Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego GMObiektywnie - Blog Wojciecha Zalewskiego

2.03.2012
piątek

Po co to GieEmO – witaminy w ryżu

2 marca 2012, piątek,

Na weekend będzie lżejsza lektura.

My bogaci i najedzeni Europejczycy często nie potrafimy zza swoich biurek i komputerów dostrzec problemów, które dotykają miliardów osób na całym świecie każdego dnia. Ciągle słyszymy o klęskach głodu i niedożywienia, szczególnie w krajach afrykańskich. Nie mniej poważnym problemem jest mało u nas znana kwestia chronicznego niedoboru witamin i minerałów w diecie. Nawet powstała definicja tego zjawiska: Głód ukryty (Hiden Hunger). Jak możemy przeczytać na stronie PAH – „Wydaje się, że dzisiaj problemem jest raczej niedożywienie i głód ukryty (zarówno w krajach globalnej Północy jak i globalnego Południa), niż klęski głodu, które zdarzają się dość incydentalnie„. W wielu krajach występuje niedobór 49 ważnych składników niezbędnych do prawidłowego rozwoju człowieka. Z nich wszystkich największe problemy obserwuje się powodu niedoboru żelaza, witaminy A oraz jodu. Pozostałe to m.in. niedobór cynku, aminokwasów oraz witamin.

Niedobór żelaza w diecie dotyka około 2 miliardów ludzi na naszej planecie (WHO 2011), są to kraje rozwijające się ale również rozwinięte. Głównymi skutkami niedoboru są: upośledzenie umysłowe, obniżona odporność oraz zwiększona śmiertelność noworodków i matek. Rocznie ok. 200 000 osób ginie z powodu komplikacji.

Głównymi skutkami niedoboru witaminy A są kurza ślepota oraz trwała ślepota jeśli nie stosuje się leczenia objawów. Według WHO oraz UNICEF jest to problem kliniczny w 45 krajach. Około 190 milionów dzieci oraz 19 milionów matek dotyka ten problem. W Afryce Subsaharyjskiej oraz Pd. Azji ok. 40% dzieci cierpi z powodu niedoboru witaminy A.

Niedobór jodu wywołuje zaburzenia produkcji hormonów tarczycowych, niezbędnych do prawidłowego rozwoju i funkcjonowania organizmu. Skutki niedoboru to uszkodzenia mózgu, poronienia oraz zaburzenia ciąży (WHO 2011).

Od lat usiłuje się przedsięwziąć kroki w celu redukcji problemów niedożywienia. Głównymi sposobami powinny być zróżnicowana i bogata w składniki odżywcze dieta czy uzupełnianie niezbędnych składników, np. za pomocą tabletek. Niestety stosowane zabiegi nie przyczyniają się do redukcji problemu, są kosztowne i nieefektywne. Różne metody są nieskuteczne ze względu na sytuację socjoekonomiczną tych krajów. Aby walczyć z tym problemem naukowcy skierowali swoje wysiłki na udoskonalenie zbóż, które są podstawą żywienia wielu populacji. Powołano do życia nawet specjalny program o nazwie HarvestPlus, którego celem jest opracowywanie nowych odmian zbóż tak by zawierały zwiększone ilości niezbędnych składników.

Za pomocą tradycyjnych technik hodowlanych można uzyskać odpowiednie odmiany. Niestety metoda ta ma duże ograniczenia. Jest ona czasochłonna, oraz mało wydajna. Przykładem może być tutaj odmiana ryżu, której wyprowadzenie zajęło wiele lat, a efekt był mizerny (badania IRRI). Zawierała jedynie 2µg/g żelaza, gdy zalecana ilość to 14µg/g.

Inżynieria genetyczna umożliwia stworzenie odmian o pożądanej ilości składników odżywczych oraz mających odpowiednie cechy agronomiczne. Aby uzyskać tego typu rośliny stosuje się bardzo zróżnicowane strategie. Złoty Ryż (Golden Rice) zawiera większą ilość beta-karotenu, tak samo jak pewna odmiana kukurydzy i bananów. Pracuje się nad roślinami zawierającymi zwiększone ilości witaminy A (soja, kukurydza, rzepak) czy witaminy B6. Powstała odmiana kukurydzy, która zawiera zwiększone ilości trzech składników jednoczenie: beta-karotenu, kwasu askorbinowego oraz witaminy B9 (Naqvi 2009).

Najbardziej znane są chyba modyfikacje ryżu. Jest on podstawą żywienia ponad połowy populacji ludzkiej, niestety cechuje się przy tym bardzo niską zawartością składników odżywczych. Flagowym przykładem modyfikacji ryżu jest odmiana Golden Rice (Złoty Ryż). Tradycyjne odmiany ryżu nie syntetyzują enzymów szlaku biosyntezy beta-karotenu, prekursora witaminy A. Dzienne zapotrzebowanie na tą witaminę wynosi 900µg dziennie (mężczyzna) i 700µg (kobieta). Modyfikowana odmiana zawiera 31µg/g beta-karotenu. Wiele lat trwały wysiłki wprowadzenia tej odmiany do upraw. W końcu się udało pokonać procedury biurokratyczne i pierwszym krajem który będzie uprawiać Złoty Ryż, będą Filipiny (od 2013 roku), kolejne kraje to Indie, Wietnam, Indonezja. Modyfikacje są wprowadzane do lokalnych odmian, a projekty te finansowane są przez instytucje publiczne.

Inne przykłady modyfikacji ryżu to odmiany ze zwiększoną zawartością witaminy B9. Uzyskano w nim 10-100 razy większą koncentrację tego składnika. 100g gotowanego ryżu jest w stanie zapewnić dzienne zapotrzebowanie na witaminę B9 u dorosłej osoby. Uzyskano również odmiany ryżu z większą ilością żelaza czy ze zwiększoną zawartością ważnych aminokwasów.

Jak widać GMO to nie tylko odporne na szkodniki i herbicydy rośliny, ale również mogące przyczynić się do poprawy zdrowia wielu ludzi odmiany zbóż. Należy spodziewać się wręcz „wysypu” kolejnych, nowych roślin tego typu. Należy również zastanowić się jaki jest racjonalny powód, by sprzeciwiać się technologii, która może przyczynić się do redukcji cierpienia milionów mieszkańców naszej planety?

Tekst opracowany na podstawie publikacji:
Nutritional enhancement of rice for human health: The contribution of biotechnology, 2012

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 41

Dodaj komentarz »
  1. Wydaje się, że dzisiaj problemem jest raczej niedożywienie i głód ukryty (zarówno w krajach globalnej Północy jak i globalnego Południa), niż klęski głodu, które zdarzają się dość incydentalnie

    Do tego dochodzi, że, jak zwrócił uwagę Amartya Sen w wielu swoich książkach, klęski głodu mają z reguły przyczyny natury polityczno-systemowej, a nie są raczej związane z rzeczywistym absolutnym brakiem żywności (stąd też brak poważniejszych klęsk głodu w społeczeństwach demokratycznych).

