Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

17.06.2012
niedziela

Stańmy po zielonej stronie mocy

17 czerwca 2012, niedziela,

Sporym echem w mediach internetowych i to również tych najpoważniejszych odbiła się ostatnio publikacja chińskich naukowców w czasopiśmie Nature. Wyniki uzyskane przez chińczyków potwierdziły korzystny wpływ upraw GMO na środowisko. Wiele osób ze zdziwieniem zapewne czyta tego typu stwierdzenia. Jakim sposobem uprawy GMO mogą być korzystniejsze dla środowiska od upraw konwencjonalnych skoro wiadomo, że GMO to samo zło, a wiele osób obwieściło już wszem i wobec nadciągający koniec świata w związku z wprowadzeniem upraw transgenicznych zbóż. Chciałbym Państwa uspokoić, nasze wnuki (czy już może nawet dzieci), w niedalekiej przyszłości będą zastanawiać się jak to było możliwe, że zwalczano genetycznie modyfikowane rośliny. Zachęcam i Was do tego by w końcu stanąć po „zielonej stronie mocy”.

Wróćmy jednak do publikacji w Nature. Naukowcy z Chińskiej Akademii Nauk (CAS) w latach 1990-2011 przeprowadzili szereg badań dotyczących wpływu upraw bawełny Bt na środowisko. Chiny są największym producentem bawełny na świecie. Od roku 1970 do zwalczania najpoważniejszego szkodnika w uprawach tej rośliny, Słonecznicy orężówki (Helicoverpa armigera), zaczęto stosować insektycydy. Niestety, co nie było niczym zaskakującym, szkodnik ten uodpornił się w końcu na większość środków chemicznych, co spowodowało znaczny wzrost zużycia środków chemicznych w uprawach bawełny. Problem był na tyle poważny, że w roku 1997 Chiny bez większych problemów dopuściły do uprawy na swoim terytorium transgeniczną odmianę bawełny. W północnej części Chin, areał upraw bawełny GMO przekracza już 95%. Bawełna Bt zawiera geny kodujące białko Cry, które zapewnia jej ochronę przed słonecznicą. Toksyna ta działa bardzo specyficznie tylko i wyłącznie na dany gatunek szkodnika. W przypadku stosowania oprysków chemicznych, zazwyczaj ginie nie tylko szkodnik, ale wiele owadów niedocelowych.

Powszechnie uważa się, że wprowadzenie bawełny Bt do upraw okazało się dużym sukcesem, który przyczynił się do spadku zużycia insektycydów. W swych badaniach, naukowcy chcieli sprawdzić, czy dzięki adopcji transgenicznej bawełny spada zużycie insektycydów oraz w jaki sposób może to wpływać na populacje organizmów niedocelowych. Badano populacje trzech drapieżników owadzich: pająków, biedronek oraz sieciarek. Kolejnym aspektem badań, była ocena potencjalnego wpływu wzrostu populacji drapieżników owadzich na spadek liczby ich ofiar, które często są szkodnikami upraw. Innymi słowy czy przyczynia się do wzrostu biologicznej kontroli szkodników upraw. W tym celu oceniano liczebność populacji mszyc na polach sąsiadujących z polami bawełny Bt.

W latach 2001-2011 w stacji doświadczalnej, w prowincji Hebei prowadzono badania wpływu rodzaju uprawy na liczebność drapieżników owadzich. Nie stwierdzono istotnych różnic w ich liczebności pomiędzy uprawami bawełny Bt a konwencjonalnymi odmianami, z tym jednak że w obu przypadkach nie używano insektycydów. W ten sposób naukowcy potwierdzili, że sama uprawa transgenicznej bawełny nie wpływa w jakikolwiek sposób na niedocelowe organizmy. Porównano również liczebność owadów pomiędzy uprawami bawełny Bt, a bawełną konwencjonalną, w której używano insektycydów (czyli przy zachowaniu normalnej praktyki rolniczej). Jak nie trudno się domyśleć, w przypadku uprawy konwencjonalnej (czy wręcz tradycyjnej) bawełny, obserwowano znaczny spadek liczby drapieżników owadzich. Spadek ilości owadów był z kolei skorelowany ze wzrostem liczby mszyc.

