16.05.2012
środa

Rosja obiera kurs ku biotechnologii

16 maja 2012, środa,

W ostatnim czasie miały miejsce dwa wydarzenia, które świadczą o zmianie nastawienia władz rosyjskich nie tylko do samej biotechnologii ale również do genetycznie modyfikowanych organizmów. Czyżby nasi bracia zza wschodniej granicy zaczęli dostrzegać potencjał drzemiący w inżynierii genetycznej?

24 kwietnia 2012 roku Władimir Putin sygnował swym podpisem realizację projektu o nazwie „Kompleksowy Program Rozwoju Biotechnologii w Rosji 2012-2020„. Rosja planuje stać się jednym z liderów w dziedzinie biotechnologii oraz zamierza stworzyć szeroki i konkurencyjny sektor bioekonomii. Razem z rozwojem nanotechnologii oraz technologii informatycznych ma to przyczynić się do modernizacji oraz zwiększenia konkurencyjności rosyjskiej gospodarki.

Realizacja projektu odbywać się będzie w dwóch fazach rozłożonych na lata 2012-2015 oraz 2016-2020. Na ten cel Rząd Rosji przeznaczy „drobne” 40 mld dolarów (1,18 tryliona rubli). W biotechnologię rolniczą Rząd ma zamiar zainwestować 200 mld rubli. Na pozostałe działy biotechnologii przeznaczono następujące sumy: bioenergetyka – 367 mld rubli, biotechnologia przemysłowa – 210 mld, biomedycyna – 150 mld, biofarmaceutyki – 106 mld, biotechnologia morza – 70 mld, biotechnologia leśna – 45 mld, biotechnologia środowiskowa – 30 mld.

Projekt przewiduje rozwój nowych odmian zbóż w oparciu o osiągnięcia biologii molekularnej w tym inżynierię genetyczną. Obecnie Rosja praktycznie nie prowadzi badań nad nowymi odmianami zbóż odpornych na suszę, szkodniki, choroby, niekorzystne warunki środowiska, etc., w których wykorzystywano by najnowsze osiągnięcia biotechnologii. Bez tego, rolnictwo rosyjskie będzie coraz mniej konkurencyjne na światowych rynkach.

Kolejnym wydarzeniem świadczącym o złagodzeniu podejścia Rosjan do GMO, jest niedawna decyzja władz Moskwy. W kwietniu rządzący stolicą Rosji zdecydowali, że producenci żywności, która nie zawiera GMO, nie będą musieli oznaczaj jej jako „Wolna od GMO!”. Etykieta taka została wprowadzona na terenie Moskwy w 2007 roku. Teoretycznie etykietowanie produktów nie było wymagane, ale producenci z uwagi na utrzymanie dobrych relacji z władzami Moskwy uznali, że będą się do przepisu stosować. Oznakowanie to było jednak wymagane w przypadku produktów zamawianych na koszt budżetu miasta.

Dmitriy Krasnov (Departament Handlu i Spraw Klientów), na wystąpieniu przed mediami, tak oto uzasadniał decyzję władz Moskwy:

1. Etykieta „Wolne od GMO” wprowadzała w błąd klientów, sugerując im, że produkty te mają jakieś korzystne cechy, nawet jeśli mogły zawierać szkodliwe dla zdrowia substancje.”

2. „Etykietowanie produktów stanowiło duże obciążenie miejskiego budżetu. W latach 2007-2011 miasto wydało na badanie 70000 próbek żywności ponad 170 milionów rubli (6 mln $). W roku 2008 – 3,9% próbek zawierało GMO, w roku 2009 – 0,14%, w roku 2010 oraz 2011 żadna próbka nie zawierała GMO.”

3. „Wymóg etykietowania stał w sprzeczności z prawem federalnym. Kontrolą produktów pod względem zawartości GMO zajmują się instytucje Ministerstwa Zdrowia oraz Federalny Urząd ds. Praw Konsumentów. Prawo federalne nakłada na producentów żywności wymóg znakowania, w przypadku gdy zawartość GMO przekracza 0,9%. Urząd ds. Monopolu również wyraził negatywną opinię co do etykietowania żywności, za naruszanie zasad konkurencji.”

Zniesienie wymogu znakowania żywności w Moskwie jako „Wolne od GMO” oraz wprowadzenie w życie projektu „Kompleksowy Program Rozwoju Biotechnologii w Rosji 2012-2020″ ilustruje nowy trend w społeczeństwie rosyjskim, polegający na osłabieniu sprzeciwu w odniesieniu do produktów otrzymywanych z genetycznie modyfikowanych organizmów.