    Co do problemu niedożywienia – pewnie dlatego, że nadal pozostaję przeciwnikiem GMO, jestem zdania, że można ten problem rozwiązać bardziej „tradycyjnymi” sposobami (głównie przy pomocy instrumentów ekonomicznych – to z kolei pewnie skrzywienie związane z kierunkiem studiów;-): chociażby przez ograniczenie spekulacji na rynkach produktów rolnych, odejście od polityki subwencjonowania (bezpośredniego, jak i pośredniego) energy plants/biopaliw, reformę systemu dotacji rolnych w krajach rozwiniętych (zwłaszcza UE i USA)… Nie wspominając o innych problemach, których rozwiązanie pomogłoby również w walce z głodem – od globalnego ocieplenia po przyrost ludności na świecie.

    Do pewnego stopnia wydaje mi się, że GMO należy do kategorii rozwiązań problemów ludzkości, które mają „obejść” konieczność bardziej bolesnej zmiany funkcjonowania (ekonomicznego, politycznego etc.) naszej cywilizacji. To samo przez się nie musi być argumentem przeciw GMO, ale trochę pogłębia moją opozycję wobec biotechnologii.

  2. @ZielonyGrzyb
    Przepraszam, że najpierw krótko na inny temat. Zgodnie z Pańskim zaproszeniem próbowałem umieścić komentarz tutaj: http://zielonygrzyb.wordpress.com/2011/03/16/some-words-about-nuclear-power/
    Ale się nie pojawił. Czy dyskusja na temat energetyki jądrowej nadal aktualna?

    Ad rem: GMO nie rozwiąże problemu głodu czy niedożywienia, ale może pomóc. Jak również odciążyć środowisko dzięki mniejszemu zużyciu chemii, erozji gleby czy spalaniu ropy przez maszyny rolników . Nie bardzo więc rozumiem, dlaczego jest Pan przeciw GMO.
    Wiem, że nie jest Pan rzecznikiem swojej organizacji, ale jaka jest motywacja czy też jak tłumaczą Pańskie koleżanki i koledzy z Greenpeace tego typu działania: http://www.cosmosmagazine.com/blog/4523/the-sad-sad-demise-greenpeace
    Ta historia łączy się z wpisem Gospodarza. Prowadzono bowiem badania nad zdrowszą pszenicą. To nie jest walka z głodem, ale np. zdrowsze odżywianie dla wszystkich. Tylko co w tym złego?

  3. ZielonyGrzybie, czy mogę się do Ciebie tak zwracać:)
    Jeżeli uważasz że to zbyt poufale, zmienię formę.
    Piszesz:”że można ten problem rozwiązać bardziej „tradycyjnymi” sposobami”
    Ależ oczywiście, że można.
    Tylko czemu nie rozwiązano?
    No bo demokracji brak, piszesz.
    No to co trzeba zrobić, demokrację wprowadzać?
    To wprowadzaj, ile istnień ludzkich będzie Twoje wprowadzanie kosztowało?
    Znaczy, ilu ludzi umrze zanim ci się uda wprowadzić?
    Bo dziś umierają.
    A ty siedzisz sobie na kanapie, zajadasz się ekologiczna sałatą i wyroki wydajesz.
    A o problemie witamin i innych mikroelementów nie wspominasz.
    Witaminy niech koncerny sprzedają, tak?
    Piszesz, że problem należy rozwiązywać głównie przy pomocy instrumentów ekonomicznych.
    A co to do jasnej ciasnej innego jest GMO, jak nie instrument ekonomiczny?
    Przepraszam za emocjonalny ton, ale wyszedłem z nerwów.
    Drugi Żakowski.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @parker:

    Może być Zielony Grzybie;-)

    Rzeczywiście wszystkie moje argumenty byłyby nic nie warte tudzież hipokryzją, gdybym (ale tylko wtedy) uważał, że technologia GMO nie jest problemem. Ponieważ tak nie uważam, mam prawo do zwracania uwagi na inne rozwiązania, nawet jeśli są trudniejsze do wprowadzenia.

    Na brak demokracji zwróciłem uwagę tylko w kontekście klęsk głodu, nie w kontekście dyskutowanego tu niedożywienia (na klęski głodu również GMO nie pomoże, tu na razie pozostaje nam tylko instrument możliwie sprawnej pomocy humanitarnej). Trochę Cię chyba emocje poniosły (co przy tym temacie jest wybaczalne). A co do instrumentów, o których pisałem, wydają mi się w dużej części nie trudniejsze do wprowadzenia niż GMO – bo również GMO, tak samo jak regulacja rynków, ograniczenie dotacji dla rolnictwa czy odejście od biopaliw spotyka się z silnym oporem różnych grup wewnątrz społeczeństwa. Każde z tych rozwiązań trzeba po prostu jakoś „przepchnąć” przekonując większość do swoich racji (jak ma zwyczaj funkcjonować dzisiejsza demokracja).

    Piszesz, że problem należy rozwiązywać głównie przy pomocy instrumentów ekonomicznych.

    Niczego takiego nie napisałem. Po prostu wymieniłem kilka możliwych rozwiązań, które przyszły mi na szybko do głowy. A że studiuję ekonomię, są to rozwiązania ekonomiczne. Co nie znaczy ani, że tylko ekonomiczne są dobre, ani też że wszystkie takie są w porządku.

    Na marginesie: GMO nazwałbym raczej instrumentem technologicznym. Nie chodzi o zmianę sposobu działania rynków bądź szerzej pojętego społeczeństwa, a o wprowadzenie/wykorzystanie konkretnej, istniejącej technologii.

  6. @MR
    „GMO nie rozwiąże problemu głodu czy niedożywienia, ale może pomóc.”

    Oczywiście tak również i ja rozumiem użycie tej technologii. GMO nie jest „lekarstwem” na całe „zło”, jednak potencjalne możliwości jakie daje ta technologia są wręcz ogromne. Dziś na przykład czytałem o planach stworzenia roślin, które mają produkować „paliwa” bezpośrednio w liściach, taka przynajmniej jest koncepcja. Postaram się i o tym napisać w najbliższej przyszłości. Pozdrawiam.

    @ZielonyGrzyb
    „Co do problemu niedożywienia – pewnie dlatego, że nadal pozostaję przeciwnikiem GMO, jestem zdania, że można ten problem rozwiązać bardziej „tradycyjnymi” sposobami (głównie przy pomocy instrumentów ekonomicznych – to z kolei pewnie skrzywienie związane z kierunkiem studiów;-)”

    Nie do końca napisałeś o jakie instrumenty Ci chodzi. Tylko zauważ dwie kwestie. Jak do tej pory nie udało się tego problemu rozwiązać, a starano się i utopiono miliardy dolarów. Weź pod uwagę, że nidługo będzie nas kolejne dwa miliardy więcej, więc skala problemu zwiększy się. Po trzecie, czy nie lepiej stosować politykę dawania „wędki” czyli roślin, które sami będą mogli uprawiać rolnicy tych krajów, niż dostarczać im „ryby”, co do tej pory głównie staraliśmy się robić? Polityka rozdawnictwa jeszcze nigdzie się nie sprawdziła i nie muszę mówić do czego zmierza. To dzięki temu kraje biedne nie uczestniczyły w zielonej rewolucji, która zaczęła się w latach 60-tych. Dzięki GMO, będą mogli „nadrobić” stracony czas. Obecnie powstaje na prawdę ogromna ilość projektów, kooperacji, itd, mających na celu rozwój odmian przeznaczonych właśnie dla tych krajów. I nie tylko opierają się nad badaniami nad GMO.

