Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego

15.10.2015
czwartek

Naukowiec do wynajęcia

15 października 2015, czwartek,

„Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”.

W ostatnim czasie w USA trwa prawdziwa nagonka na naukowców, którzy zabierają głos w debacie publicznej, prezentując stanowisko nauki oraz popierających wykorzystanie roślin GM. Organizacje anty-GMO korzystając z formy prawa do informacji publicznej (Freedom of Information Act), wystąpiły do uczelni publicznych o udostępnienie korespondencji elektronicznej naukowców popierających wykorzystanie GMO w rolnictwie.

Jak łatwo było przewidzieć, przekazane przez uczelnie maile posłużyły do zdyskredytowania badaczy. Tak stało się w przypadku prof. Kevina Folty, który przez niektórych został określony jako „dziwka” Monsanto tylko dlatego, że firma ta przekazała uczelni 25 tys. dol. na projekt edukacyjny o biotechnologii prowadzony przez wspomnianego badacza (sprawę opisałem w jednym ze swoich wpisów). Fakt jest jednak taki, że prof. Folta nigdy osobiście nie otrzymał żadnych pieniędzy od firmy Monsanto, nie prowadził również żadnych badań finansowanych przez koncern.

Aktywistom anty-GMO udało się również „ujawnić” całą grupę naukowców rzekomo będących na usługach firm agrobiotechnologicnzych. Dowodem na to miał być m.in. fakt, że osoby te po prostu kontaktowały się z przedstawicielami firm (choć nieznane są treści korespondencji) lub były wymieniane w nagłówkach maili prof. Folty, który to kontaktował się z przedstawicielami Monsanto. Jednym słowem: makkartyzm XXI wieku.

Pomysł organizacji anty-GMO z wykorzystaniem prawa dostępu do informacji publicznej przyniósł w ostatnim czasie ciekawe efekty. Otóż aktywiści anty-GMO interesowali się tylko naukowcami będącymi pro-GMO. Dziennikarze wykorzystali „broń” aktywistów i poprosili uniwersytety o udostępnienie korespondencji naukowców, którzy w mediach krytykują wykorzystanie GMO w rolnictwie. To, co udało się ustalić, wydaje się kolosalną aferą, wielokrotnie przewyższającą skalą „skandal”, jaki wywołała korespondencja prof. Folty.

Być może dla państwa anonimową postacią jest osoba pana Charlesa Benbrooka. Spieszę poinformować, że jest to w chwili obecnej najaktywniejszy naukowiec, który wypowiada się bardzo krytycznie na temat GMO w rolnictwie i jest twarzą wielu działań organizacji anty-GMO. Publikuje prace na temat niepowodzenia stosowania roślin GM w rolnictwie amerykańskim, o rzekomej szkodliwości żywności GM oraz negatywnych skutkach stosowania herbicydów. W tym miejscu znaczyć należy, że metodologia tych prac bywa bardzo często podważana przez ekspertów. Niemniej prace te są ochoczo cytowane przez liczne organizacje anty-GMO na całym świecie, m.in. Greenpeace Polska – na jednej z debat jaką toczyłem z reprezentantem tej organizacji, przytaczane były wyniki „badań” pana Benbrooka.

Pan Charles Benbrook

Z analizy korespondencji mailowej pana Benbrooka wynika, że od ponad 10 lat jest on bardzo blisko związany z sektorem producentów żywności organicznej w USA. Od roku 2004 do 2012 pełnił funkcję płatnego konsultanta The Organic Centre, które jest częścią grupy lobbingowej Organic Trade Association. W roku 2012 otrzymał stanowisko na Uniwersytecie Waszyngtońskim, na którym odpowiadał za realizację programu Measure to Manage. Nie bez znaczenia jest fakt, że program ten jak i posada na uniwersytecie w całości finansowane były przez producentów żywności organicznej. Dziś to już pewne, że pozycja na uniwersytecie miała go uwiarygodnić jako rzetelnego i niezależnego naukowca, co było całkowicie sprzeczne z faktami. Pan Benbrook w swych „badaniach” skupiał się na krytyce GMO i stosowania herbicydów oraz promowaniu rolnictwa organicznego – przypadek?