12.05.2012
sobota

Laurka

12 maja 2012, sobota,

Rzecz będzie dotyczyć aktów wandalizmu skierowanych przeciw prowadzonym w Europie testom/badaniom genetycznie modyfikowanych zbóż. Moje ostatnie dwa wpisy o pszenicy odstraszającej mszyce oraz pszenicy zawierającej zwiększone ilości skrobi opornej, zainspirowały mnie do napisania tego tekstu. W jednym z przypadków aktywiści zniszczyli uprawy doświadczalne transgenicznych odmian, w drugim przypadku jak na razie tylko grożą, że to zrobią. Nie są to oczywiście odosobnione przypadki, gdy niszczy się poletka testowe zbóż GMO. Zastanawiałem się jednak jaka jest skala tego problemu i jakie są tego skutki. Docierając do kolejnych informacji na ten temat rosło moje przerażenie, jak bardzo działania aktywistów szkodzą rozwojowi nauki, a pośrednio również rozwojowi gospodarki europejskiej opartej o nowoczesne technologie.

Na jednym z polskich portali rolniczych, można przeczytać krótką notkę o tym, że w latach 2005-2010 zniszczonych zostało ok. 210 upraw GMO. Dane te dotyczą samych Niemiec. Wielu z nas pewnie uważa, że niszczone są tylko uprawy genetycznie modyfikowanych zbóż, których właścicielem są korporacje. Rzeczywiście duża część to pola doświadczalne firm agrobiotechnologicznych lub komercyjne uprawy rolników którzy uprawiają zboża GMO. Niestety, bardzo duży odsetek całości stanowią akty wandalizmu dokonane na poletkach doświadczalnych prowadzonych przez instytucje naukowe, finansowane przez podatników. W latach 1999-2010 odnotowano łącznie ponad 70 aktów wandalizmu dokonanych na polach, na których prowadzono doświadczenia finansowane przez publiczne instytucje naukowe. Te ponad siedemdziesiąt przypadków dotyczy tylko czterech krajów europejskich: Francji, Szwajcarii, Niemiec oraz Wielkiej Brytanii. Zapewniam, że liczba ta obecnie jest dużo większa.

We Francji, w 2006 roku zniszczono połowę z prowadzonych doświadczeń polowych zbóż GMO. Skutek jest taki, że obecnie nie prowadzi się w tym kraju żadnych testów genetycznie modyfikowanej odmiany kukurydzy. W Wielkiej Brytanii, w latach 2000-2008 zniszczono 41 pól doświadczalnych. Osiem z nich nie zostało wznowionych. W Niemczech, w roku 2009 również zniszczono 50% prowadzonych doświadczeń polowych transgenicznych zbóż. Do połowy roku 2011 zniszczonych zostało 6 z 16 miejsc, w których prowadzono takie badania. Wszystkie finansowane były przez niemieckie Ministerstwo Badań i Rozwoju, czyli przez podatników. Całkowita liczba prowadzonych testów transgenicznych zbóż w Niemczech spadła z 80 (2007 r.) do jedynie 16 (w roku 2011). I to w kraju o ogromnym potencjale naukowym, gdzie na badania pieniędzy się nie żałuje.

Dodać należy, iż zdecydowana większość doświadczeń miała na celu ocenę bezpieczeństwa testowanych odmian transgenicznych zbóż. Często właśnie tego typu badań domagają się przeciwnicy GMO, jednocześnie uniemożliwiając ich przeprowadzanie. Niektóre z doświadczeń zostały definitywnie zakończone. W niektórych z nich dochodziło również do aktów przemocy, np. pobicie ochroniarza próbującego zatrzymać aktywistów. Oczywiście zniszczenia pociągają za sobą niemałe straty finansowe wyceniane na dziesiątki tysięcy Euro.

Regulacje unijne dotyczące organizmów genetycznie modyfikowanych są najbardziej restrykcyjne na całym świecie. Szacuje się, że koszt rejestracji nowej odmiany na terenie Europy wynosi około 10 mln. Euro i trwa ok. 10 lat. Już z tego powodu na rejestrację nowych odmian transgenicznych zbóż stać jedynie duże i bogate firmy oraz korporacje. Działalność aktywistów oraz ich akty wandalizmu skutecznie odstrasza firmy przed prowadzeniem badań na naszym kontynencie. Instytucje naukowe nie za bardzo mają możliwości do przenoszenia swojej działalności poza granice kraju i są one zmuszone do jako takiego funkcjonowania w tym systemie.

