Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego

7.11.2012
środa

53:47

7 listopada 2012, środa,

Najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni w USA są bez wątpienia wybory prezydenckie. Wiemy już, że Pan Barack Obama będzie kolejne 4 lata prezydentem tego kraju. Nie o kampanii prezydenckiej chciałbym jednak pisać. Na stronach Polityki znajdą Państwo dużo ciekawszych blogów poruszających ten temat.

Amerykanie wybierali nie tylko prezydenta i kongresmenów, ale oddawali swój głos w licznych dodatkowych referendach. GMO również było tematem jednego z głosowań. Mieszkańcy Kalifornii mieli zadecydować, czy na terenie ich stanu żywność zawierającą GMO będzie musiała być znakowana. Co zrozumiałe wydarzenie to raczej nie przykuwa zbyt dużej uwagi komentatorów politycznych. Jednak z punktu widzenia gospodarki USA oraz całego świata referendum miało ogromne znaczenie.

Pierwszy raz w historii to obywatele mieli zadecydować, czy produkty żywnościowe będą znakowane z powodu zawartości genetycznie modyfikowanych organizmów. Próbowano podobne przepisy wprowadzać w życie już wcześniej. Działo się to jednak na poziomie administracyjnym i tego typu propozycje najzwyczajniej w świecie przepadały podczas głosowań, np. kongresmenów.

Kampanię na rzecz znakowania żywności prowadziły organizacje producentów żywności organicznej. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie opierała się ona o merytoryczne argumenty, a była prowadzona w sposób emocjonalny. Bardzo często przeciwnicy GMO powoływali się na nieprawdziwe informacje o rzekomej szkodliwości żywności genetycznie modyfikowanej. Ignorowano fakt, że jak do tej pory nie stwierdzono choćby jednego przypadku, w którym to żywność GMO w negatywny sposób oddziaływałaby na zdrowie człowieka. Głównym argumentem i hasłem zwolenników znakowania było stwierdzenie: „mamy prawo wiedzieć”. Co oczywiste, przeciw znakowaniu żywności opowiadały się firmy agrobiotechnologiczne oraz producenci żywności.

Do odrzucenia propozycji znakowania żywności GMO nakłaniali wyborców naukowcy i specjaliści z agronomii. Głównym argumentem był fakt, iż znakowanie spowoduje zakłócenia w funkcjonowaniu produkcji rolnej w USA oraz zwiększy koszty produkcji. Biorąc pod uwagę, że USA są jednym z największych producentów żywności na świecie, odbiłoby się to na i tak już mocno rozchwianym, światowym rynku zbóż.
W dyskusję włączyły się prestiżowe organizacje: Amerykańskie Towarzystwo Medyczne (AMA) oraz stowarzyszenie naukowców AAAS (American Association for the Advencement of Science). Organizacje te jednoznacznie sprzeciwiały się znakowaniu, twierdząc iż genetyczna modyfikacja organizmów nie stanowi dodatkowego ryzyka dla zdrowia.

Ostateczny wynik referendum jest następujący:
Znakowanie żywności zawierającej GMO poparło 46,9% mieszkańców Kalifornii.
Przeciw znakowaniu opowiedziało się 53,1% wyborców.

Przyznam, że wynik referendum jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Wydawało mi się, że kolejny raz racjonalne i merytoryczne argumenty przegrają z kampanią odwołującą się do emocji oraz wykorzystującą lęk zwykłych ludzi do wszystkiego co nowe i niezrozumiałe. Jeszcze długa droga przed nami do tego by konsumenci w końcu zaakceptowali GMO na swym talerzu (przynajmniej w Europie). Wyjdę na niepoprawnego optymistę, niemniej dostrzegam oznaki pewnego przełomu, który powoli zaczyna dokonywać się w kwestii genetycznie modyfikowanych organizmów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 30

Dodaj komentarz »
  1. Przełom o którym Pan pisze to kwestia czasu, GMO zostanie zaakceptowane tak jak maszyna parowa i elektryczność.
    Jedyna niewiadoma to ilość czasu który musi upłynąć a im dłużej będziemy zwlekać zaakceptowaniem GMO tym więcej ekonomicznie stracimy.