W roku 2013 pan Benbrook opublikował artykuł w czasopiśmie „New England Journal of Medicine” – oczywiście o negatywnym brzmieniu – na temat GMO, promujący jednocześnie rolnictwo ekologiczne. Na portalu tegoż periodyku zamieścił informację o braku konfliktu interesów, którą następnie musiał skorygować, ponieważ ktoś doszukał się w tym kłamstwa. W poprawionej wersji napisał, że jest konsultantem w branży producentów żywności organicznej. W tym miejscu warto też wspomnieć, że pan Benbrook w samym roku 2013 otrzymał wypłaty od takich firm jak The Whole Foods, Stonyfield, Organic Valley and United Natural Foods na łączną kwotę 128 333 dol. – i nie były to wpłaty na jakiś grant czy konto uczelni, ale trafiły na prywatne konto badacza.

Jeśli jeszcze państwo wierzą w to, że pan Benbrook jest rzeczywiście niezależnym naukowcem to na koniec polecam zapoznać się z korespondencją ujawnioną w zeszłym tygodniu. Wynika z niej jasno, że pan Benbrook za „jedyne” 100 tys. dol. był gotów przygotować publikację naukową, która miałaby negatywnie opisywać skutki upraw roślin GM odpornych na glifosat.

Do pana Benbrooka zgłosił się australijski aktywista anty-GMO i producent żywności „eko” pan Georg Kailis, który zaangażował się w spór sądowy pomiędzy dwoma rolnikami australijskimi (opisałem historię w jednym z wpisów na blogu). Wysłał mail z taką oto treścią:

Mamy kilku znaczących fundatorów, którzy potrzebują dowody naukowe, które przed sądem wykazałyby brak bezpieczeństwa roślin GM.

W odpowiedzi pan Benbrook poinformował, że „praca może zająć od czterech do 8 miesięcy, jeśli będę dysponować odpowiednimi zasobami”. Pan Benbrook wytłumaczył też, że w normalnym „akademickim” trybie zajęłoby to ok. 2-4 lat. Wspomina też o tym, że jego obecne projekty realizowane są już „na oparach” (chodziło oczywiście o finansowanie). Przyśpieszenie prac nad badaniami wymaga zatrudnieniu osób, ekspertów etc., no i w związku z tym pan Benbrook zaznacza, że oczekiwałby za ten przyśpieszony tryb sześciocyfrowej kwoty. Na koniec zaproponował, że może również zeznawać w sprawie sadowej za jedyne 200 dol. za godzinę. W kolejnym mailu uściślił, że wykonanie przyśpieszonych „badań” będzie kosztować 100 tys. dol.

Pan Kailis odpisał, że jego celem jest, by przygotowana publikacja stanowiła podsumowanie dowodów na szkodliwość GMO/glifosatu, co również miałoby pomóc w żądaniu wprowadzenia moratorium na uprawy GMO. Jednak dalszy ciąg wiadomości jest wręcz oszałamiający. Pan Kailis pisze:

Tak, dzięki tym badaniom uzyskalibyśmy dużo korzystnego PR, jednak głównym celem jest przedstawienie niezależnych wyników badań naukowych dowodzących szkodliwości GMO, tak by móc je przeciwstawić wynikom badań pro-GMO.

Ostatecznie nie doszło do porozumienia. Ciekawostką jest fakt, że pan Kailis finansował także słynne badania pani Jydy Carman, które miały rzekomo dowodzić szkodliwości pasz GMO (o tym także już pisałem). Pani Carman to z kolei bliska współpracowniczka pana Seraliniego – wszystkie klocki w tej układance zaczynają układać się w jedną całość.