Firmy agrobiotechnologiczne nie mają sentymentów i po prostu przenoszą działalność i ośrodki badawcze za granicę, najczęściej do USA lub Azji. Przykładem może być tu firma Monsanto, która zamknęła w roku 2003 ośrodek badawczy znajdujący się w Wielkiej Brytanii. Tak samo postąpiła w roku 2006 francuska firma Biogemma, przenosząc badania za ocean. W roku 2011 jedna wiadomość zdecydowanie ucieszyła przeciwników GMO, firma BASF zapowiedziała, że zamyka swoje laboratoria, w których prowadziła badania nad GMO, a dalsze prace rozwijać będzie poza kontynentem europejskim. Niektóre firmy, jak szwajcarska Syngenta, nawet nie próbowały stworzyć żadnego ośrodka badawczego w Europie. Są to na prawdę duże podmioty gospodarcze. Ile mniejszych firm zrezygnowało z inwestowania w tą technologię? Ile firm mogło w tym czasie powstać? Tego się już nie dowiemy.

Przeciwnicy wznoszą argumenty, że Europa uzależnia się od nasion transgenicznych zbóż wytwarzanych w amerykańskich firmach. Jak jednak w obecnych warunkach mają funkcjonować firmy biotechnologiczne w Europie? W jaki sposób mają rozwijać się kolejne, mniejsze podmioty gospodarcze zainteresowane tą technologią? Badania są drogie, rejestracja nowych odmian również, a na koniec i tak grupa aktywistów będzie niszczyć poletka doświadczalne transgenicznych zbóż. Europa posiada obecnie jedną z największych liczbę instytutów i uczelni na świecie, w których pracuje duża liczba utalentowanych ludzi z głowami pełnymi świetnych pomysłów. Kraje europejskie są bogate i dysponują dużymi środkami finansowymi, które przeznaczają na badania. Jest to niewyobrażalne i niewybaczalne wręcz jak marnowany jest potencjał drzemiący w naszych jednostkach naukowych. A na końcu wszyscy są zdziwieni, że USA, Chiny, Brazylia czy Indie powoli „odjeżdżają” Europie. Nikt jeszcze nie wymyślił lepszego sposobu na zwiększenie konkurencyjności gospodarki, jak inwestowanie w rozwój, badania i najnowocześniejsze technologie.

Field trials with GM potatoes and wheat destroyed,
Academic and governmental research on GMOs has been the target of numerous acts of vandalism in Europe,

9.05.2012
środa

Po co to GieEmO – pszenica i skrobia oporna

9 maja 2012, środa,

Skrobia jest polisacharydem, który rozkładany jest przez nasz układ pokarmowy na pojedyncze cząsteczki glukozy. Skrobia oporna, jest to frakcja tego polimeru, która nie ulega strawieniu w początkowych odcinkach przewodu pokarmowego (głownie dzięki dużej zawartości amylozy). Pełni ona istotną funkcję we właściwym działaniu jelita grubego i jest zaliczana do błonnika pokarmowego. Sprzyja rozwojowi korzystnej mikroflory bakteryjnej w jelicie grubym. Jej obecność ma pozytywny wpływ na prawidłowy przebieg metabolizmu, zwłaszcza na syntezę cholesterolu oraz trójglicerydów. Skrobia oporna ogranicza również rozwój raka jelita grubego, poprzez zmniejszenie ilości uszkodzeń DNA w komórkach okrężnicy, które są głównym powodem występowania tego schorzenia. Skrobia oporna występuje w takich produktach jak pełnoziarniste pieczywa, w niektórych zbożach, roślinach strączkowych, bananach, gotowanym ryżu, ziemniakach i makaronie.

Niestety nasza dieta bogata w białka i tłuszcze zawiera bardzo mało skrobi opornej, przez co zwiększa się zachorowalność na raka jelita grubego. Rak okrężnicy/jelita grubego to obecnie jedna z najpoważniejszych chorób cywilizacyjnych. W samej Australii diagnozuje się 30 nowych przypadków dziennie. To właśnie naukowcy z australijskiego ośrodka badawczego CSIRO podjęli się próby ulepszenia odmian zbóż tak, by zawierały zwiększone ilości skrobi opornej.

„Przebadaliśmy liczne formy skrobi opornej pochodzące z takich roślin jak kukurydza czy pszenica i potwierdziliśmy jej pozytywny wpływ na ograniczenie rozwoju raka jelita” – mówił Dr David Topping, który kieruje zespołem badawczym pracującym nad nowymi odmianami.