  7. To co inżynieria genetyczna dokonała to jedno. To czego nie dokona jak się jej nie pozwoli na rozwój, to jest strata. Jak mający tak bogatą wyobrażnię jeśli chodzi o wieszczenie katastrof mogą tego nie widzieć?
    Wy jesteście w ogóle przeciwnikami wszelkiego postępu. Tak jest od zawsze, jak oceniacie przeciwników postępu w historii? Czujecie z nimi więź duchową, intelektualną?

  8. @Zielony Grzybie, podzielam twoje poglądy na problem głodu, którego jedną z przyczyn są gigantyczne dotacje do produkcji rolnej w krajach bogatych.
    Chiny uporały się z głodem bez demokracji i upraw GMO, ale z czasem miska Chińczyka zaczęła się wzbogacać o mięso, co poskutkowało tam potrzebą importu żywności. Można by z tego wnioskować, że każda populacja po zapchaniu żołądków zbożem, będzie chciała wzbogacić dietę o mięso. Na pewno jest ci wiadomo, że co najmniej połowa zbóż jest przerabiana na pasze do tuczu zwierząt, które w wyścigu do młyna wygrywają z głodnymi ludźmi. Tutaj należałoby się zastanowić, czy przypadkiem nie jest winny kurczak, a jak dalej poszperać, to może okazać się, że za ocieplenie klimatu też on odpowiada.
    Problem głodu na świecie ma tylko i wyłącznie swoje źródła w niestabilności politycznej państw, nie radzących sobie z podstawowym zadaniem, zapewnienia swoim obywatelom bezpieczeństwa.
    Głodu rośliny GMO nie rozwiążą, ale mogą być jednym z instrumentów złagodzenia tej wstydliwej plagi, a jeśli do tego przyczynią się w zapobieganiu wielu groźnych chorób, to ja jestem za.
    Pozdrawiam

  9. @MR:
    Nie mam pojęcia, dlaczego nie udało się z tym komentarzem… Sprawdziłem ustawienia i sam wrzuciłem komentarz jako test. Proponowałbym jeszcze jedną próbę.

    Nie bardzo więc rozumiem, dlaczego jest Pan przeciw GMO. Krótko: uważam, że nasza wiedza na temat możliwych konsekwencji dla ekosystemów w połączeniu z faktem, że każdy gen może mieć wiele funkcji (w tym takie, których wolelibyśmy uniknąć – gdybyśmy o nich wiedzieli), powoduje, że jest to ryzyko. Zbyt duże, jak dla mnie.

    jaka jest motywacja czy też jak tłumaczą Pańskie koleżanki i koledzy z Greenpeace tego typu działania Sprzeciw Greenpeace wobec GMO jest bezwzględny (tzn., nie ma podziału na „złe” i „dobre” rośliny modyfikowanych genetycznie). Biorąc to pod uwagę, reszta wydaje mi się jasna (odnośnie motywacji, niekoniecznie metod).

    @Gospodarz:
    napisałeś o jakie instrumenty Ci chodzi Napisałem (choć może słowo „instrumenty” nie jest do końca właściwe): zniesienie większości dotacji dla rolnictwa, zniesienie bodźców ekonomicznych dla produkcji biopaliw, regulacje rynków finansowych itd.

    czy nie lepiej stosować politykę dawania „wędki” czyli roślin, które sami będą mogli uprawiać rolnicy tych krajów, niż dostarczać im „ryby” Prosiłbym o bardziej uważne czytanie moich komentarzy. O pomocy humanitarnej napisałem tylko w kontekście klęsk głodu. Jeśli chodzi o chroniczne niedożywienie, zaproponowałem powyższe rozwiązania, które nie zaliczyłbym do kategorii „ryby” (ani „wędki”, tylko raczej zniszczenia tamy w górze rzeki).

    Obecnie powstaje na prawdę ogromna ilość projektów, kooperacji, itd, mających na celu rozwój odmian przeznaczonych właśnie dla tych krajów. Powiedzmy tak: jeśli te kraje (czy raczej: ich społeczeństwa) są zdania, że to jest krok w dobrym kierunku – proszę bardzo. Ja i tak nie mam na to wpływu. Ale uważam, że to błąd.

    @parker:
    Jak widać, po stronie pro-GMO też można znaleźć ludzi ograniczających się do argumentów ad personam. I nie, nie jestem Luddytą. Po prostu nie uważam, że postęp techniczny jest czymś dobrym per se.

    Na koniec może jeszcze ten dokument, który dobrze oddaje mój pogląd na to, jak powinno się rozwiązać problem głodu.

  10. @ZielonyGrzyb
    „uważam, że nasza wiedza na temat możliwych konsekwencji dla ekosystemów w połączeniu z faktem, że każdy gen może mieć wiele funkcji (w tym takie, których wolelibyśmy uniknąć – gdybyśmy o nich wiedzieli), powoduje, że jest to ryzyko. Zbyt duże, jak dla mnie.”
    Już Pana o to pytałem, ale spróbuję jeszcze raz: jak to się ma do kwestii stosowania od lat krzyżówek i mutagenezy (radiacyjnej i chemicznej) w tworzeniu nowych odmian roślin, które są znacznie mniej precyzyjnymi i potencjalnie bardziej niebezpiecznymi metodami (powstało do tej pory ok. 2000 odmian tymi metodami, m.in. pszenżyto)? Są natomiast te metody uważane za konwencjonalne i dziś np. w Polsce (jedyny wyjątek stanowi Kanada) może Pan sobie tworzyć nowe odmiany roślin i wysiewać na pole bez żadnej kontroli. Polecam w tym kontekście uważną lekturę:
    http://academicsreview.org/reviewed-content/genetic-roulette/section-2/2-1-dna-insertion/

    Polecam jeszcze jeden link odnośnie tego, o czym pisałem:
    http://www.gmo-safety.eu/news/150.tilling-alternative-genetic-engineering.html

    Co do Pańskiego bloga, w weekend spróbuję jeszcze raz wrzucić mój wpis.

    @Parker
    Czy pamięta Pan może, w której dokładnie audycji TOK FM wypowiadał się dziś na temat GMO Jacek Żakowski?

  11. @ZielonyGrzyb

    „Jeśli chodzi o chroniczne niedożywienie, zaproponowałem powyższe rozwiązania, które nie zaliczyłbym do kategorii „ryby”
    Ale czy to nadal nie oznacza po prostu przekazywanie pożywienia dla krajów biedych? Mam również wątpliwosć, czy nawet jeśli udałoby się problemy o których Pan mówi rozwiazać, to czy to wystarczy dla cierpiących 2 miliardów osób, a w perspektywie 50 lat prawdopodobnie jeszcze dużow większej liczby mieszkańców Ziemi?

