982 roku pojawiła się na rynku nowa, syntetyczna insulina, którą przebadano jedynie na 17 osobach. Jest ona otrzymywana za pomocą inżynierii genetycznej i dla odmiany nazwano ją insuliną ludzką.
    W okresie trzech lat Brytyjskie Stowarzyszenie Diabetologiczne zebrało ok. 3000 listów pacjentów skarżących się na skutki uboczne. Była w nich mowa głównie o alergii i utracie przytomności. Mimo to nie pozostawiając diabetykom wyboru, wycofano insulinę świńską. Była ona dobra dla pacjenta i systemu opieki zdrowotnej, ale zła z punktu widzenia zysku firm farmaceutycznych. Mógł ją produkować każdy, a wykupienie praw patentowych nie kosztowało dużo, co przekładało się na niski koszt leku.”
    I jeszcze jeden cytat :
    „W 1971 roku rozpoczęto wojnę z rakiem. Okazało się jednak, że 25 lat badań i 39 miliardów dolarów to za mało, by skutecznie pomóc chorym. Nadal 5-letni okres przeżywalności pacjentów po chemio- i radioterapii oscyluje na poziomie 5%.
    Największe zyski firmom farmaceutycznym przynoszą osoby przewlekle chore. Nieprzydatne są osoby zdrowe lub martwe. Stały i wysoki dochód przynoszą ludzie cierpiący m.in. na artretyzm, astmę, cukrzycę, raka, nadciśnienie.
    W okresie 23 lat odnotowano wzrost zachorowań na białaczkę (o 17%), nowotwory mózgu (o 26%), raka piersi (o 25%) i jąder (o 41%). Dopóki leczenie będzie przynosiło zyski w wysokości 200 miliardów rocznie, skuteczny lek nie zostanie wynaleziony.
    Najbardziej wiarygodną opinię o rynku farmaceutycznym sformułowała Gwen Olsen, która przez 15 lat pracowała jako reprezentant gigantów farmaceutycznych, a w 2007 roku uzyskała nagrodę Human Rights Award za swoją działalność humanitarną. Powiedziała ona: Chcę obalić mit, że przemysł farmaceutyczny ma na celu poprawę zdrowia i leczenie. W rzeczywistości jego celem jest utrzymywanie chorób i zarządzanie objawami. Przemysł ten nie jest zainteresowany leczeniem raka, Alzheimera czy chorób serca, ponieważ gdyby tak było, to działaliby na własną szkodę – utraty biznesu, a to nie ma sensu. (…)
    Musimy oprzeć się więc na naszym zdrowym rozsądku i zrozumieć, że przemysł farmaceutyczny zarabia 5-6 razy więcej niż jakakolwiek inna kompania spośród największych Fortune 500 w USA. I nie dadzą łatwo sobie odebrać tego zarobku. Tak naprawdę jesteśmy dla nich tylko „ludzkim towarem” – nasze dzieci, rodzice, dziadkowie to tylko „dojne krowy”, na których żerują reprezentanci firm farmaceutycznych, jakim i ja byłam. Są oni zainteresowani jedynie zdobywaniem rynku, bez uwzględniania konsekwencji, jakie przyniesie to pacjentom. Nie interesuje ich, że sieją dezinformację, że dane z badań klinicznych są ukrywane czy też fałszowane, że skutki uboczne są minimalizowane albo prezentowane w niewłaściwy sposób.
    I konkluzja: Pracowałam przez 15 lat w tym biznesie, byłam jedną z najlepszych. Mówię wam, że ten przemysł oszalał.”

  8. @kaesjot
    Przemysł musi interesować się lekami dającymi wyleczenie, bo inaczej wprowadzi je konkurencja i obroty spadną.
    Oczywistym jest, że insulina ludzka będzie bezpieczniejsza od świńskiej: mniej antygenowa, bardziej dostosowana do fizjologii człowieka, mniejsze ryzyko przeniesienia wirusów.