W kolejnych doświadczeniach obejmujących lata 1990-2010, naukowcy oceniali wpływ upraw bawełny Bt na spadek zużycia insektycydów. Badania prowadzono w 36 lokalizacjach, w sześciu prowincjach. Okres badań obejmował lata w których nie uprawiano bawełny Bt (1990-1997), okres przejściowy gdy adopcja była na poziomie poniżej 95% (1998-2003) oraz okres gdy ponad 95% (2004-2011) areału stanowiły uprawy transgenicznej odmiany. Po wprowadzeniu w roku 1997 bawełny Bt do upraw zaobserwowano znaczny spadek zużycia insektycydów. W tym samym czasie znacząco wzrosła populacja drapieżników owadzich, co naukowcy ocenili jako pozytywny efekt adopcji transgenicznych odmian. Wzrost liczebności drapieżników był skorelowany ze spadkiem liczebności mszyc, która znacząco spadła.

Ostatnią rzeczą jaką oceniali naukowcy była ocena wpływu uprawy bawełny Bt na sąsiednie pola. W latach 2001-2011 badano liczebność drapieżników owadzich w uprawach trzech zbóż (soja, kukurydza i orzeszki ziemne), które sąsiadowały z transgeniczną bawełną. W tym przypadku, naukowcy obserwowali pozytywną korelację pomiędzy wzrostem liczebności drapieżników a uprawą bawełny Bt. A jak już wcześniej zaznaczono, dzięki temu spada znacznie liczebność szkodników takich jak mszyce. Jest to dowód na to, że bawełna Bt przyczynia się do wzrostu poziomu ochrony biologicznej upraw konwencjonalnych zbóż, które z nią sąsiadują.

Publikacja chińskich naukowców to kolejny dowód na to, że uprawy transgenicznych odmian zbóż, nie tylko nie szkodzą środowisku, ale wręcz wpływają na poprawę jego kondycji. Dzięki uprawie bawełny Bt znacznie spada zużycie insektycydów, co wiąże się z wieloma pośrednimi skutkami takimi jak: spadek zużycia paliwa, zmniejszenie erozji gleby, oszczędności dla rolnika, etc. Uprawa bawełny Bt nie tylko nie powoduje negatywnych skutków dla organizmów niedocelowych, ale wręcz chroni wiele owadów. Nie tylko przyczynia się to do wzrostu bioróżnorodności, ale zapewnia biologiczną ochronę dla upraw i to nie tylko samej bawełny ale również sąsiadujących pół konwencjonalnych.

Kolejny raz ponawiam pytanie. Czy to już czas najwyższy, by rolnictwo ekologiczne zaczęło korzystać z transgenicznych odmian zbóż? Nasuwa mi się również pewna myśl. Skoro organizacjom „ekologicznym” tak bardzo zależy na ochronie środowiska naturalnego, to dlaczego zwalczają tę technologię? Tylko dlatego, że jej nie rozumieją?

Widespread adoption of Bt cotton and insecticide decrease promotes biocontrol services,
Uprawy GMO mogą chronić środowisko naturalne

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. Zastanawiam się co będzie, kiedy szkodniki uodpornią się na Bt-toksynę… Powrót do oprysków insektycydami?

  2. Niedoczekanie żeby notorycznie łamiący prawa człowieka i zanieczyszczajacy środowisko kompulsywnie wznoszonymi metropoliami Chińczycy, uczyli kogokolwiek jak żyć na zielono. Wiarygodność ich badań a takze suwerenność/bezstronnosc naukowa tych badań sa wątpliwe, a nas powinny interesować informacje ze źródeł bliższych nam ideowo i kulturowo. Chinom można zbyt wiele zarzucić: ambicje imperialistyczne, brak poszanowania obywateli, polityczna zacietosc w walce o swoje racje i niedbalosc o ekosystem (Chiny jak wiemy nie kwapia sie do podpisywania pro- ekologicznych zobowiazan)!

    Ot i mamy następny propagandowy tekst w ktorym dominuje nieskrepowane dostrajanie faktow do osiagniecia swoich celów. Traci pan wiarygodność panie Zalewski.

  3. @Gronkowiec

    „Zastanawiam się co będzie, kiedy szkodniki uodpornią się na Bt-toksynę…”

    Jest wiele rozwiązań, włącznie z przedstawionym przez Pana. Można do takiej rośliny wstawić inny gen białka Bt (bo istnieje wiele białek Bt), na który szkodnik nie będzie odporny. Ważne przy zapobieganiu rozwijania odporności na toksynę Bt jest zachowanie odpowiedniej praktyki rolniczej.

    @W.Z.K.

    „Chiny jak wiemy nie kwapia sie do podpisywania pro- ekologicznych zobowiazan”

    Bo większość z nich niewiele ma wspólnego z „ekologią”, niestety. No ale to już odrębny temat.

    „tekst w ktorym dominuje nieskrepowane dostrajanie faktow do osiagniecia swoich celów.”