  2. Gospodarz: „GMO również było tematem jednego z głosowań. Mieszkańcy Kalifornii mieli zadecydować, czy na terenie ich stanu żywność zawierającą GMO będzie musiała być znakowana”

    jako mieszakniec USA od lat, gratuluje Gospodarzowi naiwnosci. Przecietny Amerykanin nei odroznia GMO od UFO. Stowarzyszenie Zwolennikiw Plaskiej Ziemi ma cos 100 tysiecy czlonkow. Studenci na jednym z lepszych uniwersytetow robili research polagajacy na zbieraniu podpiwow pod petycja. Petycja byla „aby po wtorku od razu byl czwartek”. Zebrali 5000 podpisow z hakiem.

    Nie twierdze (jak ogol w Polsce) ze wszyscy Amerykanie to kretyni. Ale jako edukator mam niejakie i to zasadnicze watpliwosci na temat znajomosci problemu GMO pzrez pzrecietnego Amerykanina. Czy w ogole mozliwosci znajomosci.

  3. Szkoda 🙁 Naprawdę byłem ciekaw co się stanie po wprowadzeniu znakowania… A wiec nadal pozostanie nam tylko zgadywanie i domysły…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zwracam uwagę, że w kalifornijskich skupiskach miejsko-uniwersyteckich dominuje zielone „tak” dla znakowania (ale zaznaczę dla porządku, że znaczący naukowo rejon San Diego jest na mapce na „nie”) – pewnie nie bez związku z analogiczną korelacją pomiędzy poparciem dla Demokratów w większości stanów o wysokim stopniu zurbanizowania i przewagą Republikanów w stanach o charakterze rolniczym lub zgoła pustynnym. Zdaje się, że obie partie nie zdecydowały się zdecydowanie i otwarcie zająć pozycji w sprawie Proposition 37, ale głosy negatywne silnie korelują „na oko” z sympatiami republikańskimi.

    A tu jeden z głosów w debacie przed głosowaniem:
    http://www.cornucopia.org/2012/11/belinda-martineau-a-scientist-says-yes-on-prop-37-to-label-genetically-engineered-food/#more-6596

  6. Dokładniejsze dane (w nawiasach najważniejsze uczelnie): głosy za znakowaniem przeważyły w Santa Clara County (Stanford) i w Los Angeles (UCLA). W Alameda County (UC-Berkeley) znakowanie poparło ponad 57%, a w San Francisco (UCSF) nawet ponad 2/3 głosujących. Myślę jednak, że to nie zaczadzenie od naukowego zabobonu zdecydowało o takim rozkładzie głosów – po prostu konsumenci żywności częściej chcieli wiedzieć, co kupują, a jej wytwórcy woleli raczej zachować tę wiedzę dla siebie. Ot i cała filozofia tego głosowania.

    Tu namiary, gdyby ktoś sam chciał sprawdzić:
    http://vote.sos.ca.gov/returns/maps/ballot-measures/prop/37/

  7. Całe szczęście, że mieszkam w Europie, której prawodawstwo daje możliwość wprowadzenia zakazu uprawy GMO na terytorium kraju unijnego, w oparciu o tzw. „klauzulę bezpieczeństwa” zawartą w dyrektywie 2001/18. Z tej opcji skorzystały już m.in. Niemcy i Francja.

  8. @Stary Polak z PRL-u

    „Całe szczęście, że mieszkam w Europie, której prawodawstwo daje możliwość wprowadzenia zakazu uprawy GMO na terytorium kraju unijnego”

    Prawodawstwo UE nie daje takiej możliwości. Żaden kraj nie wprowadził na swoim terytorium zakazu upraw GMO.

  9. Z wywiadu z Bogusławem Sonikiem, członkiem unijnej Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności (ENVI).
    Małgorzata Skowrońska: Unia właśnie przyjęła strategię promującą bioróżnorodność. U nas ustawa o nasiennictwie, która zawiera przepisy dotyczące GMO, została w połowie ubiegłego roku zawetowana przez prezydenta Komorowskiego, ale czy to zablokuje przypływ żywności modyfikowanej?

