Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego

22.11.2013
piątek

Przerwany sen o Anuszce?

22 listopada 2013, piątek,

A miało być tak pięknie. Nie mogę wymazać z pamięci wystąpienia posła Jana Krzysztofa Ardanowskiego (PIS), który z mównicy sejmowej nawoływał aby Polska zaczęła importować soję non-GMO od naszych słowiańskich braci – Ukraińców. Działo się to podczas debaty o przedłużeniu moratorium na obowiązywanie zakazu importu pasz GMO do Polski. Poseł Ardanowski proponował by uniezależnić się od importu soi GMO z Ameryki Południowej. Jak twierdził: „import zagraża polskiej suwerenności żywnościowej.” Przedstawiciel PIS postulował następnie, by jednym ze sposobów zwiększenia naszej suwerenności był… import soi z Rosji i Ukrainy. Nieco przewrotny tok myślenia ale wypowiedzi posłów mają to do siebie, że czasem logiki w nich brak.

Pomysł z uniezależnieniem się od importu soi poprzez import soi miał na celu ograniczenie wykorzystywania pasz GMO do skarmiania zwierząt w Polsce. Soja non-GMO miała być uprawiana na Ukrainie i sprowadzana do Polski. Banalne w prostocie rozwiązanie. Plany pana Ardanowskiego może pokrzyżować sama Ukraina, a raczej ukraińskie organizacje rolnicze i rządzący.

Na specjalnie zorganizowanej konferencji Ukraińskie Stowarzyszenie Producentów Zbóż oraz kilka mniejszych organizacji producentów zaapelowało do rządzących, by zmienili obecne prawo i umożliwili uprawę genetycznie modyfikowanych roślin. Niedługo potem pojawiły się informacje prasowe o tym, że minister polityki rolnej przygotowuje szereg zmian legislacyjnych mających na celu umożliwienie sprzedaży, wysiewu i produkcji roślin genetycznie modyfikowanych.

Skąd taka wydawałoby się nagła zmiana kursu Ukrainy? Oficjalnie od roku 2007 w kraju obowiązuje całkowity zakaz uprawy GMO. Zakaz ten jest jednak fikcją. Wielu ekspertów twierdzi, że w kraju od lat uprawiane są odmiany GM. Szacunki mówią o tym, że 15% uprawianej kukurydzy i 30% soi stanowią nielegalne, transgeniczne rośliny. Nie są to ilości bez znaczenia, ponieważ odpowiada to ok. 5 mln ton ziarna GM. Liczby te są tylko orientacyjne i nikt nie wie jak duża jest skala nielegalnych upraw. Nie podlega jednak wątpliwości, że jest ich stosunkowo dużo, ponieważ kolejne prowadzone wewnątrz kraju testy dają pozytywne wyniki na obecność ziaren GMO. Również eksportowana kukurydza często okazywała się zawierać domieszki odmian GM.

Celem ministra polityki rolnej jest po prostu sformalizowanie i zalegalizowanie tego co już stało się rzeczywistością ukraińskiego rolnictwa. Nowe ustawy mają uregulować kwestię upraw odmian GM oraz wprowadzić nad nimi nadzór. Ukraina dzieli los z niektórymi krajami azjatyckimi. W Pakistanie i Indiach swego czasu również zalegalizowano uprawy bawełny Bt (odpornej na szkodniki) tylko po to by uregulować stan faktyczny, bo rolnicy nie zważając na obowiązujące zakazy uprawiali GMO nielegalnie.

Ukraińskie organizacje rolnicze zapewne nie bez powodu domagają się umożliwienia uprawy roślin transgenicznych. Rolnicy oczekują większych zysków. Ich nadzieje mają duże szanse na realizację. Doświadczenia rolników z innych krajów są pozytywne. Zapewne część z rolników ukraińskich już miała okazję przekonać się o wartości odmian GMO (przecież nielegalnie ją uprawiają). Nadzieje rolników wspierają również opracowania specjalistów od ekonomiki rolnictwa: dr Grahama Brookesa z PG Economics oraz prof. Yaroslava Blume z ukraińskiego Instytutu Genomiki i Biotechnologii Żywności. W roku 2012 opublikowali oni raport o potencjalnych skutkach wprowadzenia do upraw genetycznie modyfikowanych odmian roślin. Według analiz wydajność upraw wzrośnie i będzie skutkować wzrostem produkcji zbóż od 1,5% do 9,5 %. Rolnicy będą uzyskiwać większe zyski z upraw głównie dzięki zmniejszeniu kosztów produkcji ale również zwiększeniu plonów. Zużycie herbicydów miałoby spaść od 4,4% do 7,8%, co przełożyłoby się na zmniejszenie negatywnego oddziaływania na środowisko o ok. 15% do 24%. Przewiduje się dramatyczny spadek zużycia insektycydów. Mniejsza ilość oprysków oznaczałaby zmniejszenie zużycia paliw kopalnych o 0,78 mln do 1,56 mln litrów, co w efekcie ograniczyłoby emisję CO2 do atmosfery o 2,73 mln kg do 5,35 mln kg.