    To raczej chyba zarzut do czasopisma Nature? Najpoważniejszego i najlepszego czasopisma naukowego na świecie.

    „Traci pan wiarygodność panie Zalewski.”

    Ja tracę, Pan zyskuje. Chyba jakoś dam radę z tym żyć.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ WZ

    Człowiek uczy się całe życie.. nie wiedziałem że są różne Bt-toksyny (choć zastanawiam się, czy się nie pojawi odporność krzyżowa na podobnie działające białka).

    A z innej beczki: w przypadku roślin z Bt-toksyną nie dziwi, że ich uprawy są ekologiczne. Ale co z transgenicznymi roślinami odpornymi na glifosat? Czy ktoś badał jak ich uprawa wpływa na środowisko?

  6. @Gronkowiec
    Taka ciekawostka na początek. Rośliny odporne na herbicydy można również stworzyć za pomocą tradycyjnego krzyżowania (i są takie rośliny).

    Ostatnio byłem na spotkaniu Uniwersytetu Greenpeace i sporo czasu poświęciliśmy na rozmowę o glifosacie. Dla wszystkich środków chemicznych stosowanych w rolnictwie oblicza się tzw. współczynnik EIQ (Environmental Impact of Pesticides). Jest to ocena wpływu danej substancji na środowisko, zdrowie człowieka oraz konsumentów (skala od 0-100). Im wyższa wartość tym środek bardziej szkodliwy. Wartość tego współczynnika dla glifosatu to 15,33. A np. dla bakterii Bacillus thuringiensis, które używa się w rolnictwie ekologicznym wynosi 13,33. Glifosat jest jednym z najmniej szkodliwych środków chemicznych stosowanych w rolnictwie (tak wiem, ciężko w to uwierzyć). Tak więc korzystne jest zastąpienie np. trzech środków selektywnych do zwalczania chwastów, jednym i to mniej toksycznym.
    Oczywiście idealną sytuacją byłoby całkowite wyeliminowanie chemii. Co będzie bardzo trudne, choć być może inżynieria genetyczna nam to umożliwi.

    Tabela wartości EIQ. Proponuję zajrzeć na wartości EIQ dla fungicydów (od str. 3) i insektycydów (od str. 12). Często wartości te przekraczają wartość 50. Glifosat (str. 9), Bacillus thuringiensis – str. 12.

  7. @ WZ

    Kto by pomyślał że glifosat jest taki „eko” 🙂

    Ale wracam do pytania: jak się ma wpływ na środowisko upraw GMO odpornych na glifosat w porównaniu do upraw „tradycyjnych” (a jak w stosunku do upraw na których się w ogóle nie stosuje herbicydów? a jak w stosunku do upraw „ekologicznych”?). Sam fakt że glifosfat jest w miarę „łagodnym dla środowiska” środkiem nie znaczy że uprawy zalewane litrami glifosatu są środowisku przyjazne! Bo gdzieś tam z piątej reki słyszałem że wprowadzenie upraw GMO odpornych na glifosat znacznie zwiększa łączne zużycie herbicydów (co oczywiście nie musi od razu być złe, może lepiej użyć 2 tony czegoś z EIQ 15 niż 1 tonę EIQ 50.. ale chciałbym usłyszeć o wynikach rzetelnych badań!)

    @ W.Z.K

    To bardzo nie w porządku oskarżać konkretną grupkę naukowców o machlojki tylko dlatego, że rząd ich kraju jest wyjątkowo niedemokratyczny a ich kultura odmienna od naszej (co to w ogóle za argument, że są odmienni kulturowo i ideowo? To np kawy też nie powinniśmy pic, bo uprawiana jest w krajach o odmiennej kulturze od Polskiej?)

    Inna sprawa, że na ręce warto Chińskim naukowcom starannie patrzeć, bo zapewne są tam rządowe naciski, aby GMO okazało się „eko-friendly”… Ale zgaduję że redaktorzy z „Nature” o tym wiedzą.

  8. no, jesli towarzysze kapitalisci chinscy w ten sposob sie wypowiadaja,
    to sprawa jest prosta jak drut – zaden gen nie podskoczy!

  9. @Gronkowiec

    „Ale wracam do pytania: jak się ma wpływ na środowisko upraw GMO odpornych na glifosat w porównaniu do upraw „tradycyjnych””

    Może na szybko Raport z przed miesiąca str. 83.

    „a jak w stosunku do upraw na których się w ogóle nie stosuje herbicydów?

    A to takie są?