  9. @mpn
    To taka sama bajka dla grzecznych dzieci z tą konkurencją jak ta o demokracji. Mało kogo, poza wielkimi koncernami farmaceutycznymi stać na wydanie 1,3 mld USD bo na tyle określa sie koszt ( tak podaja koncerny uzasadniając wysokie ceny leków ) wprowadzenia nowego leku. Oczywiście to przesada, bo dotyczy to nielicznych leków i pomija fakt , że znaczący jest w tym udział budżetów państw ( czyli naszych podatków ) – zwłaszcza gdy chodzi o badania kliniczne.
    Ponadto istnieje coś takiego jak zmowa między kartelami, choć nikt oficjalnie się do tego nie przyzna.
    Jakoś nie widać postępu w tym o co chodzi zwykłemu człowiekowi – być zdrowym. Nie mamy spadku lecz wręcz wzrost zachorowalności na tzw. „choroby cywilizacyjne” a skutki uboczne działania leków stały się obecnie trzecią ( po nowotworach i chorobach układu krążenia ) przyczyną zgonów. Skoro zaczyna sie karać rodziców za to , że nie poddają dzieci szczepieniom, to dlaczego nie karze się producentów śmieciowej żywności , która jest przyczyną 80% chorób ?
    Dlaczego gospodarz blogu „Medycyna i okolice” uznał mnie za trolla, gdyż propaguję hasło – ” Ja nie chcę być leczony – ja chce nie zachorować” oczekując nakierowania działań „służby” zdrowia na zapobieganie chorobom zamiast małoskutecznego ich leczenia.
    To już nie służba zdrowia – to już tylko „biznes medyczny”.
    Przepraszam tu wszystkich tych lekarzy, którym zależy na zdrowiu pacjenta, gdyż tacy jeszcze są.

  10. @kaesjot
    Zmowa? I w ramach tej zmowy wysłannicy form łażą po szpitalach i zachwalają, czym się ich leki wyróżniają sposód innych?
    Trzeba być ślepym, by nie widzieć postępu. Wzrost chorobowości na choroby cywilizacyjne wynika z sukcesu medycyny. I będzie się nasilać jeszcze bardziej w miarę jej rozwoju.
    „skutki uboczne działania leków stały się obecnie trzecią ( po nowotworach i chorobach układu krążenia ) przyczyną zgonów” Jakieś dowody czy twoje pobożne życzenia?
    „gospodarz blogu „Medycyna i okolice” uznał mnie za trolla” Może z powodu trollingu?

  11. @mpn – ot choćby to na przykładzie USA :
    „Informacja ta opiera się na raporcie Institute of Medicine, który pojawił się w grudniu zeszłego roku, ale dane były trudne do zweryfikowania, ponieważ nie zostały sprawdzone. Obecnie został opublikowany w JAMA, który jest najbardziej znaną i powszechnie czytaną medyczną gazetą na świecie.

    Autorem jest dr Barbara Starfield z Johns Hopkins School of Hygiene and Public Health, która opisuje, jak system opieki zdrowotnej w USA może przyczyniać się do złego stanu zdrowia.

    ROCZNE STATYSTYKI:

    12 000 – niepotrzebnych zabiegów chirurgicznych
    7 000 – błędów medycznych w szpitalach
    20 000 – inne błędy w leczeniu szpitalnym
    80 000 – infekcje w szpitalach
    106 000 — negatywne skutki uboczne leków

    Jest to 225 000 jatrogennych zgonów rocznie!!

    Co oznacza słowo „jatrogenny”? Ten termin został zdefiniowany czynnik wywołany u pacjenta przez działalność lekarza lub terapię. Używany szczególnie w odniesieniu do komplikacji związanych z leczeniem.

    Dr Starfield ostrzega przed zbyt pochopnym wyciąganiem wniosków z tych liczb:

    Po pierwsze większość danych pochodzi z badań przeprowadzonych na hospitalizowanych pacjentach.

    Po drugie wymienia się jedynie zgony, a pomija negatywne skutki takie jak kalectwo, czy spowodowanie dyskomfortu.

    Po trzecie, oszacowane ilości zgonów z powodów błędów są niższe niż statystyki wynikające z raportów IOM.

    Jeśli przyjęto by wyższe oszacowania, to ilość zgonów z powodu ingerencji lekarzy wynosiłaby od 230 000 do 284 000. Niezależnie od tego 225 000 zgonów rocznie sprawia, ze jest to trzecia najczęstsza przyczyna śmierci w USA po śmierci z powodu ataku serca i raka. Nawet jeśli te wyniki są przesadzone, duża przepaść dzieli ilość tych śmierci od następnej częstej przyczyny, jaką jest udar mózgu.