Kupczenie nauką, uprawiane przez pana Benbrooka, jest skrajnie nieetyczne. Proponowanie wykonanie badań na zamówienie z określonym rezultatem jest po prostu skandalem. Niestety, ale należy przyjąć, że wyniki „badań” przez niego prowadzonych są po prostu kompletnie niewiarygodne (wszystkie prace pana Benbrooka były finansowane przez przemysł organiczny).

To, co opisałem powyżej, to opis tylko części „działalności” pana Benbrooka. Analiza maili pokazuje, jak potężna jest machina PR-owa wymierzona w dyskredytowanie GMO. Zaangażowani są w nią „niezależni” naukowcy pokroju pana Benbrooka, firmy sektora organicznego oraz znani dziennikarze i publicyści. Wszystkie ich działania są skoordynowane oraz skrzętnie zaplanowane. Nic nie dzieję się z przypadku ani nie jest jakimś oddolnym ruchem społecznym, jak zwykło się to przedstawiać w mediach.

Jak Państwo widzą, naukowcy niestety bywają na usługach potężnych i bogatych firm (bo jak nazwać koncern The Whole Foods, którego wartość szacowana jest na prawie 12 mld. dol.). Ta wyrachowana taktyka stosowana przez sektor organiczny, polegająca na dyskredytowaniu GMO, służy wyłącznie pomnażaniu zysków producentów żywności potocznie zwanej ekologiczną. Firmy te i naukowcy z nimi współpracujący zdają sobie sprawę, że w ten sposób ograniczają czy wręcz blokują rozwój bardzo pożytecznej technologii, na czym tracą konsumenci, środowisko oraz przede wszystkim biedne obszary świata. Czego jednak nie robi się dla pieniędzy.

PS Osoby, które chcą poznać więcej szczegółów poczynań pana Charlesa Benbrooka, odsyłam na portal The Genetic Literacy Project, gdzie poddano analizie zarówno karierę tego „naukowca”, jak i udokumentowano szczegółowo jego powiązania z przemysłem organicznym:

Profil pana Benbrooka na GLP – Charles Benbrook: ‘Severed’ former Wash State organic consultant misrepresents conflicts

Artykuły na temat powiązań z sektorem „eko”:
FOIA emails reveal anti-GMO, pro-organic spin ‘A team’ led by Tom Philpott and Michael Pollan;
Organic industry, Chuck Benbrook orchestrated anti-GMO “independent” research, marketing;
For $100,00, Charles Benbrook offered to “ramrod” “independent” anti-GMO research for Australian activists;
New York Times publishes emails of Charles Benbrook, paid organic consultant who produced ‘industry talking points’;
Charles Benbrook funded by Big Organic to publish on issues central to their anti-GMO market strategy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Czarna owca w każdym stadzie. Lekarze mają Wakefielda, naukowcy Benbrooka, prawnicy Dubieniec….., Watykan pedofili. Dzięki za ostrzeżenie.

  2. @JackT

    „Czarna owca w każdym stadzie.”

    Ja bym nieco sparafrazował te słowa – w tym stadzie czarnych owiec, ciężko znaleźć jakąś białą owcę.

    Oczywiście mowa o stosunkowo niewielkim stadku naukowców wspierających ruchy anty-GMO.

  3. „(bo jak nazwać koncern The Whole Foods, który wartością dorównuję firmie Monsanto?”

    No nie dorownuje, bo ma 1/3 wartosci Monsanto (12mld USD vs 42mld USD). Z reszta faktow tez tak kiepsko? 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Roman Werpachowski

    Dziękuję za wykazanie nieścisłości. Poprawione.

  6. Po bardzo długim wywodzie mającym wykazać rzekomą nieuczciwość Benbrooka, jakby od niechcenia dodał pan:

    „Ostatecznie nie doszło do porozumienia”.

    To zdanie podważa prawdziwość wszystkich pańskich pomówień.