    „Sam fakt że glifosfat jest w miarę „łagodnym dla środowiska” środkiem nie znaczy że uprawy zalewane litrami glifosatu są środowisku przyjazne!”

    Tego oczywiście na myśli nie miałem. Choć warto po prostu wiedzieć, że w rolnictwie używa się nie tylko i wyłącznie glifosatu, a czasem odnoszę wrażenie jakby wielu przeciwników tego środka tak uważało.

  10. @WZ

    A to takie są?

    – a uprawy ekologiczne? Tam nie stosuje się syntetycznych herbicydów, o ile mi wiadomo!

  11. @gronkowiec „co to w ogóle za argument, że są odmienni kulturowo i ideowo?” Taki ze kierunek rozwoju ktory pasuje im, niekoniecznie pasuje nam. To chyba oczywiste, ale widzę ze Pan częsciej przebywa w towarzystwie bakterii niz ludzi skoro zadaje takie banalne pytania. Chiny różnią sie od Polski: terytorialnie a co za tym idzie nieporównywalnie większymi zasobami gospodarek ludzkich a w efekcie tania sila robocza z ktorej korzystaja juz -niestety- wszyscy globalni gracze, ogromem inwestycji gl. Afryka i Am. Pd, no i ta szeroko pojętą kultura (etyka pracy, hierarchia, brak swobodnego dostępu do wolnych mediów i zakaz krytykowanie polityki, a to tylko niektóre różnice). Naukowcy – tez ludzie i obywatele – nie zwalniajmy ich z obowiązku określenia swojego stanowiska wzgledem niesprawiedliwości i notorycznego odgornego łamania praw w ich własnym kraju. Jak to sie ma do GMO? Oprócz dylematów etycznych związanych ze współpraca z Chinami, Zachodniego przymykania oczu na agresywna i zachłanna ekspansje, z takich przyziemnych spraw to rzad Chin ma przeciez za zadanie wyżywić kraj o populacji 10 razy większej niż Polska, ich priorytety sa inne niz w krajach z nadprodukcja i, tak naprawdę, samowystarczalnych (patrz ostatnie Polskie tabele resortu rolnictwa i rybołówstwa na stronach EU). Dodam jeszcze ze nie kwestionuje Nature tylko zwracam uwagę na szerszy kontekst ktory przez ‚specjalistów’ w ‚jakiejś waskiej dziedzinie’ jest szokująco często pomijany. Proszę nie spłycać mojego komentarza glupawymi wstawkami o kawie to nie forum onetu.

  12. @W.Z.K.

    Tak, ja rozumiem że Chiny to kraj zupełnie inny niż Polska. I zgadzam się że priorytety, potrzeby, plany a nawet spojrzenie na świat rządu Chińskiego są diametralnie różne od tych jakie my mamy w Polsce. A nawet zgadzam się, że kultura pracy Chińskich naukowców jest zapewne inna niż Polskich.

    Tyle że to nie rząd Chiński te badania prowadzi, tylko właśnie Ci naukowcy. i nawet jeśli np siedzą w pracy w odróżnieniu od nas przez 20 godzina na dobę, to i tak nie zmienia to wyników. Jeśli zasiali rośliny GMO na jednym polu, rośliny tradycyjne na drugim, a potem policzyli owady na obu polach – to nieważne w co wierzą, jakie mają ideały, ile godzin siedzą w pracy, tak czy siak na liczbę owadów nie ma to żadnego wpływu.

    A co do bakterii – może faktycznie za dużo się z nimi zadaję, ale dzięki temu widzę ze rosną one tak samo, nieważne czy eksperyment robi mój kolega z krzyżykiem na szyi, czy kolega który kilka razy dziennie robi przerwę żeby modlić się do Allacha, czy nawet kolega z Indii. Ani bakterie ani owady na polu nie pytają o przekonania i kulturę naukowca, im naprawdę wszystko jedno 🙂

  13. ok @gronkowiec masz racje z liczeniem ale chyba zdajesz sobie sprawę z tego ze takie liczenie tez może być naginane żeby usprawiedliwić jakieś tam założenia i potrzeby? Takim przykładem uświecania środków są ostatnie wolty ekonomistow i brokerow na wall street. Niby miało być naukowo, systematycznie i racjonalnie czyli w myśl abstrakcyjnych teorii ekonomistów a wyszło tak ze do tej pory odczuwamy skutki nietrafionych ‚wyliczen’ i spekulacji danymi. Idąc tym tropem, Chiński naukowiec nie żyje w wieży z kości słoniowej, gdzie sobie spokojnie krzyżuje szczepy i liczy komary. Niestety nauka nie jest wolna od ludzkich ambicji, nie jest wartością sama w sobie, ma wartość rynkowa i naukowcy chyba sa świadomi tego w czym biorą udział.