„Nasze badania sugerują, że zwiększenie ilości frakcji skrobi opornej w zbożach, mogłoby pozytywnie wpłynąć na zmniejszenie ryzyka zachorowalności ludzi na raka. Rozwój tego schorzenia jest powolny i od pierwszego uszkodzenia DNA, do rozwoju nowotworu mija ok. 15 lat. Im szybciej poprawimy skład naszej diety, tym lepiej dla nas.” – mówił Dr Trevor Lockett, lekarz onkolog i członek zespołu badawczego.

Zalecana ilość dziennego spożycia skrobi opornej wynosi 20 gram. Jest to ilość czterokrotnie większa od tego co obecnie zjadamy każdego dnia. Aby zapewnić dzienne zapotrzebowanie, należałoby jeść 3 pełne kubki gotowanej soczewicy.

Naukowcom udało się stworzyć tradycyjnymi technikami hodowli odmianę jęczmienia zawierającą zwiększone ilości skrobi opornej (komercyjna nazwa BarleyMax). Badacze zaplanowali również stworzenie genetycznie zmodyfikowanej odmiany pszenicy o podobnych cechach. Do tego celu wykorzystali zjawisko interferencji RNA (tzw. „wyciszania” genów) oraz inżynierię genetyczną. Naukowcy wyłączyli/wyciszyli w pszenicy ekspresję genu SBEI , który bierze udział w syntezie skrobi (odpowiadają za powstawanie amylopektyny). W wyniku wyciszenia obu genu, frakcja skrobi opornej w pszenicy zwiększyła się z 25% do 70%. Pierwsze zmodyfikowane rośliny uzyskano już w roku 2005. W roku 2009 naukowcy otrzymali zgodę na pierwsze testy polowe genetycznie modyfikowanych odmian.

Nie obyło się oczywiście bez protestów aktywistów, w czym wyróżniła się organizacja Greenpeace. Wczesnym rankiem, 14 lipca 2011 roku, członkowie tej organizacji, wyposażeni w wykaszarki, wtargnęli na pola doświadczalne i zniszczyli uprawy m.in. pszenicy, o której piszę. Dwójka sprawców została ujęta, a w zeszłym miesiącu przyznali się do zarzucanych im czynów wyrządzenia szkód o wartości 300 000$, za co grozi do 10 lat więzienia. Na szczęście, nie wpłynęło to ostatecznie na realizację projektu, który nadal jest kontynuowany.

Obecnie prowadzone są kolejne testy polowe (DIR111, DIR112) oraz doświadczenia na zwierzętach laboratoryjnych oraz świniach. Ukazała się niedawno publikacja zespołu, dotycząca wpływu diety opartej o genetycznie modyfikowaną pszenicę ze zwiększoną ilością skrobi opornej, na szczury laboratoryjne. Badania wykazały pozytywny wpływ żywienia modyfikowaną pszenicą na rozwój mikroflory bakteryjnej oraz skład kwasów tłuszczowych w jelicie. Stwierdzono również mniejszą ilość uszkodzeń DNA, które są główną przyczyną powstawania raka jelita grubego. Wyniki te zgodne były z wcześniejszymi doniesieniami tego zespołu, z roku 2006.

Naukowcy twierdzą, że pierwsze rośliny mogłyby trafić na rynek już w roku 2015.

Więcej informacji:
Resistant starch may offer potential to help protect against bowel cancer,
New wheat with a healthy future,
Risk Assessment and Risk Management Plan for DIR 093 – szczególnej uwadze polecam stronę nr. 3 oraz 12, można zobaczyć (i przeczytać) jak wyglądają poletka testowe genetycznie modyfikowanych odmian pszenicy.

3.05.2012
czwartek

„Nie niszczcie naszych badań naukowych”

3 maja 2012, czwartek,

Pisałem niedawno o pszenicy odstraszającej mszyce. Jest to odmiana, która zawiera gen β-farnezyny, związku chemicznego wytwarzanego przez mszyce oraz ponad 400 gatunków roślin dziko żyjących, które w ten sposób „uodparniają” się na tego szkodnika. Naukowcy z ośrodka badawczego w Rothamsted (Wielka Brytania), wykorzystali gen z mięty pieprzowej, który umieścili w pszenicy. W ten sposób rośliny te „odstraszają” mszyce, czyli swojego najpoważniejszego szkodnika. Nie trzeba w związku z tym używać sporej ilości insektycydów czyli „tradycyjnego” sposobu zwalczania mszyc. Przeprowadzone testy w szklarniach potwierdziły dużą skuteczność nowej odmiany. Kolejnym etapem mają być testy polowe, z których pierwsze zostały zaplanowane na ten rok.