Wygląda na to, że misterny plan posła Ardanowskiego nie zostanie zrealizowany. Może wybawieniem będzie… Ukraina, a właściwie ukraińska branża hodowlana i jej zachwalany przez posła Ardanowskiego produkt – odmiana soi o nazwie Anuszka. Tajemnicza Anuszka owiana jest dużą sławą. Podobno świetnie rośnie w polskim klimacie, a plonuje lepiej niż jej siostry zza Atlantyku. Wydawałoby się, że roślina cud, nic tylko uprawiać. Szkopuł jednak w tym, że pomimo zapewnień i poleceń posła Ardanowskiego, do jej uprawy nie garną się polscy rolnicy (pomimo dodatkowych dopłat). To może import z Rosji jak proponuje poseł PIS? Niestety Rosja dzieli los Ukrainy. Formalnie obowiązuje zakaz uprawy GMO, ale nikt tego nie kontroluje i najprawdopodobniej rolnicy uprawiają tam odmiany GM.
Jak żyć?

Ukrainian Agrarians are in Favor of Production of GE Crops

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 31

Dodaj komentarz »
  1. Pierwsze moje skojarzenie: co powieść „Mistrz i Małgorzata” ma wspólnego z GMO? 🙂

  2. @j.sadoch

    Szkoda tylko, że takie bzdury są na stronach GW.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Tak, co gorsza Piątek – jak mi się wydaje po tym, jak zjawił się w GW w glorii i chwale lewicowego bohatera zgnębionego w KP – ma tam raczej immunitet na pisanie bzdur. Ale na fejsie MR napisał, że może napisze jakąś polemikę, więc czekam na ciąg dalszy.

  5. Jasne, jasne. Wichrzycielom i warchołom trzeba dawać odpór. Brave New World nie może mieć wrogów. Fantastyczne zjawisko, obserwować, jak „Ełropejczycy” myślą idealnie w stylu komunistycznego betonu.

  6. Dobrze się stało, że red. Piątek napisał to, co wielu ludzi już zauważyło: w ostatnim czasie „Polityka” stała się istną tubą promocyjną dla GMO – i istnym batem na ekologów.

  7. @Gronkowiec

    „w ostatnim czasie „Polityka” stała się istną tubą promocyjną dla GMO – i istnym batem na ekologów.”

    Ekologów??? Niech pan sobie żartów z poważnej nauki nie robi i nie obraża ludzi, którzy naprawdę są ekologami. To, że ktoś biega „po mieście” z transparenatami GMO to Nie To lub podobnymi i wykrzykuje jakie to GMO złe nie czyni z niego ekologa.
    Resztę szkoda komentować. Przypominam tylko sobie, że jeszcze niedawno życzył pan sukcesów w niesieniu kaganka oświaty, a tu proszę Polityka stała się tubą promocyjną.

  8. Pan Piątek jest klasycznym dowodem na to, że inteligencja nie daje przewagi w walce o przetrwanie, nie ewolujemy w kierunku wyższej inteligencji.
    A skoro tak, znaczy do czegoś są potrzebni sceptycy:))
    Tylko do czego, ja tam myślę, że do zasadzki, nigdy nie wiesz co przeciwnikowi przyjdzie do głowy. Ale to zakłada ciągłą walkę głupców z mędrcami.
    Czy fakt, że da się zaobserwować w przyrodzie równowagę w tej materii nie dowodzi, że tak jest w istocie?
    Musi Pan walczyć WZ, inaczej oni się rozmnożą, zyskają przewagę liczebną i marnym pocieszeniem będzie, że stan wróci do równowagi bo więcej głupków, więcej wypadków, katastrof, wojen.