  14. Towarzyszom chińskim udało się dokonać znacznie większego odkrycia. Modyfikacje genetyczne wszystkiego co się da pozwoliły na wyprodukowanie przez rośliny toksyny, która działa bardzo specyficznie tylko i wyłącznie na Monsanto.
    Kolejnym aspektem odkrycia był wzrost populacji drapieżników i ich wpływ na spadek liczby ich ofiar. W Tybecie wszystkie wyginęły. Świat oczekuje na nowe odkrycia Monsanto.

  15. A w tym samym czasie we Włoszech zniszczono ośrodek eksperymentalny, który zamował się drzewami GMO (oliwki, wiśnie, kiwi).
    http://blogs.nature.com/news/2012/06/italian-anti-gm-group-wins-destruction-of-30-year-old-olive-tree-project.html

    Co robić.

    OT: jak miło zobaczyć „przepisz tekst z obrazka” a tam jak byk stoi
    E MC2…

  16. Dla zwolenników obcej literatury polecam:
    Association of financial or professional conflict of interest to research outcomes on health risks or nutritional assessment studies of genetically modified products
    http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0306919210001302

    A w tym artykule o chińskiej uprawie GMO-bawełny napisał autor zupełnie coś innego.
    Scientists call for GM review after surge in pests around cotton farms in China
    http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0306919210001302

    Polecam jednocześnie:

    Emily Waltz, Nashville, Under wraps, nature biotechnology volume 27 number 10 october 2009, http://www.emilywaltz.com/Biotech_crop_research_restrictions_Oct_2009.pdf

    Do Seed Companies Control GM Crop Research? Scientists must ask corporations for permission before publishing independent research on genetically modified crops. That restriction must end, August 13, 2009
    http://www.scientificamerican.com/article.cfm?id=do-seed-companies-control-gm-crop-research
    http://www.scientificamerican.com/article.cfm?id=do-seed-companies-control-gm-crop-research&page=2

    Association of financial or professional conflict of interest to research outcomes on health risks or nutritional assessment studies of genetically modified products. Johan Diels, Mario Cunha, Célia Manaia, Bernardo Sabugosa-Madeira, Margarida Silva , Food Policy 36 (2011) 197-203 http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0306919210001302

  17. @dr RA Śniady

    Witam serdecznie

    Niewiele Pan napisał, ale wnioskuję z podesłanych linków, iż uważa Pan, że nie ma wiarygodnych badań nad bezpieczeństwem GMO bo naukowcy są w jawnym konflikcie interesów, a rzetelnych badań prowadzić nie można bo sektor prywatny je uniemożliwia i dopuszcza tylko te, które są po ich myśli. Skąd zatem publikacje takich osób jak prof. Seralinii tego nie wiem, ale nieważne.

    A jakby Pan miał siebie ocenić, to jak by Pan to widział. Jest Pan członkiem organizacji Koalicja Polska Wolna od GMO (byłym czy jeszcze obecnym członkiem komisji sterującej?), która zrzesza głównie przedstawicieli nazwijmy go „przemysłu ekologicznego” (producenci-rolnicy, producenci żywności, sprzedawcy, etc.). Czy nie uważa Pan, że to typowy przykład konfliktu interesów?

    Wróćmy jednak do publikacji na którą Pan umieścił. (Nie wiem czy zwrócił Pan uwagę, ale trzy razy umieścił Pan link do tej samej publikacji, odnosząc się jednak do zupełnie innych kwestii).

    O tyleż ciekawa to publikacja co i dziwna. Jednym słowem autorzy dowodzą, że część publikacji dotyczących badań nad bezpieczeństwem GMO jest w jawnym konflikcie interesów.

    Mam kilka spostrzeżeń co do tej pracy:

    – naukowcy przeanalizowali tylko 94 prace naukowe z lat 1996-2009 – podejrzanie mało. Wybrali je spośród 2363 prac. Być może powinni jednak rozszerzyć zakres badania?
    z 94 prac tylko 9 było finansowanych lub współfinansowanych przez sektor prywatny – z tego co wiem, to Pana organizacja twierdzi, że zdecydowana większość prac sponsorowana jest przez sektor prywatny, tak więc wyniki troszkę podważają wasze twierdzenia.
    – w 44 pracach (z 94) wykazano, że występował konflikt interesów choćby jednego autora.
    – co ciekawe naukowcy nie stwierdzili korelacji pomiędzy źródłem finansowania badań, a ostatecznym rezultatem badań (pozytywny dla gmo, czy negatywny), choć dalej piszą, że jest związek pomiędzy występowaniem konfliktu interesów a rezultatami badań.
    Autorzy piszą: „Despite this overall significant result, the data used did not show a connection between funding source and article outcome.”