W tym celu naukowcy zbudowali specjalne zabezpieczenia poletek doświadczalnych, które kosztowały ponad 100 000 funtów. Niestety nie wszyscy ucieszyli się z tej informacji. Szczególnie zmartwiona faktem przeprowadzenia testów polowych wydaje się być grupa skupiona pod nazwą „Take the Flour Back” (Odzyskajmy mąkę ?). Na 27 maja organizacja ta zapowiedziała przeprowadzenie protestu przed ośrodkiem badawczym Rothamsted. Aktywiści tej grupy zapowiedzieli również, że jeśli naukowcy nie zlikwidują poletek doświadczalnych, będą zmuszeni zrobić to sami. A z doświadczenia możemy wywnioskować, że zapewne dotrzymają słowa.

Groźbą tą bardzo przejęli się naukowcy prowadzący projekt nad nową odmianą pszenicy. Wystosowali oni list otwarty do członków organizacji „Take the Flour Back”, w którym wręcz proszą o nie niszczenie wieloletniego wysiłku ich pracy badawczej.

W liście tym piszą między innymi (tłumaczenie fragmentów listu):

„Zwracamy się do Was z apelem jako ekolodzy. Zgadzamy się z postulatem, że rolnictwo powinno działać w zgodzie z naturą, a nie przeciw niej i taki cel przyświeca naszym badaniom. Skopiowaliśmy w pszenicy naturalne zjawisko, które wykorzystuje mięta pieprzowa oraz ponad 400 innych gatunków roślin do walki z mszycami. W ten sposób możemy przyczynić się do znacznego zmniejszenia zużycia chemii w rolnictwie, czy przeciw temu protestujecie? Czy protestujecie tylko dlatego, że nowa odmiana to tzw. GMO?

Zaplanowane testy mają na celu ocenę skuteczności działania nowej metody w pszenicy. Na swojej stronie zamieściliście informację, że „nie wiadomo nawet, czy to nowe podejście w ogóle zadziała”. To oczywiście prawda, tylko jak mamy o tym się przekonać, skoro zamierzacie zniszczyć nasze doświadczenia? Często przywołujecie argument, że genetycznie modyfikowane odmiany są „niewystarczająco przebadane”, tylko jak mamy to zrobić skoro grozicie zlikwidowaniem poletek zanim uda nam się otrzymać jakiekolwiek informacje?

Nasze badania są finansowane ze środków publicznych. Zobowiązaliśmy się do niepatentowania nowej metody oraz uzyskanych odmian. Otrzymana pszenica nie stanie się własnością, żadnej prywatnej firmy. Jeśli potwierdzi się, że pszenica efektywnie odstrasza mszyce, będzie ona sprzedawana rolnikom z całego świata po minimalnych kosztach. Niestety wasze działania doprowadzają do tego, że tylko duże i bogate firmy mogą sobie pozwolić na bardzo kosztowne badanie nowych odmian GMO. W ten sposób sprzyjacie rozwojowi sytuacji, której jak mówicie staracie się zapobiec.

Chętnie porozmawiamy z Wami i podyskutujemy o prowadzonych doświadczeniach gdy pojawicie się w naszym ośrodku 27 maja. Wytłumaczymy rónież dlaczego uważamy nową odmianę pszenicy za korzystną dla środowiska naturalnego. Uszanujcie potrzebę zdobycia informacji na temat nowej odmiany, nad którą obecnie pracujemy. Prosimy nie niszczcie naszych badań.

Sam, jako naukowiec, podpisuję się pod tym apelem obiema rękami.

Naukowcy nie tylko wystosowali list otwarty ale również umieścili film w serwisie YouTube skierowany do aktywistów, w którym tłumaczą na czym polegają ich badania. Również w nagraniu proszą by nie niszczyć ich wieloletniego wysiłku. Apel odbił się dużym echem wśród wielu brytyjskich portali informacyjnych (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9,…).

Szybko na apel naukowców zareagowała organizacja „Take the Flour Back”, która w odpowiedzi wystosowała własny list otwarty skierowany do badaczy z ośrodka w Rothamsted. W liście tym podtrzymują swoje stanowisko, wskazując że badania nad nową odmianą pszenicy stanowią „lekkomyślne zagrożenie”. Stwierdzają również, że jeśli Rząd nie weźmie na siebie odpowiedzialności i nie rozwiąże zaistniałego „problemu”, zmuszeni będą do „wzięcia spraw we własne ręce”. Należy to rozumieć tylko w jeden sposób.

Zapewne nie dojdzie do żadnego porozumienia z aktywistami i należy spodziewać się, że swoje plany przekują w konkretne działania (niestety). Sprawa wydaje się być rozwojowa, jestem ciekaw co wydarzy się 27 maja w Rothamsted. Postaram się o tym poinformować.