    „zniesienie bodźców ekonomicznych dla produkcji biopaliw”
    Również uważam, że przeznaczanie produkcji roślinnej na produkcję bioetanolu to kompletna głupota i wręcz skandal. Jak obliczono 40% produkcjikukurydzy w USA przeznaczana jest na produkcję biopaliwa, wpływa to na zmnijeszenie zużycia paliw kopalnych o… 3%. A w tym czasie w innych miejscach wycina sie lasy, ludzie głodują, a emisja gazów cieplarnianych wzrasta.
    Tylko czy to nie te same organizacje ekologiczne, które teraz zwalczają GMO, tak bardzo optowały za produkcją biopaliw?

    „Powiedzmy tak: jeśli te kraje (czy raczej: ich społeczeństwa) są zdania, że to jest krok w dobrym kierunku – proszę bardzo.”
    Oczywiscie nie wszystkie kraje, ale duża część afrykańskich krajów liczy na tę technologię.

    @Śleper
    „Chiny uporały się z głodem bez demokracji i upraw GMO, ale z czasem miska Chińczyka zaczęła się wzbogacać o mięso, co poskutkowało tam potrzebą importu żywności. ”
    Obecnie Chiny już dostrzegły, iż stały się importerem ogromnej ilosci kukurydzy i soi, i zaczynaja rozwijać własne odmiany zbóż. Moglibyśmy wziąć z nich przykład. Link

  12. Mój ostatni komentarz przed weekendem;-)

    Najpierw pytanie: faktem jest, że nie wiemy dokładnie, w którym miejscu w genomie „wyląduje” nasz gen, nieważne, czy stosujemy biolistykę, czy agrobacterium. Jaki to ma wpływ na działanie tego genu? Może się zdarzyć, że wynik będzie inny niż zamierzony?

    @MR:

    Już chyba podkreślałem, że o mutagenezie dotychczas nic nie wiedziałem. Myślę, że krótką odpowiedzią na Pana pytanie będzie: uważam, że dużo w rolnictwie konwencjonalnym jest błędem, z tych błędów powinno się wycofać. Np. z mutagenezy. Co do tradycyjnego krzyżowania, wydaje mi się, że jest to jednak co innego niż transgeneza, gdzie nowy materiał genetyczny pochodzi z zupełnie innego, niespokrewnionego organizmu.

    @WZ:
    Ale czy to nadal nie oznacza po prostu przekazywanie pożywienia dla krajów biedych? Oczywiście, że nie. Chodzi o umożliwienie im dostatecznej (i w miarę możliwości samowystarczalnej) produkcji żywności, zamiast zabijania tamtejszego rolnictwa przez sztucznie wysokie (nasze dotacje) albo sztucznie niskie ceny (agropaliwa i spekulacja) (wbrew pozorom i jedno, i drugie jest problemem).

    Tylko czy to nie te same organizacje ekologiczne, które teraz zwalczają GMO, tak bardzo optowały za produkcją biopaliw? Nie Greenpeace, a również nie Oxfam, Friends of the Earth i inne duże organizacje. Przynajmniej nie optują teraz. A jeśli kiedyś to robiło (co możliwe, pewien nie jestem) – errare humanum est. Rzeczą głupców pozostawać w błędzie.

  13. Zielony Grzybie,

    Do dokumentu nie zajrzałem, ale sam mam najlepszy pomysł na klęski głodu.
    Powinno być więcej deszczu, tam gdzie jest sucho a mniej, tam gdzie jest mokro.
    Proste?
    Żadne argumenty ad personam, przedstawiłem tylko Twój światopogląd, wszystko powinno być jak było, ewentualnie można się cofnąć, od atomu do wiatraka:)
    Po drodze zapłacić olbrzymia cenę za wstrzymywanie powszechnego programu szczepień ochronnych przed laty? Nie było aktywistów sprzeciwu wobec zarażania chorobą?
    Świat nie był zglobalizowany.
    Wiesz czemu mimo, że centrum rozwoju techniki było w Anglii a motoryzacja swoje początki zawdzięcza Niemcom? I do dziś są liderem Niemcy a Anglicy niewiele znaczyli i nie znaczą do dziś?
    Bo w konserwatywnej Anglii nie było klimatu dla rozwoju motoryzacji, społeczeństwo było nieufne, i poddano ruch drogowy silnej regulacji.
    To nic nowego w postawie jaką prezentujesz, taka była od dawna.
    Nie jest to żaden atak tylko stwierdzenie faktu.
    Jak mam się z Tobą spierać na argumenty? Że nie wiadomo jak będzie, na koniec padnie i tyle. Nie wciągniesz mnie uprzejmością i miłymi słówkami w tę zabawę. Znam ją. Bo ja się z Tobą zgadzam, to prawda.
    Jedno wiadomo, że nie wiadomo jak będzie.
    Odpowiedz na pytanie, wprost, czujesz wieź ze szkodnikami ekologii którzy skłonili budżet niemiecki do ratowania przemysłu kosztem ekologii przez program wymiany samochodów, na ekologiczne, tylko wymiana była nieekologiczna, jej bilans zdaje się. Korzystny dla przemysłu.
    Mam ci dać inne przykłady budowy zapór na rzekach, żeby czysta energię mieć? Wymieniać szkody które ludzie o konserwatywnych poglądach wyrządzili ludzkości?
    Lewicowy-konserwatyzm, to też nie obelga, tylko określenie światopoglądu organizacji do której należysz i jesteś z tego dumny, że się tym chwalisz.

  14. Rzeczą głupców jest tkwić w permanentnym błędzie, Tym błędem jest sceptycyzm wobec nowych technologi i sprzeciwianie się postępowi. Błąd jest ten sam, zmienia się tylko obiekt ataków i sprzeciwu.
    Trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć.
    Jeżeli nawet hamulcowym postępu historia czasem przyznaje rację, to niezwykle rzadko a bilans korzyści i strat śmiało pozwala ich nazwać szkodnikami ludzkości.
    I to nie jest atak osobisty na nikogo tylko konstatacja historyczna.

  15. @ZielonyGrzyb
    „faktem jest, że nie wiemy dokładnie, w którym miejscu w genomie „wyląduje” nasz gen, nieważne, czy stosujemy biolistykę, czy agrobacterium. ”
    Tak. Jednak możemy go potem zlokalizować, sprawdzić w ilu kopiach się zintegrował, możemy go zsekwencjonować, by sprawdzić czy jego sekwencja w jakis sposób nie została zaburzona.

    „Jaki to ma wpływ na działanie tego genu? ”
    W zasadzie żaden. Chyba, że jakieś mechanizmy komórkowe spowodują jego wyciszenie, np. często spotykane przy integracji wielu kopii genu.

    „Może się zdarzyć, że wynik będzie inny niż zamierzony?”
    Zależy co masz na myśli. Biorąc pod uwagę to, iż do modyfikacji używamy doskonale poznanych genów oraz ich produktów, możemy stwierdzić, czy sekwencja zintegrowanego genu nie uległa uszkodzeniu,na przykład. Możemy również scharakteryzować „produkty” tego genu, czyli konkretne białka. Po prostu eliminuje się rośliny, już na etapie doświadczeń, które nie spełniaja założeń eksperyemntu.