    Bogusław Sonik, eurodeputowany, członek Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności (ENVI): Prezydent dobrze zrobił, bo żywność modyfikowana genetycznie jako przedmiot debaty politycznej jest wciąż stosunkowo nowym zagadnieniem. Z tego punktu widzenia nawet dla UE stanowi ona problem natury prawnej. Do zapewnienia bezpieczeństwa konsumentów przy jednoczesnym poszanowaniu jednolitego rynku europejskiego niezbędne są skuteczne, jasne i prawidłowo wdrażane przepisy. Sama genetyka, jej wpływ na uprawy i to, co jemy, naukowo nie jest nowym zagadnieniem, ale wciąż nie przebadano wpływu takiej żywności na człowieka.

    UE odwraca się od GMO?

    – Wyniki sondaży Eurobarometru przeprowadzonych w zeszłym roku wskazują na brak przyzwolenia społecznego dla GMO w prawie wszystkich państwach członkowskich UE. Wyjątkiem jest Hiszpania, która ma duże uprawy soi i kukurydzy modyfikowanych genetycznie. Problem polega na tym, że nie da się zablokować obrotu żywnością modyfikowaną genetycznie. Nie przy takim stopniu globalizacji gospodarki i handlu, jaki mamy dziś. Unia od lat toczy spór ze Światową Organizacją Handlu, która jest orędowniczką sprzedaży GMO. Żeby uniknąć procesów sądowych i spraw przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości z producentami takiej żywności, europarlament chce rozszerzyć kryteria blokowania upraw GMO na poziomie poszczególnych krajów członkowskich. W opracowanej przez parlament UE rezolucji legislacyjnej mowa jest o kryteriach społecznych, wpływie na ekosystem i zagospodarowaniu przestrzennym. To taka furtka: skoro zasada konkurencyjności i swobodnego handlu każe nam dopuścić do obrotu GMO, to dajmy krajom możliwość zahamowania samych upraw. Dlatego przyjęte przez nas kryteria są tak szerokie. Jeśli jakieś państwo uzna, że nie ma przyzwolenia społecznego na wprowadzanie upraw modyfikowanych, będzie mogło je zablokować w całym kraju lub na jego części. Jednocześnie procedura wyrażenia zgody na uprawę poszczególnych organizmów genetycznie zmienianych powinna pozostać w kompetencji Europejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Żywności.

    Więcej… http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,11608503,Odwrot_od_GMO__UE_idzie_w_kierunku_rolnictwa_ekologicznego.html?bo=1#ixzz2BcNJaAMn

    Nic dodać, nic ująć. Ja mówię o zakazie wysiewania roślin GMO, a Pan o zakazie obrotu żywnością GMO. Obecne trendy są przeciwko GMO. Z czego się osobiście cieszę.

  10. @Stary Polak z PRL-u

    „Wyjątkiem jest Hiszpania, która ma duże uprawy soi i kukurydzy modyfikowanych genetycznie.”

    Hiszpania nie ma na swym terytorium upraw soi genetycznie modyfikowanej.

    „Unia od lat toczy spór ze Światową Organizacją Handlu, która jest orędowniczką sprzedaży GMO.”

    WTO walczy o to by nie dyskryminować żadnej technologii, co w swym „statucie” ma również Unia Europejska. Unia przegrała raz przed WTO i przegra kolejny raz, lub sama przyzna się do nieuprawnionej dyskryminacji GMO na swym terytorium.

    „Ja mówię o zakazie wysiewania roślin GMO, a Pan o zakazie obrotu żywnością GMO. „

    Ja mówię również o „zakazie” wysiewania GMO.

  11. Pan Wojciech Zalewski
    Z czego można zrezygnować obecnie przy znakowaniu żywności w Polsce?

  12. W pierwszej kolejności chodzi tu jednak o święte prawo dostępu do rzetelnej informacji, tu chodzi o jawność i transparentność działań producentów żywności. W cywilizowanym, demokratycznym, wolnym świecie każda szanująca się osoba powinna wiedzieć co znajduje się przed nią na talerzu. A ludzka niewiedza powiększa tylko pole do dalszej manipulacji. Mi jednak nie jest obojętne, czy to produkt Made in China czy Made in Germany, mięso z kurczaka czy też szczura, czekolada z orzechami czy bez, GMO czy NIE-GMO. A jako konsument płace, więc wymagam! To smutne, jednak mamy już ten 21 wiek, a producenci żywności traktują nas jak bezkrytyczne bydło, które bez wszelkiego wyboru ma żreć co mu się łaskawie poda. Na marne szukać tu wielkości i godności człowieka. BRAVE NEW WORLD!