    Inna analiza stwierdza, że kolejna grupa pacjentów, pomiędzy 4- 18 procent, doświadcza negatywnych skutków leczenia ambulatoryjnego w postaci:

    116 mln dodatkowych wizyt
    77 mln dodatkowych recept
    17 mln wizyt w izbie przyjęć
    8 mln hospitalizacji
    3 mln długoterminowych płatności
    199 000 dodatkowych zgonów
    77 bilionów ( ? – może tu chodzi o mld ) dolarów dodatkowych wydatków

    Wysoki koszt systemu opieki zdrowotnej jest deficytowy, ale postrzega się go jako coś koniecznego zakładając, że z większych nakładów finansowych na opiekę zdrowotną wyniknie lepsze zdrowie.

    Jednakże dowody na które wskazują przeprowadzone badania sugerują, że około 20 do 30% pacjentów otrzymuje niewłaściwą opiekę.

    Szacuje się, że około 44000 do 98000 spośród nich umiera każdego roku w wyniku popełnionych błędów lekarskich…”

    „Wzrost chorobowości na choroby cywilizacyjne wynika z sukcesu medycyny” – chyba tylko biznesowego, bo z punktu widzenia pacjentów to totalna klęska.

  12. Czyli tylko wedle 1 pracy w USA. W innych miejscach świata jest dramatycznie inna.

    I wyobraź sobie, że tak, sukces medycyny tym się własnie objawia, że jest więcej chorych. Im bardziej rozwinięta medycyna, tym jest więcej chorych. I pacjenci też się z tego powodu powinni cieszyć. Wiem, że to trudne, ale tak właśnie jest.

  13. Więcej pożarów to sukces straży pożarnej, więcej przestępstw i zbrodni to sukces policji i wymiaru sprawiedliwości – cały świat będzie nas podziwiał i tych sukcesów zazdrościł.
    Jakie to polskie !!!
    Już ponad 30 lat temu śp. Z. Kałuzyński pisał w Polityce jak to my, Polacy lubimy obnosić się swymi porażkami, jak chcemy być podziwiani za swe nieudacznictwo. Naszych klęsk zawsze winni sa ONI – nigdy my sami !

  14. @mpn
    Analogia nie zachodzi. Widzę, że ciężko ci to pojąć. Zamist bredzić, przedstaw jakiś argument na poparcie tych wypocin, zamiast zarzucać nieudacznictwo.

  15. „Zdrowie jest tanie – to choroby kosztują nas fortunę” – Andrew Saul.
    Rocznie w Polsce wykrywa się ok. 150 000 nowych zachorowań na nowotwory. Z tego 1/3 nie przeżyje roku, kolejna 1/3 – nie więcej niż 5 lat i pozostała 1/3 przeżyje ponad 5 lat co uważa sie za skuteczne wyleczenie. Na leczenie onkologiczne NFOZ wydaje rocznie 6,5 mld zł.
    Chorych na choroby nowotworowe jest ok. 360 000 co daje średnio 2,5 roku życia po wykryciu choroby. Daje to ok. 18 000 zł na jednego chorego. Ile sam chory i jego rodzina wydają na leczenie – trudno oszacować. Ja sam spotkałem kiedyś kobietę, która wydała na leczenie męża ( nieskuteczne zresztą ) 600 000 zł. „Wiedzieli, że nie przeżyje a mimo to te pieniądze ode mnie wyciągnęli ” – powiedziała mi.
    Załóżmy ( hipotetycznie ) że mają rację ci, którzy twierdzą, że skutecznie leczą nowotwory megadawkami ( 250 g/dobę ) wit. C.
    Aplikowane przez 40 dni daje zużycie 10 kg kwasu askorbinowego. W sklepie kosztuje on ( CDA ) ok 30 zł/kg czyli za 300 zł leczymy skutecznie, bez powikłań. W skali kraju to 300 x 150 000 = 45 mln zł .
    6 455 000 000 zł zostaje w kasie NFOZ-u – tyle zaoszczędzą.
    Ale także ktoś tych pieniedzy nie zarobi !!!
    Ci, którzy z tego żyją ( koncerny farmaceutyczne, lekarze onkolodzy ) na głowie staną , by szansy takich zarobków nie utracić.
    75% naukowców finansowo powiązanych jest z koncernami farmaceutycznymi – nie gryzie się ręki, która karmi. Amerykańska FDA też od czasu do czasu wstrzasana jest aferami korupcyjnymi.
    Zarządy koncernów farmaceutycznych nie skladają się z idiotów, którzy wydadzą setki mln USD na badanie dowodzące , że są metody i środki taniej i skuteczniej leczące choroby niż leki przez nich produkowane.
    Dlatego nie oczekujmy randomizowanych badań klinicznych – można sie opierać tylko na doniesieniach z doświadczeń lekarzy, którzy mieli odwagę tego typu terapie z powodzeniem stosować.
    Mnie to przekonuje, gdyż jako pacjent służby zdrowia oczekuję od lekarza w pierwszej kolejności rady, co robić, jak żyć, by nie zachorować. A jak już się zdarzy choroba to chcę być szybko, skutecznie i bez powikłań wyleczony a jak przyjdzie czas szybko i bez bólu odejść a nie umierać latami.
    Czy to źle, że mam takie oczekiwania od „sużby zdrowia” ?