Jeśli chcieliby Państwo przyłączyć się do apelu naukowców z Rothamsted, zachęcam do podpisania petycji on-line. Ja już to zrobiłem. W momencie gdy piszę tego posta, pod petycją widnieje już 2761 podpisów i liczba ta szybko się zwiększa.

Więcej informacji o nowej odmianie genetycznie modyfikowanej pszenicy znajdą Państwo TU.

27.04.2012
piątek

GMO Box Office – Kwiecień

27 kwietnia 2012, piątek,

Przegląd wydarzeń kwietnia.

TOP 3 wydarzeń miesiąca:

1. Raport: Socjoekonomiczne oraz środowiskowe skutki wprowadzenia upraw GMO w Brazylii, w latach 1996-2011 KLIK. W roku 2011, za każdy zainwestowany 1$ w nasiona GMO, rolnicy uzyskali 2,61$ przychodu (w przypadku uprawy kukurydzy), 1,59$ (soja) oraz 3,59$ (bawełna). Szacuje się, że dzięki uprawom GMO w kolejnych dziesięciu latach: 3,8 miliona ton CO2 nie zostanie wyemitowanych do atmosfery; o 149 miliardów litrów spadnie zapotrzebowanie na wodę; uniknie się wycinki 24 milionów drzew; 146 tysięcy litrów pestycydów nie będzie musiało zostać wylane na pola. KLIK2, KLIK3

2. 22 kwietnia obchodziliśmy Dzień Ziemi. W związku z tym kilka organizacji przedstawiło w jaki sposób biotechnologia przyczynia się do poprawy stanu środowiska, poprzez zmianę oblicza rolnictwa:
- Organizacja CropLife International zamieściła na YoyTube 34 filmiki/wywiady z rolnikami, z całego świata, ukazujące korzyści jakie daje stosowanie najnowocześniejszych technologii w rolnictwie KLIK.
- Z kolei Organizacja Przemysłu Biotechnologicznego (BIO) przedstawiła z okazji Dnia Ziemi krótką informację o wpływie upraw genetycznie modyfikowanych na poprawę stanu środowiska KLIK1, KLIK2

3. W Sejmie odbyła się konferencja naukowa „GMO w rolnictwie i produkcji żywności – szanse i zagrożenia genetycznej modyfikacji roślin i zwierząt” KLIK

Przegląd wydarzeń miesiąca z podziałem na kategorie:

Badania naukowe/Raporty:

1. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) opublikował raport dotyczący oceny wpływu upraw genetycznie modyfikowanej kukurydzy MON810 w roku 2010 na środowisko KLIK
Cytat: „EFSA’s Panel on Genetically Modified Organisms (GMO Panel) concluded that cultivation of the maize MON810 for the 2010 growing season had no adverse effects on human and animal health or the environment.”

2. Zakaz stosowania pasz genetycznie modyfikowanych sprawi, że podrożeją jaja, drób i wieprzowina – wynika z raportu Banku Gospodarki Żywnościowej. KLIK. Analitycy wskazują, że ewentualne utrzymanie zakazu używania pasz GMO nie ochroni konsumentów, gdyż będą oni nadal spożywali mięso z zagranicy wyprodukowane z udziałem takich pasz.

3. Publikacja w czasopiśmie PLoS. Białko Cry1Ab (toksyna Bt), obecne w transgenicznym ryżu, nie wywołuje negatywnego wpływu na pająki KLIK

4. Publikacja dotycząca przenoszenia się pyłku transgenicznych odmian ryżu na konwencjonalne odmiany oraz wpływ skali upraw na to zjawisko. KLIK Ilość wykrytego GMO na poletkach odmian konwencjonalnych nie przekraczała 0,1%.

5. Raport. Wprowadzenie do uprawy genetycznie modyfikowanej bawełny Bt w Indiach, ma pozytywny wpływ na zwiększenie plonów w gospodarstwach rolnych KLIK

Polska

1. Minister rolnictwa Marek Sawicki zapewnił na konferencji prasowej w Sejmie, że w Polsce zostanie wprowadzony zakaz upraw modyfikowanej kukurydzy MON 810. KLIK.