    PS: W Niemczech pierwsi producenci zaczeli dobrowolnie znakować żywność niezawierającą GMO jako „BEZ-GMO” i to jest zapewne sposób na przyszłość.

  13. Panie Redaktorze
    Jeśli WTO nadal będzie się tak bezkrytycznie upierać przy nieskrępowanej swobodzie obrotu żywnością GMO, to w końcu UE stanie dęba. Sądząc po rozwoju sytuacji politycznej i społecznej na świecie, można dojść do przekonania, że wszystkie agendy stanowiące przedłużenie wpływów USA przestaną niebawem mieć wpływ na cokolwiek. Dlatego nie demonizowałbym wybryków WTO. Już w samych Stanach Zjednoczonych ludzie zaczynają mieć serdecznie dosyć niczym nieuzasadnionej dominacji wszystkich potężnych korporacji. A te mają prawdziwe powody do strachu, czego dowodem banki, które chciały obciążyć Amerykanów dodatkowymi opłatami za prowadzenie kont bankowych i straciły miliony klientów. Rodzi się po prostu nowa świadomość społeczna, czego wyrazem były protesty przeciwko ACTA, a w Brazylii jest na przykład polityka socjalna i ekonomiczna zapoczątkowana przez prezydenta Lulę. Jeśli chodzi o GMO, to geneza powstania tej dziedziny nauki brzydko pachnie, i to jest problem, który warto poddać gruntownej analizie, a nie dywagacje o smacznej marchewce, pomarańczowym ryżu, czy o nieszkodliwości roundupu.
    Pozdrawiam.

    PS.
    Niech Pan Redaktor nie polemizuje ze mną lecz z Bogusławem Sonikiem, eurodeputowanym, członkiem Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności. To jego informacje cytowałem. A z nich wynika, że Hiszpanie jednak sieją zmodyfikowaną soję i kukurydzę. Podobnie postępuje już Rumunia (to moja informacja).

  14. @Mazur

    Nie wiem, czy to znakowanie „bez GMO” się utrzyma. W USA producenci mleka, którzy nie szprycowali krów specjalnym hormonem (zdaje się, że oprócz mleczności krowy zwiększa też i ryzyko stanów zapalnych w jej wymionach, ale ponoć dla konsumentów jest niegroźny – nie o to jednak mi tu chodzi), podawali tę informację na opakowaniach mleka. I mieli z tego powodu wytaczane przez procesy sądowe:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Bovine_somatotropin#Labeling
    Ponieważ za uprawami GMO stoją olbrzymie pieniądze, wcześniej czy później lobby przewalczy także w UE nie tylko brak nakaz znakowania żywności GMO, ale również zakaz znakowania „bez GMO”. Za kilkanaście lat będą zresztą mieli silny argument, bo legalnych i nielegalnych upraw GMO będzie już tyle, że modyfikacje rozejdą się po okolicy i w każdej próbce zboża czy paszy będzie znaczący procent GMO. To jest metoda „stopy w drzwi”.

  15. @Stary Polak z PRL-u

    ” To jego informacje cytowałem. A z nich wynika, że Hiszpanie jednak sieją zmodyfikowaną soję i kukurydzę. Podobnie postępuje już Rumunia (to moja informacja).”

    Żaden kraj w UE nie może uprawiać soi zmodyfikowanej, bo takowa nie została jak do tej pory dopuszczona na rynek. Hiszpanie uprawiają modyfikowaną kukurydzę MON810.
    Rumunia uprawiała soję modyfikowaną zanim wstąpiła do Unii. I uprawiała jej całkiem sporo (ok. 60% całkowitego areału upraw soi). Po wejściu do Unii, rumuńscy rolnicy musieli zaprzestać uprawy tej odmiany. Skutkiem tego, Rumunia stała się importerem soi modyfikowanej z Argentyny i Brazylii. Rolnicy rumuńscy mogą tylko zastanawiać się jak do tego doszło, że to nie oni na tym zarabiają, a ich koledzy z Argentyny.