  7. To dodajmy jeszcze, że prof Seralini dostał międzynarodową nagrodę Whistleblower 2015 (dostał ją Snowden) za swoją rzeczową i beznamiętną postawę wobec masowych ataków na wyniki jego badań i prób ośmieszania jego osoby. Jego postawa w obronie rzetelności badań naukowych wykazała brak podstaw do ataków na wyniki. Kontynuacja tych badań spowodowała, że niedawno WHO zaliczyło glyphosat jako pewnie rakotwórczy.
    Przypomnę, że Seralini powtórzył w 2012 badania Monsanto nad szczurami i tylko przedłużył je z 90 dni do 2 lat panalizując skutki rzeczywiście długookresowe. Ataki osobiste na niego zarzucały mu nierzetelność naukową choć różnice sprowadzały się do tego, że Monsanto hodował 20 szczurów a nie 10. Tyle tylko że do oceny wybrał 10 według do dzisiaj tajnych (!) kryteriów.
    Jak widać, prawdziwy naukowiec nie powinien być wrażliwy na wszelkie próby obrzucania błotem i ośmieszania. A wtedy prawdziwa nauka się obroni.

  8. Trochę nam się zdewaluowało pojęcie uczciwości. Napisanie stronniczego artykułu dla dziennikarza (za kasę) to chleb powszedni, dla niektórych naukowców widać też. Liczy się mainstreem.

  9. @ZWO

    Takiej ilości przekłamań w jednym poście już dawno nie czytałem. Jak w ogóle można jeszcze traktować pana Seraliniego za wiarygodnego badacza czegokolwiek?

    „za swoją rzeczową i beznamiętną postawę wobec masowych ataków na wyniki jego badań i prób ośmieszania jego osoby.”

    To ja może tylko przypomnę, kto pozwolił dobie „ośmieszyć” badania (a nie osobę) pana Seraliniego, wykazując szereg nieścisłości i błędów (przypominam również, że jego publikacja została wycofana z czasopisma The Journal of Chemical Toxicology):

    Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA);
    Federalny Instytut Oceny Ryzyka Niemczech (BfR);
    Federalne Biuro Ochrony Konsumenta i Bezpieczeństwa Żywnościowego w Niemczech (BVL);
    Australijsko-nowozelandzka Agencja ds. Bezpieczeństwa Żwyności (FSANZ);
    Wysoka Rada ds. Biotechnologii z Francji (HCB);
    Krajowa Agencja Bezpieczeństwa Sanitarnego we Francji (ANSES);
    Narodowy Instytut Zdrowia w Danii (DTU);
    Holenderska Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności (NVW);
    Kanadyjska Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności (Health Canada);
    Belgijska Rada ds. Biobezpieczeństwa;
    Rumuńska Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności (ANSV),
    Komisja Techniczna ds. Biobezpieczenstwa w Brazylii,
    Instytut Żywienia Rosyjskiej Akademii Nauk Medycznych.
    Wszystkie wymienione wyżej instytucje konkludowały, iż z badań prof. Seraliniego nie można wyciągnąć żadnych wiarygodnych wniosków, wytykały jednocześnie szereg błędów metodologicznych.

    Do grona “ośmieszaczy” pana Seraliniego należy dołączyć jeszcze kilka organizacji eksperckich i naukowych:
    Europejskie Towarzystwo Toksykologiczne (ESTP) które skupia ekspertów od badań toksykologicznych,
    Sześć komitetów naukowych Francuskej Akademii Nauk (Komitet Nauk Rolniczych, Komitet Medycyny, Komitet Farmacji, Komitet Nauki, Komitet Technologii oraz Komitet Nauk Weterynaryjnych),
    Włoska Federacja Nauk Przyrodniczych – FISV (zrzesza 14 stowarzyszeń naukowych reprezentujących 7000 naukowców),
    Flamandzki Instytut Biotechnologii (VIB).

    „Kontynuacja tych badań spowodowała, że niedawno WHO zaliczyło glyphosat jako pewnie rakotwórczy.”

    Bzdura kompletna. Akurat rekwalifikacja przez jeden z paneli WHO rakotwórczości glifosatu nie ma nic wspólnego z pracą pana Seraliniego. Publikacja pana Seraliniego nie znajduje się nawet w spisie literatury monografii IARC nt. glifosatu.