2. Eksperci Provimi: Jeśli w Polsce zostanie wprowadzony zakaz stosowania soi GMO, ceny pasz pójdą w górę. KLIK

3. Projekt zmian w ustawie o GMO trafił do konsultacji społecznych. Instytucje Naukowe, samorządy i inne organizacje przesyłają swoje uwago dotyczące nowego projektu KLIK

4. 1 stycznia 2013 roku wejdzie w życie zakaz importu transgenicznych pasz. W efekcie grozi nam lawinowy wzrost cen żywności. KLIK

5. Działacze Greenpeace rozmawiali z ministrem środowiska Marcinem Korolcem o wprowadzeniu zakazu upraw genetycznie modyfikowanych organizmów (GMO) w Polsce. Obie strony, jak poinformowały, są zgodne co do potrzeby wprowadzenia takiego zakazu. KLIK

6. Dialog o GMO. Ponad 340 komentarzy na temat GMO pojawiło się w ostatnich dniach na profilu KPRM w serwisie Facebook oraz w mailach do Kancelarii Premiera. Odpowiadamy na kolejną partię najczęściej zadawanych pytań. KLIK

7. PO chce przesunięcia stosowania pasz GMO do 2017 r. KLIK To znaczy, że będziemy nadal jeść te trujące GMO?

8. Odbyło się publiczne wysłuchanie projektu ustawy o nasiennictwie. Projekt m.in. utrzymuje zakaz wpisu do rejestru odmian roślin genetycznie modyfikowanych. KLIK

9. 26.03.2012 odbyła się konferencja „GMO szansą polskiej biogospodarki” zorganizowana przez Komitet Biotechnologii PAN. KLIK. W mediach jakoś o tym cicho.

10. Fotorelacja z Kawiarni Naukowej, która odbyła się w Centrum Nauki Kopernik. Tematem było oczywiście GMO KLIK

Europa

1. Francuscy plantatorzy oraz firmy nasienne odwołały się od niedawno wprowadzonego zakazu upraw kukurydzy MON810 do Sądu Najwyższego Francji, argumentując iż jest on nieuzasadniony oraz szkodliwy ekonomicznie. KLIK

2. W Wielkiej Brytanii zainicjowano nowy, finansowany przez Unię Europejską projekt rozwoju genetycznie modyfikowanych odmian zbóż ze zwiększoną tolerancją na suszę KLIK

3. Firma BASF kontynuować będzie testy polowe genetycznie modyfikowanych odmian ziemniaka w Europie, w związku z toczącymi się procesami autoryzacji odmian na kontynencie KLIK

4. Biotechnologia może przyczynić się do rozwiązania najpilniejszych potrzeb ludzkości. Wywiad ze specjalistą organizacji EuropaBIO KLIK

5. Czy obecnie istniejące w Unii Europejskiej, rygorystyczne regulacje dotyczące dopuszczania na rynek GMO będą jeszcze bardziej zaostrzone? KLIK

6. Trwa spór przed WTO pomiędzy USA a Unią Europejską w sprawie dopuszczania na rynek europejski genetycznie modyfikowanych organizmów KLIK Można powiedzieć, że przegrywamy.

Świat

1. Filipiny. Genetycznie modyfikowana kukurydza Bt okazała się sporym sukcesem, taka jest konkluzja po pierwszych dziesięciu latach uprawy tej odmiany. KLIK Powierzchnia upraw wzrosła z 11000 ha (2003r) do 690000 ha (2011r). Zużycie insektycydów spadło o 60%. Rolnicy również są zadowoleni z uzyskiwanych plonów.

2. Chiny. 26 marca przyszła na świat genetycznie modyfikowana owieczka „Peng Peng”, której komórki produkują większe ilości „zdrowszych” (nienasyconych) kwasów tłuszczowych KLIK

3. Nigeria. Uprawa bawełny Bt może przyczynić się do znacznego wzrostu wydajności upraw KLIK

4. Ghana. Specjaliści nakłaniają rolników by uprawiali genetycznie modyfikowane odmiany zbóż KLIK

5. Filipiny. Ruszyły testy polowe transgenicznego bakłażana Bt KLIK

6. Pakistan. Naukowcy zgodnie przyznają, że genetycznie modyfikowane zboża mogą przyczynić się do wzrostu bezpieczeństwa żywnościowego kraju. KLIK

7. Wietnam. Pierwsze testy polowe modyfikowanej kukurydzy zakończyły się sukcesem, uzyskano 30-40% wzrost wydajności produkcji w porównaniu do odmian konwencjonalnych KLIK

8. Izrael. Rosetta Green oraz Bayer Crop Science podpisały porozumienie w celu opracowania nowych odmian bawełny o większej produktywności w trudnych warunkach KLIK