  9. Parker – najlepiej prewencyjnie zamknąć w obozach… Z wrogami ludu trzeba krótko.

  10. Skłonności do zabraniania, ograniczania wolności to bym raczej przeciwnikom przypisywał, ja tam jestem liberał:))))

  11. @WZ

    W żadnym razie nie krytykuję GMObiektywnie. Podziwiam Pana za wkładany wysiłek, cieszę się że jest miejsce w Polskiej sieci, gdzie można przeczytać ciekawe rzeczy o GMO i być na bieżąco z tym co się dzieje w świecie. I przykro mi się robi, jak widzę ze co miesiąc uparcie kolejni ludzie piszą tu, że blog jest sponsorowany przez Monsanto (choć w sumie.. trochę zazdroszczę, mnie nigdy nikt od sługusów Monsanto nie wyzywał, widać za mało się starałem).

    Podziwiam też zapał MR w popularyzacji wiedzy naukowej i – co chyba wychodzi mu przy okazji – tłumaczeniu ludziom jak działa nauka i racjonalna analiza sytuacji.

    Natomiast obecna linia „Polityki” (na którą ma wpływ MR) zdecydowanie mi nie odpowiada (i pewnie wielu starym czytelnikom też nie). Wolę podejście „Wyborczej”, która stara się czytelnika edukować i tłumaczyć, ale nie narzuca swojej opinii i pozostawia pole do dyskusji. „Polityka” natomiast pisze w tonie „tak jest i w to macie wierzyć”. To irytujące. Zwłaszcza że przesłanie „ekolodzy są be” to niebezpieczne przesłanie. Po takiej edukacji czytelnicy „Polityki” będą z zadowoleniem patrzyli jak buldożery rozjeżdżają dolinę Rospudy, będą sprzeciwiać się walce z globalnym ociepleniem, a wybijanie chronionych gatunków zwierząt uznają za „postęp”….

  12. @Gronkowiec
    Dziękuję za wyrazu podziwu, ale tu to Pan jednak mocno „pojechał”: „Zwłaszcza że przesłanie „ekolodzy są be” to niebezpieczne przesłanie. Po takiej edukacji czytelnicy „Polityki” będą z zadowoleniem patrzyli jak buldożery rozjeżdżają dolinę Rospudy, będą sprzeciwiać się walce z globalnym ociepleniem, a wybijanie chronionych gatunków zwierząt uznają za ‚postęp'”. Nigdzie bowiem nie napisałem, że „ekolodzy są be” (choć domyślam się, że chodzi Panu o tzw. „zielonych”, a nie ekologów-naukowców). A że m.in. Greenpeace w kwestiach GMO czy energetyki jądrowej przyjmuje irracjonalną i szkodliwą dla środowiska oraz ochrony klimatu postawę, to nie moja wina. Wielu mądrych ludzi właśnie przez tę głupotę odwróciło się od Greenpeacu i „zielnych”.

  13. @MR

    Dwa aspekty sprawy:

    1. Człowiek przekształca obecnie środowisko naturalne na niespotykaną do tej pory skalę. Coraz szybciej zużywamy zasoby Ziemi, które kurczą się coraz bardziej. Wydaje się, że nie da się już powstrzymać tego pędu, choć można próbować jakoś oddalać katastrofę. Niemniej jednak ludziom generalnie problemy środowiska zwisają. A już zwłaszcza w Polsce (i zwłaszcza politykom). Na szczęście jednak przybywa Polaków którzy jakoś tam zaczynają się interesować ochroną środowiska, bycie „zielonym” zaczyna być trendy w klasie średniej… Atmosfera dla ochrony środowiska robi się jakoś troszkę lepsza… A potem tacy ludzie czytają regularnie w Polityce narzekania na obrońców środowiska (ekologiczna uprawa żywności – źle, Greenpeace – źle, alternatywne źródła energii – źle…) i myślą sobie „a, ok czyli jednak ochrona środowiska jest bez sensu”. I moda na bycie „zielonym” zamiast się rozwijać – słabnie :/

    2. No a druga kwestia, to jak pisałem – w GW widać, że różni redaktorzy mają różne opinie na kontrowersyjne tematy, nikt więc nie tłumaczy czytelnikowi „jest tak a tak”, tylko starają się naświetlić problem z różnych stron, tak żeby czytelnik sam mógł wyrabiać sobie zdanie. A Polityka zaczęła (przynajmniej w sprawach środowiska, bo w tekstach o ekonomii to nawet i Monstanto się kiedyś dostało!) prezentować jedną, „słuszną” linię, w którą czytelnik ma po prostu uwierzyć.