  16. „75% naukowców finansowo powiązanych jest z koncernami farmaceutycznymi – nie gryzie się ręki, która karmi.”
    Rękę konkurencji gryzie się z przyjemnością.

    Natomiast, wyobraź sobie, to w interesie firmy jest, by badania wypadły wiarygodnie. W USA jeden poszkodowany podczas leczenia pacjent może kosztować firmę kilkaset tysięcy albo i więcej. W dobrym badaniu nie tak łatwo oszukać, tym bardziej że lekarz nie wie, czy jego pacjent bierze badany lek, czy nie. W którą stronę miałby więc naginać?

  17. „Brytyjski gigant farmaceutyczny GlaxoSmithKline przyznaje się do kryminalnych oszustw przy sprzedaży leków w USA i zgadza się zapłacić rekordowe 3 miliardy dolarów…..
    Trzy miliardy dolarów to najwyższa w historii suma kar i odszkodowań, które płaci koncern farmaceutyczny. Trzy lata temu Pfizer zapłacił rządowi USA 2,3 mld dol. za podobne zarzuty dotyczące promocji viagry i przeciwbólowego leku bextra (zalecano je w schorzeniach, do których leczenia nie zostały zaaprobowane). W kwietniu br. Johnson & Johnson został ukarany przez sąd w stanie Arkansas grzywną 1,2 mld dol. za ukrywanie ryzyka związanego z przyjmowaniem antydepresyjnego risperdalu…..
    Wielu ekspertów komentowało wczoraj, że miliardowe kary branża farmaceutyczna wlicza już w zasadzie w zwyczajowe koszty. Zupełnie nie odstraszają one potężnych koncernów, bo np. na sprzedaży w USA kilku inkryminowanych leków Glaxo zarobiło mniej więcej dziesięć razy więcej, niż wyniosło odszkodowanie. Gdy wyniki finansowe są tak dobre, prezesi wolą zapłacić, by zamykać dochodzenia…..
    – Dopiero gdybyśmy zaczęli stawiać kryminalne zarzuty prezesom, gdyby zajrzało im w oczy więzienie, gdyby chociaż uderzyć ich po premiach, wtedy nieuczciwe praktyki koncernów farmaceutycznych można by zwalczyć – twierdzi Eliot Spitzer, były prokurator z Nowego Jorku, który w 2004 r. ścigał Glaxo za paxil dla dzieci.”
    To kilka cytatów z jednego artykułu z Gazety Wyborczej z 2012 roku.
    Więcej nie chce mi się szukać – dla mnie wystarczy.
    Konkurują ze sobą pan Józio – malarz pokojowy z panem Frankiem – tapeciarzem. Wielcy to się dogadują między i dzielą się rynkiem. a rywalizację udaja dla zmyłki. Poza tym każda swój lek chroni patentem i inni przez 20 lat mogą im „skoczyć”.