    I jeszcze ciekawe zdanie:

    “The presence of COI [konflikt interesów] in scientific research does not imply actual behavior of study authors. But it does present a risk that the study outcome may be improperly influenced.”

    Czyli, że źródło finansowania nie wpływa na zachowanie naukowców, ale istnieje ryzyko negatywnego wpływu na wyniki?

    – na koniec mój największy zarzut. Autorzy nie umieścili żadnej listy publikacji o których piszą (ja przynajmniej takiej listy nie widziałem). Moim zdaniem było to wręcz niezbędne i dziwne, że tego nie zrobili. Ciężko ocenić i sprawdzić czy rzeczywiście w tych publikacjach istniał konflikt interesów, czy może była to subiektywna ocena autorów. Bo mimo wszystko kryteria mieli dosyć skomplikowane.

    Publikacja ta według mnie wcale nie potwierdza aby konflikt interesów stanowił „problem” w badaniach nad GMO. Jest to pierwsze tego typu doniesienie, które nie jest jednoznaczne. Jedyne co można stwierdzić z całą pewnością to, że występuje takie zjawisko jak konflikt interesów. Tylko czy ktoś temu zaprzecza?

    „A w tym artykule o chińskiej uprawie GMO-bawełny napisał autor zupełnie coś innego.”

    Najpierw prawidłowy link.

    Ciekawy artykuł, który wręcz wspiera pracę naukowców chińskich. Bardzo celnie skomentowała go jedna z osób w komentarzach, że tytuł artykułu powinien brzmieć „Bawełna Bt masowo zwiększa bioróżnorodność w uprawach”. Chyba o to walczy Pana organizacja?

    Naukowcy chińscy wykazali, że dzięki uprawom bawełny Bt (=redukcji oprysków) zwiększyła się populacja organizmów niedocelowych. A że niektóre z nich muszą coś jeść to przenoszą się na pola sąsiadów.

    „Before switching to GM cotton, farmers used more broad-spectrum insecticides to kill bollworms and other pests. But as more farmers began growing Bt cotton, their use of sprays declined, leading to a steady rise in pests, including mirid bugs.
    Over the decade-long study, cotton farms flipped from being a grave for mirid bugs to a source of the pests, where populations grew rapidly and then spilled out to feed on a variety of flowering crops in neighbouring farms.”

    “Polecam jednocześnie:
    Emily Waltz, Nashville, Under wraps…

    No tak, już o tym pisaliśmy na blogu. Przywołał Pan sprawę z roku 2009. Grupa 23 entomologów w USA zaprotestowała przeciw temu, że firmy wymagają by naukowcy podpisywali z nimi specjalne umowy/oświadczenia dotyczące badań nad GMO. Do roku 2009, ani potem żadni inni naukowcy zastrzeżeń nie zgłaszali, a badania trwały i publikacje się ukazywały. Entomolodzy twierdzili, że to ogranicza w jakiś sposób niezależność badań. Nie wspomniał Pan o tym, że większość uniwersytetów amerykańskich takowe umowy miała podpisane i nikt z tego powodu problemów nigdy nie robił.

    Po co były te umowy? Były dwie główne kwestie, zapewnienie odpowiedniego poziomu badań, tak by zachowywano odpowiednią praktykę laboratoryjną. Drugi to oczywiście związany z patentami. Firmy po prostu chciały wiedzieć, czy ktoś nie wykorzystuje ich nasion, np. w celu wyprowadzania własnych odmian. Przypadki, że firmy odmawiały udostępnienia nasion były pojedyncze (o czym Pani Waltz pisze).

    Po tej „sprawie”, sytuacja się zmieniła i obecnie naukowcy z USA takowych umów podpisywać nie muszą. O czym już Pan nie wspomniał.

  18. @WZ-„Oczywiście idealną sytuacją byłoby całkowite wyeliminowanie chemii. Co będzie bardzo trudne, choć być może inżynieria genetyczna nam to umożliwi.”-prosze sie zastanowic co Pan napisal. To oznaczaloby stworzenie organizmu, ktory doskonale radzi sobie w srodowisku, nie ma zadnych naturalnych wrogow, wypiera organizmy dziko zyjace! Ostroznie z marzeniami, moga sie spelnic.