  14. @Gronkowiec
    1) Początek Pańskiego komcia brzmi jak raport Klubu Rzymskiego…
    2) Ekologia i dbanie o środowisko naturalne nie równa się kupowaniu produktów tylko z nazwy ekologicznych, wspieraniu wiatraków i paneli fotowoltaicznych (tylko w wyobraźni aktywistów bardziej proekologicznych niż elektrownie jądrowe) oraz byciu członkiem Greenpeace’u.
    3) Mam zupełnie inną opinię niż Pan na temat różnic w publikacjach „GW” i „Polityki”.

  15. @MR, @Gronkowiec

    „Wydaje się, że nie da się już powstrzymać tego pędu, choć można próbować jakoś oddalać katastrofę.”

    I zieloni nas uratują. Śmiem twierdzić, że gdyby to Ci pseudoekolodzy mieli decydować o tym w jaki sposób ratować Naturę i ludzkość, to jestem pewien, że doprowadziliby nas do tej katastrofy o której pan pisze.
    Co proponują zieloni dla rolnictwa? Najlepiej abyśmy uprawiali wszystko organicznie („ekologicznie”). A co to oznacza dla środowiska naturalnego? Katastrofę ekologiczną, a dla ludzkości katastrofę humanitarną, a kto wie czy i nie przepowiadany koniec świata.

  16. @MR

    No co ja poradzę, że o ile mi wiadomo sytuacja wygląda bardzo źle? Nie znam się na tym, a takie pesymistyczne opinie słyszałem od specjalistów od zrównoważonego rozwoju. Jeśli sytuacja wygląda lepiej, to proszę wrzucić tu parę linków!

    Oczywiście, środowisko wyjdzie lepiej na postawieniu kilu elektrowni jądrowych niż kolejnej węglowej (nie mówiąc o tym, że promieniowanie w okolicy będzie wtedy mniejsze!), a kupowanie warzyw w sklepie ekologicznym niewiele da (choć mocno podejrzewam, że gdybyśmy wszyscy zmienili nasze podejście do zakupów, to dałoby to zauważalny efekt). Ale sprawa wygląda tak: żeby zadbać o środowisko, trzeba z czegoś zrezygnować – a żeby ludzie z czegoś zrezygnowali, to musi być niesamowicie sprzyjająca atmosfera – a jak nie będzie Grinpisu biegającego dookoła i pokazującego biednie białe misie na topniejącej krze, to nikt o środowisku nawet nie pomyśli i nie będzie sprzyjającej atmosfery i presji na polityków. Z „mody” na bycie zielonym trzeba się cieszyć i wykorzystać ją, by naprawdę coś dobrego dla środowiska zrobić.

  17. @WZ

    Wydaje się, że „przyjazność dla środowiska” i wydajność rolnictwa organicznego to otwarta kwestia, więc ciężko ferować wyroki.

    Ale NA PEWNO nie robienie niczego i zostawienie spraw „naturalnemu” biegowi nie oddali nadchodzącej katastrofy.

  18. @Gronkowiec

    „że „przyjazność dla środowiska” i wydajność rolnictwa organicznego to otwarta kwestia”

    Myślę, że co do wydajności to nie za bardzo. Wczoraj byłem na wykładzie prof. Rembiałkowskiej (tak, tej zagorzałej przeciwniczki GMO i miłośniczki rolnictwa ekologicznego). Na jednym ze slajdów umieściła informację o tym, że rolnictwo ekologiczne jest o ok. 20% mniej wydajne. To oznacza tylko tyle, że aby wyprodukować to samo co mamy dziś i tylko sposobem ekologicznym, to należy wykarczować setki milionów lasów pod uprawy. To będzie oznaczać katastrofę ekologiczną. Więc nie wiem o jakiej „przyjazności dla środowiska” rozmawiamy? Być może 1 ha upraw „ekologicznych” w porównaniu do 1 ha upraw konwencjonalnych jest bardziej przyjazny (choć tu rzeczywiście można dyskutować), ale jest znaczne mniej przyjazny od 1 ha „naturalnych” lasów. Bo agrocenoza uprawy organicznej jest również skrajnie sztucznym systemem kształtowanym przez człowieka i nic nie zmieni tego, że niektórzy nazywają ją „ekologiczną”.

    „Ale NA PEWNO nie robienie niczego i zostawienie spraw „naturalnemu” biegowi nie oddali nadchodzącej katastrofy.”

    Zgoda. Wydaje mi się, że nikt niczego samemu sobie nie pozostawia. Owszem jest pewne takie przekonanie, ale to zwykle sami eksperci i naukowcy zwracają uwagę na pewne problemy, a nie „świadomi ekologicznie” zieloni. Co więcej to zwykle eksperci proponują nowe rozwiązania, które potem są zwykle odrzucane przez tych zielonych z różnych pobudek. Przykładem wykorzystanie GMO w rolnictwie. Chętnie jednak przeczytam o jakiejś skutecznej kampanii Greenpeace lub FOE w obszarach rolnictwa. Zna pan takowe? Skuteczne powstrzymywanie projektu Złoty Ryż na pewno. Co jeszcze?