    „Przypomnę, że Seralini powtórzył w 2012 badania Monsanto nad szczurami i tylko przedłużył je z 90 dni do 2 lat panalizując skutki rzeczywiście długookresowe. „

    Nie powtórzył badań Monsanto. Jeśli tak bardzo zmieniamy warunki badania (czas i zakres) to nie ma mowy o jakimkolwiek powtarzaniu, jest to zupełnie inny rodzaj badań podlegający całkiem innym standardom i wytycznym OECD dotyczącym prowadzenia badań toksykologicznych, których to badania pana Seraliniego nie spełniają.

    „Tyle tylko że do oceny wybrał 10 według do dzisiaj tajnych (!) kryteriów.”

    Wow, kryteria były tajne, ale pan wie jakie były 🙂
    O ile mi wiadomo, to prace Monsanto spełniały wymogi OECD dla tego typu badań toksykologicznych.

    „Jak widać, prawdziwy naukowiec nie powinien być wrażliwy na wszelkie próby obrzucania błotem i ośmieszania.”

    Prawda – co oczywiście nie dotyczy pana Seraliniego, bo daleko mu do rzetelnego (wielokrotnie wykazywane błędy metodologiczne) i niezależnego badacza (badania finansowane przez Greenpeace, czy firmy homeopatyczne). Poza tym uważam, że świat nauki i tak ma wiele cierpliwości do tego pana.

  10. Panie Zalewski.
    Skoro Pan taki bohater, to dlaczego nie zaprosił Pan Seraliniego do dzisiaj na poważną dyskusję. Zobaczylibyśmy wtedy wagę argumentów. Inni to robili bo cenią i wagę i odwagę. Zawodowo zakrzyczeć amatora w internecie to akurat niewielkie bohaterstwo.
    A przypomnę choćby dwudniową dyskusję Seraliniego w Stuttgarcie ze studentami i przeciwnikami. Po 2 dniach nawet najbardziej zacięci zwolennicy GMO musieli przyznać, że badania Seraliniego odpowiadają standardom naukowym. Na szczęście nie dał się sprowokować a pomyje po nim spłynęły bez śladu. I to mi wystarczy.
    Zresztą wbrew wyzwiskom Seralini stwierdził, że potrzebne są dalsze badania nad przyczynami zachorowań, a nie, że to GMO wywołuje raka.
    Dlatego właśnie dostał nagrodę. Tak jak Snowden nie dał się zniszczyć wyzwiskami zgrai zorganizowanych prześmiewców. A uzyskane wyniki potwierdzają powagę jego prac. To prawdziwy naukowiec.

  11. @ZWO

    „Seralini stwierdził, że potrzebne są dalsze badania nad przyczynami zachorowań … Dlatego właśnie dostał nagrodę”

    Bardzo odkrywcze. Może doczeka się Nobla z Medycyny lub nawet Pokojowego.

  12. Panie Zalewski – stosuje Pan wobec swych adwersarzy metody jakich wobec Ignaza Semmelweisa chwytali się współcześni mu przedstawiciele środowiska lekarskiego.
    I na czyje wyszło ?

  13. @Zalewski
    A może by tak odpowiedzieć zamiast ironizować. Wygląda na to, że kiedy wykraczamy poza wyznaczone przez kogoś tam ścieżki, otwiera się panu buzia i ślina cieknie. Czy to taka nowoczesna metoda naukowa, że jak się kogoś nie boimy to już można go próbować ośmieszać? Niezwykle naukowe. Tym razem się nie uda bo ja się na to nie dam nabrać. Pewnie znowu wylecę z bloga ale trudno.
    Nie dam się nabrać na litanię wielkich nazwisk, które mają niby to sugerować naukowość. To Seralini w długiej i rzeczowej dyskusji, a nie w ironizowaniu i ośmieszaniu, udowodnił, że jest naukowcem. Nie oni i żadne linki tego nie zmienią.

css.php