  19. Akurat dziś wypatrzyłem ciekawy tekst o bawełnie Bt (a raczej o możliwym kłopocie): http://www.sciencedaily.com/releases/2012/06/120620133359.htm

  20. mnbvcx
    21 czerwca o godz. 7:20

    „To oznaczaloby stworzenie organizmu, ktory doskonale radzi sobie w srodowisku, nie ma zadnych naturalnych wrogow, wypiera organizmy dziko zyjace!”

    Tak, To oznaczałoby stworzenie organizmu, który doskonale radzi sobie w środowisku, nie ma żadnych naturalnych wrogow, wypiera organizmy dziko żyjące na polu
    uprawnym.
    Bo rozmawiamy o roślinach które poza polem uprawnym nie żyją.
    To lepiej, żeby miały naturalnych wrogów których zwalczamy opryskami i eliminujemy, czy lepiej żeby ich nie było i nie trzeba by było pryskać?
    Znane mi gatunki inwazyjne nie powstały w laboratoriach GMO, znasz przykłady takich?

  21. @gospodarz:
    bo szczerze mowiac, to ja jestem gotow cyrograf podpisac,
    aby uratowac pasieke sasiada, wiec przepraszam, ze nie na temat,
    ale co maja do powiedzenia genetycy na temat apokalipsy pszczol?

  22. @mnbvcx

    „Ostroznie z marzeniami, moga sie spelnic.”

    To nie marzenia, raczej chłodna ocena sytuacji. Wydaje mi się, że to kwestia czasu i ograniczeń technologicznych oraz odpowiedniego poziomu wiedzy.

    Mimo wszystko ciekawe spostrzeżenie. Można pewnie długo by o tym dyskutować, czy taki organizm od razu musi stanowić zagrożenie dla środowiska naturalnego, pole to nie las czy łąka. Jednak jeśli nawet teoretycznie założyć, że taką roślinę da się otrzymać, która jest odporna na szkodniki, choroby i jeszcze sama zwalcza konkurencyjne gatunki, to chyba rzeczywiście można obawiać się, że trudno byłoby ją kontrolować, choć nie koniecznie taka roślina musiałaby sobie dobrze radzić poza polem uprawnym, jak zauważył @parker. Jednak nie jestem pewien czy nawet jeśli uzyskamy taką roślinę, to czy ktokolwiek zgodziłby się ją uprawiać bez posiadania jakiejś technologii pozwalającej nam panować nad tą rośliną. Takie technologie już istnieją. Sławne geny „terminatory”, które nie pozwalają nasionom na kiełkowanie, co jest sposobem na uniknięcie rozprzestrzeniania się roślin. Technologia ta wywołuje jednak sporo kontrowersji więc nie jest stosowana w sprzedawanych odmianach. Bawiąc się w przewidywania, można pewnie użyć wielu sposobów, które by umożliwiały kontrolę nad takimi roślinami, a które nie powodowałyby, że są sterylne. Może wprowadzenie jakiegoś genu, który byłby aktywowany za pomocą jakiejś substancji, a którego ekspresja powodowałaby sterylność? I w przypadku gdy nam roślina „uciekła” z pola, robimy oprysk środkiem aktywującym dany gen i roślina umiera. Może zastosowalibyśmy również geny, które pozwalałyby na selekcją pozytywną. To znaczy, że roślina taka rosłaby tylko w przypadku gdyby np. była opryskana jakąś substancją. Bez tej substancji nie mogłaby lub słabo by się rozwijała? A może rośliny będa same rozpoznawać czy jeszcze są na polu czy już może poza nim i ewentualnie będą uruchamiać odpowiednie procesy (teraz to mnie poniosło).

    Chciałbym jednak uspokoić, że otrzymanie takiej rośliny może być bardzo trudne i jeśli to w ogóle się uda to jeszcze długa droga przed nami. A w tym czasie zapewne będziemy dysponowali takimi technologiami, że nawet ciężko to sobie wyobrazić. Być może w ogóle nie będziemy potrzebować ogromnych pól uprawnych. No ale tu już wkraczamy w sferę fantastyki naukowej.

    @mall

    Czytałem o tym. Zabawne jednak jak ta publikacja wywołała wręcz popłoch w szeregach przeciwników GMO. Oto dowiedzieli się, że szkodniki mogą się uodparniać na toksynę Bt. Ani to jakieś zaskakujące, ani rewelacyjne. Jakiego sposobu na walkę ze szkodnikami, chwastami nie wymyślimy, to z czasem będą one przełamywane. Nikt nigdy nie twierdził, że to nie nastąpi, wręcz przeciwnie.