  19. @Gronkowiec
    „No co ja poradzę, że o ile mi wiadomo sytuacja wygląda bardzo źle?”. Po pierwsze, nikt rozsądny nie zaprzeczy, że przed ludzkością stoją ogromne wyzwania i poważne zagrożenia. I nikt nie zagwarantuje, że wszystko skończy się dobrze. Ale to nie znaczy, że czeka nas nieuchronny upadek. Takich katastroficznych wizji mieliśmy już sporo (Klub Rzymski, Paul Ehrlich), a jednak rozwój technologii ratował nas przed katastrofą. To tak jak z tymi słynnymi wyliczeniami z przełomu XIX i XX wieku, że wzrost liczby koni w Paryżu spowoduje utonięcie miasta w ich odchodach.
    Zaś do do „Greenpeacu i misiów”. Ja nigdzie nie krytykuję takich działań zielonych, jak np. walka o zachowanie lasów tropikalnych, redukcję emisji gazów cieplarnianych czy nie budowanie drogi przez Dolinę Rospudy. Natomiast pokazuję absurd wkładania ogromnego wysiłku i środków finansowych w irracjonalną i antynaukową walkę z proekologicznymi technologiami, które pomogą nam rozwiązać problemy przed którymi staje ludzkość (negatywny wpływ rolnictwa na środowisko, głód, emisja CO2). Zgadzam się też z krytykami ruchów ekologistycznych, którzy sami wywodzą się z tego środowiska, jak np. George Monbiot, Mark Lynas czy Stewart Brand. Napisałem w Polityce artykuł poświęcony Ekologizmowi 2.0 (czy też ekopragmatyzmowi, jak to nazywają inni) w dodatku do POLITYKI, który w całości (100 stron) jest poświęcony problemom, o których Pan pisze.
    By the way: ciekaw jest, czy przed wygłoszeniem krytycznych uwag na temat publicystki POLITYKI w ogóle zajrzał Pan do tej publikacji??? (http://tinyurl.com/kvwbvad)
    A wracając do ruchów ekologicznych. Pisząc o wyrzeczeniach, straszeniu misiami na krach lodowych itp. idzie pan utartą ścieżką, która prowadzi donikąd. To już nie działa. Potrzeba zmiany podejścia. Wklejam tu najważniejsze postulaty ekopragmatystów, z którymi się zgadzam:
    • dość straszenia katastrofami i mówienia wyłącznie o zagrożeniach; czas na pozytywne przesłanie;
    • człowiek zmienia Ziemię, nastała nowa geologiczna epoka: antropocen i najwyższy czas pogodzić się z tym faktem oraz poważnie się zastanowić, jak chronić przyrodę, a jednocześnie pozwalać rozwijać się ludzkości;
    • rozwój gospodarczy nie musi być wrogiem, ale sprzymierzeńcem, bo tylko zamożne i wyedukowane społeczeństwa stać na ochronę przyrody;
    • powinno się wspierać rozwój miast;
    • energetyka jądrowa pomaga w walce z globalnym ociepleniem i nie jest groźna; do czasu powstania wydajnych czystych technologii produkcji energii paliwem przejściowym może być gaz, również ten wydobywany z łupków, jako alternatywa dla spalania węgla;
    • rzetelna nauka jest sprzymierzeńcem ekologizmu i na jej wynikach powinny opierać się strategie ochrony środowiska;
    • GMO oznacza mniej uciążliwe dla przyrody rolnictwo oraz pomaga wyżywić rosnącą liczbę ludzi, dlatego ekologizm powinien wspierać biotechnologię w rolnictwie.

  20. @Gronkowiec
    PS. Polecam Panu (i innym czytelnikom tego blogu również) wywiad z prawdziwym ekologiem, prof. Ewą Symonides z Uniwersytetu Warszawskiego, autorką najważniejszego polskiego podręcznika akademickiego dotyczącego ekologii „Ochrona przyrody”. Oto jego fragment:
    Czym różni się działalność naukowców takich jak pani od działalności organizacji ekologicznych (to tak a propos tego, co trafnie napisał w komciach wcześniej Wojciech Zalewski)?