  16. @Mazur

    Nie wiem czy Pan wie, ale w UE (w tym i w Poslce) obowiązkowo znakuje się produkty wytworzone z organizmów GMO. Więc nie ma potrzeby specjalnie znakować „bez GMO”.

    @Stary Polak z PRL-u

    O co chodzi z tą „genezą powstania GMO, bo ta gałąź nauki brzydko pachnie” ?

  17. W USA jest np. plaga sprowadzonych z Europy karpi i innych ryb. Jest metoda ich kontroli przez wprowadzenie genetycznie sterylnycgh samic do srodowiska, jednakze obawy aby ta cecha genetyczna nie przeskoczyla do zjadajacych je ryb drapieznych, dzisiatkujac te naturalne poplulacje- powoduja ze nie stosuje sie tej metody.
    A wiec, skad pewnosc ze spozywanie pomidorow z genami ryby tolerujacerj zamarzanie w lodzie nie zmieni nas?

  18. Gronkowiec
    Jest mnóstwo publikacji na temat przyczyn zajęcia się biotechnologią przez Monsanto i skutków prawnych dla amerykańskich a potem kanadyjskich nabywców tych produktów, a także ich sąsiadów, których pola zostały skażone zmutowanymi roślinami.

  19. PS.
    Gronkowiec
    Nie napisałem, że biotechnologia brzydko pachnie. Przeczytaj uważnie jeszcze raz.

  20. @Stary Polak z PRL-u

    Zastosowalem skrot myslowy, przepraszam, faktycznie napisal Pan ze geneza powstania galezi nauki zajmujacej sie GMO brzydko pachnie.

    I zgaduje, ze Monsanto zajelo sie GMO bo po prostu chcialo zarobic a zobaczylo ze GMO ma potencjal do zarabiania. Czy moze o czyms nie wiem?

  21. hmmm… prawo wyboru jest dobrem osobistym, dlatego (bez względu na jakość argumentów stron) jestem zdecydowanie za umieszczeniem informacji na opakowaniu.

    Kraje członkowskie- mogą, i nie mogą na podstawie klauzuli ochronnej zakazać stosowania. Kraj wprowadza zakaz, informuje Komisję, a Komisja decyduje że zakaz jest bezpodstawny. I tak w kółko 😉 Faktem jest, że na podstawie tej klauzuli nie stosuje się odmian GM na terenie Francji, Austrii i jak się nie mylę Węgier. A że Komisja ma na tapecie dyskusję dot. re-nacjonalizacji przepisów o GMO, to niespecjalnie się tym krajom wtyka. Polska również zamierza skorzystać z tej ścieżki- zapisy nowej ustawy o nasiennictwie, przyjętej w piątek przez sejm.

    PS:
    a żeby Czytelnicy nie musieli ryć po dyrektywach, poniżej kopiuj/wklej z klauzuli ochronnej ;)) (art 23 dyrektywy 2001/18/WE- link: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=DD:15:06:32001L0018:PL:PDF)