    Nadal należy mieć na uwadze, że jest to najprecyzyjniejszy i najbardziej przewidywalny sposób modyfikacji roślin, również w porównaniu do tradycyjnych metod, krzyżowania i mutagenezy. Jedyną kontrowersją jest tu te „obce” DNA.

    „uważam, że dużo w rolnictwie konwencjonalnym jest błędem, z tych błędów powinno się wycofać. Np. z mutagenezy. ”
    Tylko dlaczego?

    „Co do tradycyjnego krzyżowania, wydaje mi się, że jest to jednak co innego niż transgeneza, gdzie nowy materiał genetyczny pochodzi z zupełnie innego, niespokrewnionego organizmu.”
    DNA to DNA, nie ma różnicy czy pochodzi z bakterii, grzyba, rośliny czy zwierzęcia. Natura chemiczna nadal jest ta sama. Niech potwierdzeniem tego będzie to, ze posiadamy 98% genów wspólnych z szympansem, z roślinami ok. 40%. To dlaczego bać się jednego „obcego” genu, który stanowić bedzie 0,0001% całej sekwencji DNA.

    Jest to temat rzeka, wielu aspektów funkcjonowania genomów nie znamy i minie wiele lat zanim rozszyfrujemy cały genom.

    @parker
    „Tym błędem jest sceptycyzm wobec nowych technologi i sprzeciwianie się postępowi.”
    Wiesz, ja sam osobiscie również jestem za kontrolą nowych technologii. Nie można również tak bezkrytycznie wszystkiego przyjmować. Jedyna korzysć z działalnosci przeciwników jest taka, że GMO jest tak zbadane, że na prawdę mamy pewność, że jest bezpieczne:) Niestety, ich działania powodują przeregulowanie kwestii bezpieczeństwa GMO i tylko rozrost biurokracji, i instytucji je kontrolujących. Postawanie przepisów, które utrudniaja wdrażanie nowej technologii.
    Sceptycyzm jest potrzebny, jednak to co stało sie z kwestia GMO to jest już histeria i jakiś rodzaj paranoii, niestety podsycany przez przeciwników.

  16. @ZielonyGrzyb
    Jeśli mutageneza jest taka zła, a nawet gorsza od transgenezy, to dlaczego z nią nie walczycie? Nie domagacie się badań nowych odmian równie skrupulatnych jak w przypadku GMO? Dlaczego nie ruszacie na pola, np. pszenicy durum Creso, ubrani w białe stroje laboratoryjne i z transparentami „Nie mutantom!” (bo to są mutanty, w przeciwieństwie do GMO)? Roboty jest multum, bo jak już napisałem, mamy w uprawach 2000 odmian powstałych dzięki mutagenezie…
    „Co do tradycyjnego krzyżowania, wydaje mi się, że jest to jednak co innego niż transgeneza, gdzie nowy materiał genetyczny pochodzi z zupełnie innego, niespokrewnionego organizmu.”
    Polecam lektury, do których podałem linki. Trudno się bowiem dyskutuje z niezweryfikowanymi przekonaniami niepopartymi wiedzą.

  17. @ parker:
    Sam się ośmieszasz wychodząc z założenia, że na podstawie mojej opinii na jeden temat jesteś w stanie zrekonstruować mój światopogląd. Powtórzę: tak samo nie jestem przeciwny technologiom per se, jak nie uważam, że postęp techniczny per se jest zawsze czymś dobrym (broń chemiczna to też był postęp techniczny).

    zujesz wieź ze szkodnikami ekologii którzy skłonili budżet niemiecki do ratowania przemysłu kosztem ekologii przez program wymiany samochodów, na ekologiczne, tylko wymiana była nieekologiczna, jej bilans zdaje się. Wypowiadaj się na tematy, na których się znasz. „Ekologowie” (np. Greenpeace) nigdy nie popierali tzw. Abwrackpämie.

    Lewicowy-konserwatyzm Nie stać Cię na nic więcej niż myślenie w szufladkach?

    Jak myślisz, dlaczego ja się tu udzielam w dyskusji? Gdybym był przekonany, że znam „prawdę objawioną”, nie zniżałbym się do dyskusji z „niewiernymi”. Ale nie znam tej prawdy. Staram się zrozumieć temat na tyle, na ile to laikowi możliwe, żeby ukształtować własny pogląd. Do niedawna używałem argumentów przeciw GMO, których teraz bym nie użył. Nadal mam wrażenie, że to wszystko jest za proste – że nasza inwazyjna ingerencja w Naturę miałaby być pozbawiona negatywnych konsekwencji. Może z biegiem czasu zmienię zdanie. Jednak Twoja piana na ustach na pewno na to nie wpłynie.

  18. Jeśli mutageneza jest taka zła, a nawet gorsza od transgenezy, to dlaczego z nią nie walczycie?

    Powtórzę po raz trzeci (i mam nadzieję, że ostatni): nie ma żadnego „my”. Jestem ja. Choć jestem członkiem Greenpeace, nie jestem tu jej przedstawicielem. A o transgenezie dopiero co się dowiedziałem. Nie odpowiadam za to, w co Greenpeace się angażuje, a w co nie.

  19. Słowa sceptycyzm użyłem niejako grzecznościowo.
    Sceptycznym w życiu trzeba być, to zwykła ostrożność.
    Ale przyzna Pan, że ostrożność można stopniować, można ją doprowadzić do fobii.
    Strach to nic złego, nie przetrwalibyśmy bez niego.
    Odważni żyją krócej.
    Ale strach tez można stopniować, w dodatku jest zaraźliwy.
    A ja tylko przedstawiłem ten strach w ujęciu historycznym, to nic nowego.
    Jutro napiszę parę słów o historii tego strachu przed nowoczesnością zwanego sceptycyzmem radykalnym.
    Teraz znów zagłębie się w świat Alberta Khana, człowieka na wskroś nowoczesnego, który zamiast próbować zatrzymać wprawiona w ruch Ziemię, żeby się wolniej kręciła, postanowił stworzyć największa kronikę filmowo fotograficzną początku dwudziestego wieku.
    Jako niesłychanie zamożny człowiek, wysłał w świat wyposażonych w najnowocześniejszy sprzęt fotograficzny jakim współczesność dysponowała współpracowników i postanowił uwiecznić dla nas odchodzący świat, multikulti:)
    Niezmiennie polecam

  20. @ZielonyGrzyb
    2 marca o godz. 19:05
    „Najpierw pytanie: faktem jest, że nie wiemy dokładnie, w którym miejscu w genomie „wyląduje” nasz gen, nieważne, czy stosujemy biolistykę, czy agrobacterium. Jaki to ma wpływ na działanie tego genu? Może się zdarzyć, że wynik będzie inny niż zamierzony?”