    Pozarządowych organizacji ekologicznych jest bardzo dużo i one są szalenie zróżnicowane. Wiele z nich wykonuje kawał rzetelnej roboty, której nie jest w stanie wykonać żaden urzędnik państwowy. Oprócz nich istnieją jednak takie, które są kupą oszołomów. Są krzykliwe, nie stać ich na nic poza przytwierdzaniem się łańcuchami do bramy ministerstwa i zwykle mają zerowe pojęcie o ochronie przyrody. To są podżegacze nierozumiejący konieczności pójścia na pewne kompromisy. Niektóre z tych organizacji z definicji tępią np. urzędników. Doświadczyłam tego na własnym przykładzie, gdy byłam głównym konserwatorem przyrody.

    Mam wrażenie, że ich mocno zideologizowani członkowie uważają, że ten, kto ich nie popiera, jest złym, okrutnym i głupim człowiekiem.

    Próbowałam nieraz z nimi rozmawiać. Niektórzy są wegetarianami, jedzenie mięsa to dla nich zbrodnia. To oczywiście niemądre, bo przyroda jest przecież tak skonstruowana, że każdy kogoś zjada. Zupełnie nie rozumiem, kto dał im prawo walki o to, żeby nie zabić i nie zjeść akurat ssaka, ale ryby już niekoniecznie, a roślina jest im już w ogóle obojętna. Ich terror jest bardzo szkodliwy dla ochrony przyrody, bo wypacza jej sens.

    Ponieważ?

    Ponieważ każda przesada jest niezdrowa. Myślę, że na skutek presji tych organizacji niektóre oceny oddziaływania na środowisko, robione przy okazji rozmaitych inwestycji, zostały wypaczone. Oczywiście jestem za tym, że jeśli powstaje nowa droga, to trzeba szybko i sprawnie przeprowadzić taką ocenę, ale jeśli tylko wymienia się nawierzchnię istniejącej drogi, a procedury są tak samo skomplikowane, wymagające wielu ekspertyz, to jest to absurd.
    A tu całość: http://archiwum.polityka.pl/art/przyroda-nie-nadaza,359477.html

  21. @WZ

    To, czy uprawy organiczne są mniej wydajne niż zindustrializowane uprawy wielkoobszarowe (bo pewnie są bardziej wydajne niż „prymitywne” rolnictwo w krajach trzeciego świata) to kwestia która ma niewiele wspólnego z tym o czym teraz mówimy (czy należy krytykować ekologów), więc nie drążmy tego dalej. Zwłaszcza ze ekspertami od agrotechniki nie jesteśmy (przynajmniej ja, śmiało mogę przyznać że zupełnie się na tym nie znam).

    Niektóre działania Greenpeace’u (np sprzeciw wobec GMO i energii jądrowej) bardzo mi się nie podobają i do całej organizacji mam stosunek raczej ambiwalentny (nie będę przecież wspierał kogoś, kto chce mnie i moich kolegów pozbawić pracy). Ale też cieszę się, że ktoś robi zamieszanie dookoła „ochrony przyrody”…no bo ktoś musi. Rozważania w gronie naukowców nie zainspirują społeczeństwa, nie porwą ludzi na manifestacje, nie spowodują, że wyborcy będą naciskać na polityków itd. Mam wrażenie, że z przyczyn pragmatycznych trzeba pogodzić się z tym, że niektórzy „zieloni” są nawiedzeni…

  22. @MR

    Nie, nie miałem jeszcze okazji czytać ostatniego niezbędnika Polityki. I proszę się nie czuć urażonym moją krytyką, gdybym nie lubił Was czytać, to bym nie krytykował.

    Jako że tekstu o eko-pragmatyzmie nie czytałem, to nie mogę się wypowiadać. Ale jak każdy „pragmatyzm” i „kompromis” pachnie mi to poddaniem się i akceptacją że człowiek niszczy przyrodę i tak musi być :/

    Co do przyszłości – wydaje mi się jednak że sytuacja jest prosta: zużywamy zasoby Ziemi szybciej niż one się odnawiają, czyli w końcu ich zabraknie i nie będzie happy endu. Wiem, że wszyscy mają nadzieję, że rozwój technologiczny jakoś rozwiąże ten problem (np. metoda wydobycia z łupków, która „zwiększyła” światowe zapasy gazu), ale nadzieja na to, że postęp technologiczny będzie nadążał za rosnącą konsumpcją to chyba nic więcej jak pusta wiara niepoparta faktami? Choć jeśli i tak nic się już nie da zrobić, to pewnie lepsza taka wiara niż żadna…

    A czytając tekst prof. Symonides przypomniałem sobie czemu między naszymi biologami molekularnymi a ekologami trwa „zimna wojna” :/ No bo oczywiście, to strasznie niemądre uważać, że lepiej zjeść roślinę niż torturować miliony niewinnych zwierząt, kto by się czyimś cierpieniem przejmował…

  23. @Gronkowiec
    Nie czuję się urażony, spokojnie. Sugeruję tylko, że zanim zacznie się stawiać jakieś mocne tezy (typu: POLITYKA zwalcza ekologów), warto sprawdzić fakty. Choćby czytając, co owa POLITYKA publikuje.