    „Klauzula ochronna
    1. Jeżeli Państwo Członkowskie, w wyniku uzyskania po wydaniu
    zezwolenia nowych lub dodatkowych informacji mających
    wpływ na ocenę ryzyka dla środowiska lub w wyniku ponownej
    oceny posiadanych wcześniej informacji na podstawie nowych
    lub dodatkowych danych naukowych, ma uzasadnione podstawy,
    aby uważać, że GMO w charakterze lub w składzie produktu,
    który prawidłowo zgłoszono i dla którego uzyskano zezwolenie
    na piśmie na mocy niniejszej dyrektywy, stanowi ryzyko dla zdrowia
    ludzkiego lub środowiska naturalnego, to dane Państwo
    Członkowskie może tymczasowo ograniczyć lub zakazać stosowania
    i/lub sprzedaży tego GMO w charakterze lub w składzie
    produktu na swoim terytorium.
    Państwo Członkowskie zapewnia, aby w przypadku poważnego
    ryzyka zostały zastosowane środki nadzwyczajne, takie jak zawieszenie
    lub zakończenie wprowadzania do obrotu, i aby została o
    tym poinformowana opinia publiczna.
    Państwo Członkowskie niezwłocznie powiadomi Komisję i inne
    Państwa Członkowskie o działaniach podjętych na mocy niniejszego
    artykułu i uzasadni swoje decyzje przedstawiając własną
    ocenę ryzyka dla środowiska naturalnego, wskazując czy i jak
    należy zmienić warunki zezwolenia albo czy zezwolenie należy
    wycofać oraz podając, gdzie stosowne, nowe lub dodatkowe
    informacje stanowiące podstawę dla tej decyzji.
    2. Decyzja w tej sprawie zostanie podjęta w terminie do 60 dni
    zgodnie z procedurą przewidzianą w art. 30 ust. 2. Do celów obliczania
    60-dniowego okresu nie będzie się uwzględniać jakiegokolwiek
    okresu, w którym Komisja oczekuje na informacje, jakich
    zażądała od zgłaszającego, lub zasięga opinii Komitetu(-ów)
    Naukowego(-ych), o którą poprosiła. Okres oczekiwania Komisji
    na opinię Komitetu(-ów) Naukowego(-ych) nie będzie przekraczał 60 dni.
    Nie będzie też uwzględniany czas potrzebny Radzie na działania
    zgodne z procedurą ustanowioną w art. 30 ust. 2.”

  22. @Juma

    „Kraje członkowskie- mogą, i nie mogą na podstawie klauzuli ochronnej zakazać stosowania.”

    Jasne, tylko należy wspomnieć, że dotyczy tylko i wyłącznie konkretnej odmiany GMO. Nie można zakazać uprawy GMO jako takiego, czyli wszystkich odmian jednocześnie, w ramach jednej decyzji.

    I tak często przytaczany przykład Niemiec jest niezbyt trafiony, bo kraj ten ma czasowe moratorium na uprawy kukurydzy MON810 (GMO), ale już ziemniaka Amflora (też GMO) można tam swobodnie uprawiać.

    „Faktem jest, że na podstawie tej klauzuli nie stosuje się odmian GM na terenie Francji, Austrii i jak się nie mylę Węgier. „

    Faktem jest też, że zakazy te, czy dokładniej czasowe moratoria zostały uznane przez EFSA za bezpodstawne. Zresztą w przypadku zakazy uprawy kukurydzy MON810 we Francji doszło do tego, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał ten zakaz za nielegalny (w 2011 roku). Taką samą ocenę przedstawił Sąd Najwyższy Francji, który zniósł z końcem 2011 roku moratorium na uprawy kukurydzy MON810 we Francji. Ponownie zakaz został wprowadzony na życzenie Pana Sarkoz’ego, tuż przed wyborami prezydenckimi (chyba wiadomo dlaczego).
    I tak to mniej więcej wygląda sytuacja z „zakazami GMO” w Europie.

  23. Tu jest troche wiecej informacji:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Proposition_37

    Wynik referendum obrazuje realia demokracji w USA

    Po pierwsze warto byłoby pokazać zestawienie budżetów obu stron. Strona na tak wydała 7mln dolarów, strona na nie (a więc biznes powiązany z GMO) 41mln. Prosta matematyka pokazuje że budżet pro-GMO był zatem 6-KROTNIE większy. Samo Monsanto wydało tyle samo co wszyscy zwolennicy znakowania. Dodatkowo sporo publikacji w mediach odradzających lub kwestionujących znakowanie pojawiło sie w sposób „niezwiązany” z właściwą kampanią a ich nasilenie nastąpiło około miesiąca, dwóch przed referendum – kiedy wciąż to głosy na „tak” miały przewagę.

    Następnie warto zwrócić uwagę na mapkę dostarczoną przez autora. Idealnie byłoby nałożyć je z mapą terenów uprawnych – rolnictwo to wciąz chyba największa gałąż gospodarki tego stanu bo fakt że głosy na „tak” mają przewagę w terenach mocno zurbanizowanych a więc będących konsumentami a głosy na „nie” na terenach związanych z produkcją.

    Tak więc próba dokonania obiektywnej oceny brzmi – „referendum zostało kupione” –
    w najlepszym amerykańskim stylu.