    Z tego co się orientuję i z wniosków, jakie wyciągnąłem uczestnicząc w dość prostych badaniach związanych z transgenezą, mogę powiedzieć, że nie.
    Bo samo „wstrzyknięcie” genu to dopiero początek. DNA możesz naprodukować ile dusza zapragnie i zrobić setki czy tysiące osobników z wszczepionym transgenem. Potem robi się skrining i odrzuca większość, wybiera się tylko te najlepsze. Kiedy już podrosną, możesz zrobić też backcrossy, czyli krzyżować roślinę z jej odmianą-matką. Tak się właśnie ustabilizowuje gen na przestrzeni pokoleń. Oczywiście np. w przypadku glifosatu selekcja jest prosta jak świński ogon, bo osobniki ze źle działającym genem po prostu umierają.

    Mutageneza jest podejściem dość podobnym, tylko że wtedy nie wiadomo, co powstanie. Skrining działa na podobnej zasadzie. Backcrossy można przecież też robić tak długo, jak kto chce. Generalnie wątpię, by samo mutowanie stwarzało jakiś duży potencjał do wytworzenia toksycznych substancji. Rośliny mutują i zmieniają się same w naturze, a nikt nie boi się jeść np. jagód spod Krakowa, jeśli jadł te tylko spod Tuszyna. Powiedziałbym nawet, że selekcja naturalna może być bardziej podstępna, bo faworyzuje te osobniki, które potrafią się bronić przed tymi, którzy je jedzą i nie dają nic w zamian 😉

    Michale, może warto napisać post krótko wyjaśniający technologię produkcji GMO i pokazujący podobieństwa/różnice w stosunku do „tradycyjnych” metod?

    A, to co napisałem to tylko moje wyobrażenie na podstawie doświadczenia i sposób, w jaki ja bym zaprojektował taki eksperyment. Mogę się mylić, czy nie uwzględniać jakichś ważnych szczegółów.

    Aaaaa, przepraszam, Wojciechu za nazwanie Cię Michałem

  21. @Łukasz Sobala

    „…warto napisać post krótko wyjaśniający technologię produkcji GMO i pokazujący podobieństwa/różnice w stosunku do „tradycyjnych” metod?”

    O ile jest to w ogóle możliwe do zrobienia w „krótkim poście” to się zastanowię się nad tym. 🙂 Choć tworzenie nowych odmian to nie tylko krzyżowanie, mutageneza czy transgeneza… Być może byłby to cały cykl wpisów na temat wytwarzania nowych odmian.

  22. @Parker
    1) Czy pamięta Pan, w której dokładnie audycji w TOK FM wypowiadał się wczoraj Jacek Żakowski na temat GMO. Zależy mi bardzo na tym, żeby tego posłuchać.

    2) ZielonyGrzyb ma rację, że powinniśmy dyskutować ad rem a nie ad personam. Szufladkowanie kogoś nie sprzyja merytorycznej dyskusji, za to rodzi niepotrzebne emocje. Choć z częścią Pańskich argumentów, choć wyrażonych zbyt ostro, się zgadzam. Np. że per saldo postęp technologiczny przyniósł nieporównanie więcej korzyści niż strat.

  23. @ZielonyGrzyb
    Przepraszam, że pisałem do Pana w liczbie mnogiej, jakby był Pan odpowiedzialny za wszystko co głosi Greenpeace. Mój błąd.
    Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że Pańskie stwierdzenie „Krótko: uważam, że nasza wiedza na temat możliwych konsekwencji dla ekosystemów w połączeniu z faktem, że każdy gen może mieć wiele funkcji (w tym takie, których wolelibyśmy uniknąć – gdybyśmy o nich wiedzieli), powoduje, że jest to ryzyko. Zbyt duże, jak dla mnie.” jest dokładnym streszczeniem stanowiska czy raczej uzasadnienia bezwzględnego sprzeciwu Greenpeace wobec GMO. Z kolejnych Pana wpisów wynika zaś (chyba że się mylę), iż nie zweryfikował Pan tego poglądu, sprawdzając, czy rzeczywiście transgeneza jest potencjalnie groźna lub bardziej niebezpieczne niż krzyżowanie i mutageneza. Mam więc wrażenie (podkreślam słowo „wrażenie” – nie twierdzę bowiem, że tak na pewno jest), iż trochę bezrefleksyjnie powtarza Pan stanowisko Greenpeace. Dlatego miałem kłopot z rozgraniczeniem, co jest Pańskim poglądem, a co Pańskiej organizacji. Ale proszę nie poczytywać tego, jako złej woli z mojej strony. Powinienem był więc zadać pytanie raczej w tej formie: dlaczego w kwestii transgenezy popiera Pan i powtarza stanowisko swojej organizacji? Czy próbował Pan weryfikować ten pogląd w innych źródłach?

  24. MR

    Może ostro problem ująłem, ale chciałem człowiekiem potrząsnąć. Są odporni na wstrząsy, wiem, nie tędy droga.
    Wycofuję się.
    Ale nadal mnie będą irytować ludzie, co to im dobrze, chcieli by jeszcze lepiej mieć i strach ich ogarnia, że mogliby to stracić, mimo że się udawania że zyskają. Wolą nie zyskać i nie stracić.
    Czysty egoizm.
    I biednym krajom jako element rozwojowy zakazać GMO, bo tak im się widzi. Strach swój będzie szerzył, kosztem innych.
    Biedny się nie boi Zielony Grrzybie:)
    Ja krytykuję Twój światopogląd w całości, czytam jakie masz poglądy i inne przewiduję.
    Jak się pomylę, to w niewielu miejscach.

  25. Zwolennicy GMO chcieliby przedstawić problem jako spór ludzi, którzy znają się na modyfikacjach genetycznych i głupich prostaków.
    Tak naprawdę to spór wiary, że GMO to samo dobro i wiary, że zło.
    Patrząc wstecz widać, że ludzie, którzy (dla pieniędzy) robili „samo dobro” nie mieli racji, chociaż nieźle zarobili.
    Koniec.

    „Jak widać GMO to nie tylko odporne na szkodniki i herbicydy rośliny, ale również mogące przyczynić się do poprawy zdrowia wielu ludzi odmiany zbóż. Należy spodziewać się wręcz „wysypu” kolejnych, nowych roślin tego typu. Należy również zastanowić się jaki jest racjonalny powód, by sprzeciwiać się technologii, która może przyczynić się do redukcji cierpienia milionów mieszkańców naszej planety?”

    O żesz jego Mać, ……. a zaszkodzić nie może?
    I kto na tym zarobi?

    03.03.2012 o 23:11
    „redukcji cierpienia”
    O żesz jego Mać !!!!
    Czy zredukuje do zera?
    Czy do 0,0000001?