    Nie rozumiem, o co Panu chodzi z tym konfliktem „biologów molekularnych z ekologami”, bo prof. Symonides biologiem molekularnym, jako żywo, nie jest. I proszę się nie obrazić, ale ma Pan jakąś dużą skłonność do interpretowania w dziwaczny sposób czyichś wypowiedzi (czego sam parę razy doświadczyłem). Czy naprawdę uważa Pan, że z rozmowy z prof. Symonides wynika, iż uważa ona torturowanie milionów zwierząt za lepsze od zjedzenia rośliny???

    Nie dojdziemy do zgody w kwestii tego, że ekopragmatyzm (choć ja wolę określenie ekologizm 2.0) oznacza kapitulację. On oznacza przyjęcie do wiadomości m.in. faktu, że jeśli nie chce się wymordować 99% ludzkości w imię ochrony przyrody, to trzeba szukać takich sposobów, by 9 mld ludzi w połowie XXI w. nie doprowadziło do katastrofy ekologicznej. A przede wszystkim, że ekologizm stanie się „science based” zamiast „faith based”.

    „nadzieja na to, że postęp technologiczny będzie nadążał za rosnącą konsumpcją to chyba nic więcej jak pusta wiara niepoparta faktami?” Dotychczasowa historia naszej cywilizacji przeczy temu, co Pan napisał. Gdyby technologia produkcji żywności nie nadążała za rosnącą konsumpcją, to albo byśmy wszystko zamienili w orne pola albo się nawzajem pozabijali.

  24. Co do prof. Simonides, mialem na mysli ze jak czytam jej wypowiedzi, to mi sie przypomina jak na naszej uczleni nigdy nie lubilismy ekologow, bo byli jacys tacy dziwni (i tez nie lubili nas, molekularnych…). No i prof Simonides wyrazni wpasowuje mi sie w wizje takiego ekologa ktorego trudno lubic bo wyraznie mowi „Niektórzy są wegetarianami, jedzenie mięsa to dla nich zbrodnia. To oczywiście niemądre (…) kto dał im prawo walki o to, żeby nie zabić i nie zjeść akurat ssaka, ale ryby już niekoniecznie, a roślina jest im już w ogóle obojętna” -> wydaje mi sie ze to nie jest nadinterpretacja, ze zdaniem pani profesor wegetarianie sa 1) niemadrzy 2) wyzej stawiaja dobro ssaka niz rosliny (to drugie jest akruat prawdziwe, ale dlaczego z tego pani profesor robi zarzut?). I jezeli profesor uwaza niejedzenie miesa za niemadre, a decyzje o zabijaniu roslin zamiast zwierzat za nieuzasadniona, to rece opadaja… I lepiej zrobi zachowujac te opinie dla siebie, bo z ekologia nie ma to nic wspolnego.

    Mysle ze jednak mozemy dojsc do zgody – bo mi tez zalezy, by nie doszlo do katastrofy ekologicznej (tzn. by obecna katastrofa nie skonczyla sie czyms jeszcze gorszym). Po prostu watpie czy drobne poprawki cos tu dadza (poza odwlekaniem konca w czasie). Ale o tym na szczescie da sie dyskutowac w oparciu o mniej-wiecej naukowe obserwacje i analizy. Wiec tu pole do zgody chyba jest, po prostu trzeba wylozyc fakty na stol.

    Gdzie pola do zgody chyba nie ma to w tym jak kreowac eco-friendly nastawienie spoleczenstwa, ale to przeciez insza inszosc.