    No i nie jest to oczywiści pierwsze doniesienie na ten temat, bo już w roku 2003 odnotowano takie owady.

    Samej publikacji nie czytałem. Czytałem abstrakt i wypowiedzi autorów z linku, który Pan podesłał. Badania dotyczą mechanizmu uodparniania się szkodnika na toksynę Bt. Jest to ciekawe bo może wnieść sporo informacji na ten temat i ułatwić w przyszłości radzenie sobie z tym problemem.

    Ciekawa jest jednak informacja o tym, że w niektórych przypadkach cecha odporności może być dominująca, a to oznacza że łatwo może się rozprzestrzenić wśród populacji szkodników. Nie ma jednak informacji, jak często cecha ta występuje u szkodników. Zwykle odporność jest cechą recesywną i aby została przekazana potomstwu muszą połączyć się komórki płciowe dwóch owadów odpornych. A żeby to uniemożliwić stosuje się tzw. taktykę „uchodźców”. Sadzi się po prostu na polu część roślin nie zawierających genów Bt, na których szkodniki mogą spokojnie żerować przez co zdecydowanie przeważają liczebnie nad osobnikami, które wykształcają odporność i poprzez krzyżowanie się z nimi, powodują, że cecha ta nie jest przekazywana na potomstwo.

    Jak autorzy publikacji zaznaczają. Pomimo dużego osetka adaptacji bawełny Bt w północnych Chinach (pow. 90%), rolnicy nie zgłaszają problemów ze szkodnikami (a uprawiają bawełnę już 15 lat).

    @byk

    „ale co maja do powiedzenia genetycy na temat apokalipsy pszczol?”

    Jeszcze chyba za wcześnie na ogłaszanie apokalipsy. Nasz Minister Rolnictwa oraz Prezes Polskiego Związku Pszczelarzy twierdzili na konferencji, że mamy najwięcej pszczół od 2003 roku, ale kto by im wierzył. Niemniej problem jest poważny.
    Wydaje się, ze głównym sprawcą jest wirus zdeformowanych skrzydeł (DWV) roznoszony przez roztocza.
    Nie słyszałem jednak by pracowano nad genetycznie modyfikowanymi pszczołami, jeśli o to Pan pyta, choć może byłby to dobry sposób na to by wprowadzić geny odporność na wirusa. Trwają prace z zastosowaniem innych technik inżynierii genetycznej, choć nie polegające na transformacji pszczół. Najbardziej zaawansowane (chyba) prowadzi firma Beeologics (właścicielem jest Monsanto). Opracowują oni szczepionki przy użyciu zjawiska interferencji RNA, za pomocą którego można np. wyciszać („wyłączyć”) ekspresję genów, ale również zwalczać wirusy. Dotarłem do publikacji, w której przeprowadzano pierwsze wielkoskalowe testy z wykorzystaniem szczepionek tego typu i wyniki są obiecujące KLIK.

  23. @gospodarz:
    dziekuje za odpowiedz;
    jesli w polsce pszczelarstwo ma sie tak dobrze, to sie ciesze;
    w kraju w ktorym mieszkam niestety nie jest najlepiej.

  24. Drogi @byku
    Nie rozumiem Twoich problemów. W kraju żółtego oka, który właśnie wykończył, a może zjadł wszystkie pszczoły, za pszczółki zatrudniają się jeszcze żywi bezrobotni. Nie wiem, dlaczego, ale szczególnie sady gruszkowe dają zatrudnienie tysiącom takich pszczółek, którzy w czasie kwitnienia całują pyłkiem każdy kwiatek na drzewie. Kiedy już kraj żółtego oka wykupi za drobne Twoją nową ojczyznę i zrobi tam własny porządek, będziesz miał zajęcie na świeżym powietrzu.

    Uniwersytet w Hannoverze (to ci Germańcy) prowadzi badania nad pokojowym wykorzystaniem mini-dron z laserami. Chmara dron (z Media-Markt?) przelatuje nad polem kukurydzy, kamery wykrywają kiełkujące chwasty i impulsy laserowe je niszczą. Na razie problem polega na dobraniu mocy lasera: zbyt słaby impuls wspomaga wzrost chwastów. Moja wątpliwość: Amerykanie zamiast laserów chcą użyć rakiet. Na dodatek istnieje szansa, że przeciwnicy z Attac dorwą się do takich dron i nauczą rozpoznawać rośliny genetycznie zmodyfikowane. Zalewski zapłakałby się na śmierć.
    Pozdrawiam

css.php