  18. Ciekawe, że się tak dobrze dogadują, a wysyłają przedstawicieli orzgłaszających wszem i wobec wszystkie badania, wedle których akurat ich preparat jest kepszy od konkurencyjnego

  19. No właśnie – ciekawe !
    To tak samo jak z „demokracją” – to tylko gra pozorów dla naiwnych, by wierzyli …..
    Następny cytat ”
    „Idąc do lekarza wierzymy, że postawi trafną diagnozę i przepisze skuteczny lek. Jednak to jego producent decyduje, jakie informacje upublicznić, a jakie zataić. Mimo szczerych chęci lekarza nie jest on w stanie podać nam w 100% bezpiecznego leku. Potwierdza to Instytut Medycyny, który przeanalizował 175 ulotek skierowanych do lekarzy. Aż 94% zawierało mylące bądź fałszywe informacje o produkcie.”
    I kolejny ..
    „Metoda „upiększania” badań klinicznych jest prosta. Polega głównie na zastąpieniu drastycznych faktów innym, delikatniejszym sformułowaniem. Przykład? Jeżeli pięć osób próbuje popełnić samobójstwo, z czego dwóm się to udaje, to w protokole badań może pojawić się określenie, że pięć osób doświadczyło reakcji niespecyficznych.
    Istnieje jeszcze inny sposób – staranny i długotrwały proces doboru osób biorących udział w badaniach klinicznych. Eli Lilly w zredagowanej dla lekarzy ulotce na temat leku informowała, iż 11 000 osób brało udział w badaniach, z czego 6 000 było leczonych fluoksetyną. Tak naprawdę udział w badaniu brało 1730 pacjentów. Należałoby jeszcze sprecyzować, co oznacza stwierdzenie brało udział. Osoby, które uczestniczyły w badaniu, zażywały lek przez co najmniej jeden dzień. Później były odsuwane ze względu na niepożądane działania lub brak widocznych efektów.
    W sumie 4-tygodniowe badania ukończyło z 11 000 osób zaledwie 286, a 86 chorych przyjmowało lek dłużej niż 3 miesiące. Efekty uboczne dotykały 90% pacjentów, a w 15-20% fluoksetyna powodowała depresję. Przypadki zgonów w czasie badań klinicznych są traktowane jako tajemnica handlowa firmy i z tego powodu nie muszą być ujawniane odpowiednim urzędom”

  20. @kaesjot
    Wydaje ci sie, że są jakieś w 100% bezpieczne leki?

    „Jeżeli pięć osób próbuje popełnić samobójstwo, z czego dwóm się to udaje, to w protokole badań może pojawić się określenie, że pięć osób doświadczyło reakcji niespecyficznych.”

    Jest dokładnie na odwrót. Bo wyobraź sobie, że jeśli pacjent po tym leku popełni S, to procudent będzie musiał zapłacić. Chyba że informacja była w ulotce. Dlatego w ulotkach zamieszcza się wszystkie działania niepożądane.

    Natomiast w poważnym badaniu jest napisane, ile osób dotrwało do końca.

  21. @mpn – tu nie chodzi o to, kto kogo przekona.
    Ty prawdopodobnie jesteś lekarzem , ja tylko myślącym pragmantycznie inżynierem 60+, nauczonym szukania różnych dróg rozwiązywania problemów. Ponieważ nie zadowalało mnie jak klasyczna medycyna radzi sobie z moimi dolegliwościami zacząłem szukać metod alternatywnych. Przeczytana literatura, doświadczenia własne i innych – zarówno bliskich jak i nieznajomych przekonały mnie, że są skuteczne a jednoczesnie tańsze metody pozbywania się dolegliwości niż te, które oferuje medycyna klasyczna.
    Kiedyś na zakażenia spowodowane ukąszeniami owadów lekarz ordynował mi anatoksynę, antybiotyk i maść ze sterydami. Dzisiaj przez 2 – 3 dni biorę po 20 – 30 g askorbinianu sodu w kilku dawkach i po ukąszeniach ani śladu.
    Nie mam zamiaru przekonać Ciebie – prezentuję tylko swój poglad na sprawę i staram sie to uzasadnić.
    Dziękuję za dyskusję i za to, że nie drwiłeś zw mnie ani nie wyśmiewałeś moich pogladów, jak to mają w zwyczaju inni, gdy brak im argumentów.
    Wyznaję zasadę – ” Twoje życie, twoje zdrowie, twój wybór i twoja za nie odpowiedzialność”

  22. @kaesjot
    Zazwyczaj nie wysmiewam się, jeśli ktoś sam się nie ośmieszy (np. na blogu obok internautka wypisuje coś o jakichś plemnikach pukających do drzwi).

css.php