    Wydaje mi sie ze juz tak bywalo, ze technologia nie nadazala za zapotrzebowaniem na zywnosc (np. przed nadejsciem zielonej rewolucji). Ale zywnosc to maly problem, bo gdy jej jest za malo, to przyrost naturalny sie sam zaczyna ograniczac. Lecz „zasoby” ziemi to nie tylko zywnosc (ktora powiedzmy jest zasobem odnawialnym) ale tez np. paliwa kopalne. Z tymi prognozy ostatnio robia sie coraz bardziej optymistyczne, ale wczesniej czy pozniej te paliwa i tak sie skoncza – i potrzebujemy licznych technologii ktore je zastapia. A co z skazeniem srodowiska toksycznymi subtancjami? Wydaje sie, ze skazenie to ma tendencje wzrostowa, a przeciez wytrzymalosc srodowiska jest ograniczona?

  25. „….ekologizm stanie się „science based” zamiast „faith based”.
    NIe stanie się bo aktywizm nigdy się nie opierał na nauce tylko na ideologii.

  26. @Gronkowiec
    Zwracam uwagę na kluczowe dla odczytania sensu wypowiedzi prof. Symonides stwierdzenie „jedzenie mięsa to dla nich zbrodnia”. Otóż to jest rzeczywiście dość niemądre i radykalne podejście (choć akurat z częścią uzasadnienia prof. Symonides się nie zgadzam, bo popełnia ona błąd naturalistyczny – skoro zwierzęta się zjadają, to jest to moralnie OK). Jestem też realistą i wiem, że wyeliminować mięsa z diety szybko się nie da, więc to, o co warto walczyć, to o humanitarne traktowanie zwierząt gospodarskich.
    Tak, w kwestii oparcia strategii ochrony przyrody z pewnością się zgodzimy 🙂
    Zaś co do nadążania technologii, no właśnie zielona rewolucja jest jednym ze świetnych przykładów. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o źródła energii też da się coś zrobić i odejdziemy w końcu od ropy i gazu.
    Nie znam danych dotyczących substancji toksycznych, więc nie wiem, jaka jest tendencja. Wydaje mi się, że rolnictwo pod tym względem wygląda lepiej niż kiedyś. Na pewno zmieniło się bardzo dużo np. w kwestii pestycydów – są mniej toksyczne i używa się ich mniej. Jak już było to wielokrotnie pisane, spadek ich zużycia właśnie dzięki roślinom GMO wyniósł w ciągu ostatnich 17 lat ok. 500 mln ton (to tyle, ile w ciągu roku zużywa całe rolnictwo UE, mocno schemizowane). I to jest ten paradoks: ekologiści niewątpliwie przyczynili się do lepszego nadzoru i zmniejszenia zużycia toksycznych substancji w rolnictwie. Ale teraz dzięki ich działaniom (walce z GMO) postęp w tej kwestii jest dużo mniejszy niż pozwala na to technologia. Zaś rolnictwo tzw. ekologiczne to kolejny przykład takiego absurdu – stosuje się w nim bardziej toksyczne pestycydy niż dostępne syntetyczne – tylko dlatego, że te pierwsze są „naturalne albo tradycyjne”. I taka nieracjonalność, przyczyniająca się do niszczenia środowiska, mnie wkurza.

  27. @Sam
    Być może, niestety, masz rację…

  28. @Gronkowiec
    Obecnie są prowadzone rozmowy między EU i USAna temat porozumienia
    w sprawie wolnego handlu. Rozmowy są ściśle tajne przede wyszystkim z udziałem przedstawicieli przemysłu obu stron. M.in. „ostrzą sobie zęby” (szacowane dochody 500 mln dol./a) na rynek europejski producenci drobiu z USA , który to drób jest hodowany wg. innych standardów niż to przyjęte w Europie.
    Tak więc będziemy , niewykluczone, raczeni kurczakami z USA, bo naszych mało i jakieś inne 😉

  29. Ściśle tajne, ale nie dla zezem i jego przenikliwego umysłu, dla którego Enigma to pestka, szyfry połamał i nam na blogu obwieścił nie tylko o czym rozmawiają ale i jaki będzie wynik rozmów, ba, jak to się na naszym zdrowiu odbiją te ściśle tajne obrady.

  30. parker
    27 listopada o godz. 12:03
    ……………………………………………………………………………………….
    Dziękuję,dziękuję za słowa uznania i komplementy.
    Pozdrowienia także od Lori M. Wallach – Global Trade Watch.
    Kłania się także Stuart Eizenstat
    🙂

  31. @zezem

    Mam niejsane podejrzenie, ze na umowie o wolnym handlu najgorzej wyjda konsumenci :/ Ale mam tez nadzieje, ze Unia jednak zabroni sprzedazy u nas niehumanitarnie hodowanych zwierzat 🙂

    …ale to niewiele ma z GMO wspolnego, wiec nie zaczynajmy nowego tematu 😛

css.php