  26. Wydaje mi się, że strach przed GMO wynika z niedostatecznego uregulowania takiej produkcji (a potem sprzedaży). Jest to produkcja typu monokultury (przeważnie na tym samym terenie przez dzisiątki lat aż do kompletnego wyjałowienia gleby). Jest to produkcja wymagająca chemicznych środków owadobójczych i roślinobójczych (czyli niszczących środowisko naturalne). I oczywiście jest to produkcja potrzebująca wody (która powoli zbiera te wszystkie chemikalia z pól i spływa rzekami do nabliższego morza…). Jest to produkcja wymagająca dużych kapitałów i organizacji na wielką skalę (np jakiejś korporacji) ale również infrastruktury i politycznej woli państwa które to sankcjonuje (i bardzo często subsydiuje- też na wielką skalę).
    Samo GMO może nie jest groźne ale metody produkcji, o ile nie zostaną uregulowane prawnie, mogą prowadzić do dewastacji i wandalizmów środowiska. Wydaje mi się, że obecnie pierwszą rzeczą jaką trzeba zrobić to wprowadzić rodzaj Kodeksu Bio-Etycznego Rolnictwa. I taki kodeks powinien satysfakcjonować zarówno rolników tradycyjnych łącznie z sadownikami i pszczelarzami jak i wielkoobszarowych (monokulturowych) producentów i przedsiębiorców rybackich…
    Gwoli przypomnienia to 120 lat temu Kodeks ruchu drogowego składał się z paru jednozdaniowych przepisów (trzymać się jednej strony jezdni, nie najeżdżać na innych, ostrzegać innych na skrzyżowaniach etc), ale w miarę wzrostu liczby kierowców Kodeksy Drogowe rozrastały się do obecnych rozmiarów – i nie jest to fanaberia biurokratów, wszyscy na tym korzystają…
    Pozdrawiam – Paffeu

  27. @Paffeu
    „Jest to produkcja typu monokultury ”
    Tradycyjne umprawy również.

    „Jest to produkcja wymagająca chemicznych środków owadobójczych i roślinobójczych”
    Tradycyjne uprawy wymagają również użycia środków chemicznych i to w większej ilości od upraw GMO. Badania potwierdzają, że dzieki uprawom GMO spada zużycie chemii w rolnictwie.

    „I oczywiście jest to produkcja potrzebująca wody ”
    Rozumiem, że tradycyjne odmiany wody nie potrzebują? Za to można stworzyć takie modyfikacje genetyczne, dzięki którym będzie można uprawiać rośliny na glebach mniej zasobnych w wodę lub wręcz używać wody słonej! Link

  28. @MR:
    Jak napisałem parkerowi: moja opinia odnośnie GMO dopiero się kształtuje. Moim punktem wyjścia jest stanowisko Greenpeace (które pierwotnie bez większego sceptycyzmu po prostu przejmowałem) i proszę nie oczekiwać, że po kilku argumentach (choć są mocne) zmienię zdanie – mam swoje mechanizmy obronne, jak każdy człowiek. Powiedzmy, że chwilowo wprawdzie nadal używam niektórych argumentów Greenpeace, ale moja własna opinia jest „w zawieszeniu”. I tak, staram się doczytać trochę na ten temat (co robiłem już wcześniej). Problemy są dwa: brak gotowości do poświęcenia temu mojego całego czasu wolnego (stąd będę pewnie przez jakiś czas w tym „zawieszeniu”) i brak podstawowej wiedzy. Nie jestem niestety ani biologiem, ani ekologiem, ani lekarzem. Weryfikowanie różnych twierdzeń jest w ten sposób bardzo utrudnione, tudzież często niemożliwe – muszę po prostu komuś „uwierzyć na słowo”.

    Napisałem to w nadziei, że ułatwi to interpretację moich dalszych wypowiedzi tutaj. I ochroni mnie przed argumentami ad personam.

    @parker:
    Biedny się nie boi Zielony Grrzybie:) I to często jest/może być problem. Bo można mu opchnąć coś, co mu bardziej zaszkodzi niż pomoże (np. rybę zamiast wędki).

    Jak się pomylę, to w niewielu miejscach. Nie uważasz, że to mocno zakrawa o arogancję? Ale to już Twój problem. Tylko nie oczekuj, że ktoś po takich wypowiedziach będzie Cię brał na poważnie.

  29. Paffeu

    Ciekawe, użyłeś tego samego argumentu co ja wcześniej żeby zilustrować problem. O motoryzacji mianowicie. Że kodeksy się rozrastają, zrozumiałe, wszak lata pracy pokoleń urzędników nie mogły pójść na darmo.
    Ale mnie się wydaje, że podstawowe reguły się nie zmieniły od lat, trzymać się jednej strony, przestrzegać znaków, mieć ograniczone zaufanie do innych użytkowników i do swoich umiejętności.
    A właśnie na przykładzie motoryzacji można pokazać, jak szkodliwe może być przeregulowanie w zakresie nowinek i rozwoju nowych technologii.
    Mimo że centrum innowacji w świecie przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku było na Wyspach, motoryzacja się tam nie rozwinęła do dziś. Oddali palmę pierwszeństwa Niemcom potem Francuzom, Włochom, dlaczego?
    A bo to konserwatywne społeczeństwo przyjęło bardzo restrykcyjne przepisy ruchu i dopuszczenia pojazdów.
    Ale jest wyjątek, w Anglii rozwinęły się marki dla arystokracji i burżuazji, mieli puste drogi…plebs nie jeździ:):):)
    Bo tak jest, arystokracja, mam na myśli Europejczyków się wyżywi.
    Najpierw zrujnowali planetę cwaniaczki, teraz będą w Trzecim Świecie nauczać jak ją ratować.
    Mniej jeść przede wszystkim, więcej warzyw , mniej mięsa, z taka misja się wyprawcie przeciwnicy GMO i głoście tę ewangelię w biednych krajach.

  30. ZielonyGrzyb

    Na arogancję to by zakrawało, jakbym powiedział, że się nie pomylę, a w niewielu miejscach to oznacza, że poglądy na kilka spraw które się zna pozwalają z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć inne.
    Typów ludzkich naprawdę nie ma zbyt wiele.
    I ja nie piszę do Ciebie, bo się nie znamy, tylko do pewnego typu który mam przed oczami.
    Nie mam ochoty się z Tobą spierać, czy powinni w Indiach ryż z witaminami sadzić czy nie, i tak będą sadzić.
    Chcesz sobie wyrabiać zdanie, nie przedstawiaj się jako członek organizacji. Jak człowiek się tak przedstawia, to po coś. Chcesz nam pokazać łagodna twarz organizacji? Mnie tego kitu nie wciśniesz, ja te twarz znam, naczytałem się, napatrzyłem.
    Na razie jesteś przeciwny GMO bo nie masz zdania.
    Tak jest, w stosunku do obcych najpierw z kijem, ostrożnie:):):)
    A czemu na razie nie jesteś za, skoro nie masz zdania pomijając już absurdalność takiego myślenia.
    I nie obrażajcie mnie, bo się uprę i zdania nie zmienię.

  31. @ZielonyGrzyb

    „Prosiłbym o komentarz do tego:
    http://e360.yale.edu/content/feature.msp?id=2191

    A co tu komentować, w zasadzie już o wszystkim co tam napisane już na tym blogu dyskutowalismy. Powiedzmy, że standardowy zestaw „zarzutów”. Główny to oczywiście uzależnienie rolnika od korporacji (czyli straszenie korporacjami). Jaka w tym wina technologii?

    „But there is plenty of evidence to show that genetically modified fragments are turning up in places they’re not wanted.”
    „Plenty of evidence” – nie przedstawił żadnego. Horyzontalny transfer genów jest możliwy, ale zachodzi z bardzo małą częstotliwością. Poza tym jak to sie ma np. do tego, że zazwyczaj geny wykorzystywane w GMO i tak powszechnie występują w przyrodzie, np. geny białka Bt?