    Inna sprawa że zwolennicy znakowania popełnili masę błędów – brak informacji w języku hiszpańskim, skupianie się na rozdrobnionych argumentach przeciw zamiast zbudowanie zjednoczonego frontu czy faktycznie słabo przemyślana idea samego przedmiotu referendum. Rowniez fakt ze nie wykorzystano powiazania tego referendum z wyborami prezydenckimi byl fatalnym rozwiazaniem.Pokazuje to bardzo dobrze ze jesli chce sie walczyc w slusznej sprawie z tak poteznym lobby jak GMO/BAgra to nalezy postepowac jak oni i unifikowac front.

    Argumenty p.Zalewskiego jak zwykle „lekko” z boku tematu ale to juz tradycja wsrod ludzi wyznajacych zasade „nie wiem to sie wypowiem”. Efekt referendum bylby znikomy jesli chodzi o rynki swiatowe poniewaz prawo mialby status stanowy i w swietle biezacej interpretacji przepisow w Waszyngtonie nie mialoby wplywu na szczeblu krajowym.

    Dla ciekawych tekst propozycji jest w odnosnikach wikipedii. Ogolnie szkoda inicjatywy – oby wyciagniete zostaly wnioski na przyszlosc bo w izbie reprezentantow Stanu juz lobbysci intensywnie pchaja odpowiednia ustawe ktora prewencyjnie uniemozliwi podobne inicjatywy bez zmiany konstytucji stanu. Prop 37 nie bylo referendum dotyczacym poprawki do konstytucji.

    Tyle wiadomosci ze swiata bez promonsantowskiej propagandy. Pozdrawiam.

  24. http://www.facebook.com/events/488995634462333/ <- nie wiadomo, śmiać się czy płakać. Czy może emigrować-.-

  25. @j.sadoch

    Rzeczywiście trudno się zdecydować, śmiać się czy płakać gdy czyta się o „chemicznym Czarnobylu w Argentynie” i całej reszcie bzdur (bo innego określenia nie odnajduję) tam zawartych.

    A jak ktoś chce poczytać coś o sytuacji w Argentynie po wprowadzeniu upraw GMO to polecam:
    Fifteen Years of Genetically Modified Crops in Argentine Agriculture

  26. Czy ktoś wie o co chodzi z tą Argentyną? Czy faktycznie lawinowo rośnie tam zapadalność dzieci na choroby nowotworowe?

  27. Autor kłamie ws. referendum w Kalifornii. Mam przyjaciela, który tam mieszka i który uczestniczył w tym referendum. I to nie jest tak, że ponad 50% tej społeczności wypowiedziała się przeciwko etykietowaniu żywności, ale te ponad 50% w ogóle się nie wypowiedziało. Po co to przeinaczenie?

  28. Skoro żywność GMO jest zdrowa i bezpieczna to dlaczego firma Syngenta przegrała w Niemczech sprawę o spowodowanie śmierci ponad 65 krów, które jadły jej modyfikowaną genetycznie kiszonkę z kukurydzy Bt 176. Należałoby jeszcze pamiętać o narastającym w USA problemie poronień u krów karmionych GMO (45%) i ich bezpłodności (20%). Przeprowadzony tam eksperyment wykazał, że w stadzie kontrolnym,karmionym wyłącznie sianem nie było w ogóle tego problemu. Może jestem ciemna i mało postępowa ale chyba sama zacznę uprawiać sobie warzywka i hodować drób.

  29. Zasięgnąwszy języka w kalifornijskich kręgach biochemicznych mam już chyba nawet rozsądne wytłumaczenie, dlaczego z tamtejszych ośrodków miejsko-uniwersyteckich akurat w okręgu San Diego nakaz znakowania (nieznacznie) przepadł, podczas gdy w pozostałych przeszedł (zwykle dość wyraźnie) – otóż właśnie w San Diego i okolicach ulokowały się największe korporacje biotechnologiczne. Co po raz kolejny wskazuje na to, że za znakowaniem głosowali konsumenci, a przeciwko niemu – producenci żywności.

  30. Drobna autokorekta: „przepadł” i „przeszedł” w poprzednim poście odnosi się wyłącznie do wyników głosowania w okręgach. Oczywiście decydujący był wynik sumaryczny dla całej Kalifornii, więc w całym stanie nakaz znakowania przepadł.

css.php