    „These crops close the circle on the farmer’s knowledge, finally eliminating, after 10,000 years, the farmer’s role in the genetics of agriculture.”

    Już dawno rolnik przestał być „dostawcą” nowych odmian zbóż, teraz robią to spółki hodowlane.

    „Genetically modified crops are rigorously licensed forms of intellectual property.”

    Tak samo jak i tradycyjne odmiany. Przeczytaj mój tekst „Piractwo na roli”.

    „They exemplify the consistent bias toward expensive high-tech solutions, when, in much of the world, simple low-tech solutions still make much better, and much more affordable sense.”

    Tylko dlaczego rolnicy chcą kupować to GMO, skoro tradycyjne odmiany mogą być tak samo dobre czy nawet lepsze?

    „Farmers who plant them do spend less time — and less fuel — in the field, which is a good thing. ”

    No prosze, nawet „przeciwnik” potwierdza pewne korzysci upraw GMO.

    „To understand its real effects on diversity you have only to look at Brazilian soybeans, a commodity crop, growing where there was once Amazonian forest.”

    Czy gdyby uprawiali tradycyjną odmianę soi to nie wycinano by lasów? A może nawet wiecej by wycinano, skoro tradycyjne odmiany dają niższy plon? Czy nie?

    Posumowując. Ten Pan w zasadzie sprzeciwia się temu jak obecnie dzis wygląda rolnictwo towarowe. Jaka w tym wina technologii GMO? Nie wiem. Narzeka na to, że korporacje stają sie właścicielami odmian. Ale gdyby nie było GMO i np. polskie spółki hodowlane zostały by przejęte przez Bayer Crop Science lub Monsanto to wtedy byłoby ok. Wiele z tych kwestii, jak wspomniałem, było już tutaj poruszanych na blogu.

  32. @Parker @ZielonyGrzyb
    Nie czyniłbym zarzutu z tego, że ZielonyGrzyb się waha i póki co jest przeciw GMO. Gdyż dotychczas przyjmował(uje) stanowisko Greenpeace jako zasadne, ale teraz słucha innych argumentów, ma wątpliwości i chce je przeanalizować. Parkerze, znów „jedziesz” zbyt ostro i ad personam. Nie przypisujmy naszym dyskutantom złej woli, bo to do niczego nie prowadzi poza emocjonalnym kotłem („ZielonyGrzyb udaje łagodnego”)
    Niestety, zrozumienie, o co chodzi z GMO wymaga wysiłku. Gdybyś ZielonyGrzybie chciał bardziej wgryźć się w temat polecam gorąco dwie popularnonaukowe, ale świetnie udokumentowane książki napisane przez naprawdę wybitnych specjalistów (a dokładnie specjalistki):
    http://www.amazon.com/Mendel-Kitchen-Scientists-Genetically-Modified/dp/0309092051
    http://www.amazon.com/Tomorrows-Table-Organic-Farming-Genetics/dp/0195393570/ref=sr_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1330863746&sr=1-1
    Pierwsza zawiera mnóstwo informacji i źródeł (napisana przez wybitną specjalistkę, obecną szefową AAAS http://www.aaas.org/). Ta druga też jest szczególnie godna polecenia, gdyż została napisana przez Panią profesor biotechnolog oraz jej męża, rolnika ekologicznego (!)
    Jeśli znajdziesz czas na ten wysiłek, to okaże się, że to nieporównanie bardziej merytoryczna i wartościowa lektura, niż książki Jeffrey’a Smitha, które tak poleca Pan Maciej Muskat, szef polskiego Greenpeace’u (przepraszam ze ten mały przytyk do polskiego oddziału Twojej organizacji, ale nie mogłem się powstrzymać 😉 Poza tym, jakiś czas temu, w dyskusji pod tekstem „GMO Fakty i mity” na polityka.pl Ty też powoływałeś się na Smitha, podając link do publikacji na stronie jego „Instytutu”…

  33. @WZ:
    Dzięki. W sumie do podobnych wniosków sam doszedłem. Teraz dołączam się do prośby Łukasza o post/serię postów o metodach hodowania roślin rolniczych.

  34. @ZielonyGrzyb
    ” Teraz dołączam się do prośby Łukasza o post/serię postów o metodach hodowania roślin rolniczych.”

    Zobaczę co da się w tej kwestii zrobić. 🙂

  35. @MR:
    Powoływałem się wtedy na Smitha nawet nie wiedząc, kto to jest (szukałem „na szybkiego” źródła) – errare humanum est. Dziękuję za polecenie książek – przyjrzę się im.

    A tu coś nowego ode mnie:
    http://zielonygrzyb.wordpress.com/2012/03/04/climate-change-denialism-and-gm-food-opposition/

  36. @ZielonyGrzyb
    Gratuluję najnowszego wpisu na blogu!!! http://zielonygrzyb.wordpress.com/2012/03/04/climate-change-denialism-and-gm-food-opposition/#more-1230

    Nie miałem jeszcze czasu odnieść się do kwestii energetyki jądrowej, więc proszę o cierpliwość – jestem teraz mocno zajęty, a parę kwestii muszę sobie odświeżyć.

  37. OK, jadę za ostro, nie mnie siebie oceniać, no to zwolnię:)
    Poza tym chciałbym zobaczyć ten cud nawrócenia, więc jak mam zaszkodzić…. nigdy:):):)

  38. GMO – vitaminy w ryzu, ha, ha, ha!!!
    takie same vitaminy jak i w ziarnach soji (soybeans) – Ruoundup herbicide Monsanto !!!

    jeszcze jedna vitamina w ryzu – ARSENIC !!!

  39. max
    4 marca o godz. 16:05

    „Zielony soylent” nam jeszcze nie grozi.
    Ale na „Dzień Tryfidów” korporacje pracują codziennie……

  40. wiesiek59
    4 marca o godz. 20:40

    wystarczy poszukac i poczytac, korporacje musza zarabiac;
    decydenci nie jedza tego co Ty czy ja;

  41. Roznica miedzy produkcja GMO a uprawami tradycyjnymi jest w skali dzialalnosci (setki hektarow monokultury wobec kilkunastu/kilkudziesieciu hektarow zmiennych upraw), w sile finansowej decydentow (milionowe korporacje wobec pojedynczego farmera) i wplywach politycznych (w sprawach spornych politycy sklaniaja sie do przyznawania wiecej racji bogatym i wplywowym niz biednym i nieznanym)…
    Dlatego byl moj postulat aby wprowadzic (i stale uzupelniac) jakis Kodeks Bio-Etycznego Rolnictwa, ktory by regulowal relacje i sprawy sporne miedzy WSZYSTKIMI uczestnikami rolnictwa. Gdy zasady gry sa niejasne i niepelne to wiecej racji zwykle maja duzi i bogaci, a mali i biedni sa rugowani z ziemi albo „tylko” doprowadzani do bankructwa… Ciekaw jestem jak ta sama kwestia jest rozwiazywana w krajach sasiednich (np w Czechach, w Niemczech, w Szwecji etc).
    Pozdrawiam z Australii – Paffeu

css.php