9. Indie. Genetycznie modyfikowane banany ze zwiększoną ilością żelaza mogą pomóc w walce z „ukrytym głodem” KLIK

10. Japonia. Premier kraju zapowiedział utrzymanie zakazu upraw GMO wprowadzonego w roku 2005 KLIK

11. Chiny. Naukowcy otrzymali genetycznie modyfikowaną odmianę bawełny o zwiększonej długości włókien KLIK

12. Zambia. FAO zachęca rolników z Afryki do korzystania z upraw transgenicznych zbóż KLIK

13. Brazylia. Trwają wielkoskalowe testy genetycznie modyfikowanych komarów (do walki z dengą) KLIK

14. USA. Mleko transgenicznych kóz ma być szczepionką przeciw malarii KLIK

15. Chiny. Minister Nauki i Technologii dostrzegł potrzebę rozwoju własnych odmian transgenicznych zbóż i zapowiedział przyśpieszenie w rozwoju badań nad genetycznie modyfikowanymi roślinami KLIK

16. Uganda. Pierwsze genetycznie modyfikowane zboża zostaną wprowadzone w roku 2014 KLIK

17. USA. Planowane na przyszły rok, wprowadzenie na rynek nowej odmiany genetycznie modyfikowanej kukurydzy budzi spore kontrowersje KLIK

18. Spożycie jednego, genetycznie modyfikowanego ziemniaka może zapewnić dzienne zapotrzebowanie na witaminę C KLIK

Poczynania przeciwników GMO:

1. Kilkadziesiąt osób protestowało przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów przeciw uprawom GMO KLIK

2. W Nowej Zelandii, zniszczono poletka doświadczalne genetycznie modyfikowanych drzewek. Straty oszacowano na 400 000$ KLIK

3. W Wielkiej Brytanii mają się odbyć protesty aktywistów przeciw doświadczeniom polowym transgenicznej pszenicy odstraszającej mszyce KLIK Aktywiści zapowiedzieli, że jeśli badacze nie zlikwidują pól doświadczalnych, będą zmuszeni zrobić to sami KLIK

4. Kilkanaście osób protestowało przed Ministerstwem Rolnictwa przeciw GMO KLIK

Nie tylko GMO

1. Naukowcy otrzymali odmianę sorga, która nie akumuluje toksycznych substancji KLIK

2. Firma Bayer CropScience oraz KWS otrzymały odmiany buraka cukrowego odpornego na herbicyd. KLIK

Ciekawostki

1. Patrick Moore jeden z założycieli organizacji Greenpeace i jej były szef popiera GMO. Wyraził on również zdziwienie dlaczego obecnie organizacja ta zwalcza tę technologię, twierdząc że genetycznie modyfikowane zboża to: „jedno z największych osiągnięć naukowych jakich udało się dokonać społeczeństwu” KLIK

2. Rolnik pozywa swojego sąsiada za rzekome „zanieczyszczenie” jego upraw genetycznie modyfikowanym rzepakiem KLIK

3. Czas skończyć z kłamstwami dotyczącymi samobójstw w Indiach, które rzekomo miały być spowodowane uprawami bawełny Bt KLIK. Powierzchnia upraw tej odmiany wzrosła z 29tys. ha w roku 2002, do 11mln ha w roku 2011. Liczba rolników uprawiających bawełnę Bt wzrosła w tym czasie z 20tys. do 6mln. Odnotowano wzrost plonów od 31 do 63%. Zużycie insektycydów spadło o 25-55%. Zwiększył się przychód o 7800-30000 rupii z hektara. Zmiany te spowodowały, że Indie z importera stały się eksporterem bawełny. W tym czasie nie odnotowano choćby jednego przypadku, negatywnego wpływu bawełny Bt na zdrowie człowieka.

4. Jedne z najszybciej rozwijających się obecnie gospodarek świata, czyli Indie i Brazylia podpisały porozumienie dotyczące współpracy w rozwoju dziedzin związanych z biotechnologią KLIK. To dobrze, pojawia się kolejna perspektywa znalezienia pracy w zawodzie, dla absolwentów biotechnologii z naszego kraju.

5. „Przede wszystkim, największym nieporozumieniem jest traktowanie ekologii jako nauki o ochronie przyrody i nazywanie rozmaitych ruchów, które do tego zmierzają, ruchami ekologicznymi. Ekologia to w ogóle nie jest to, czym się zajmują organizacje w rodzaju WWF-u lub Greenpeace’u.”. Wywiad (także o GMO) z prof. dr hab. Piotrem Dawidowiczem (ekolog, UW) KLIK

6. Bill Gates wcieleniem Szatana? Wspiera szczepienia ochronne, popiera GMO… co jeszcze wymyśli ten heretyk? KLIK.

7. USA. Od roku 1980 duże i nowoczesne gospodarstwa stale zwiększają wydajność produkcji, przy jednoczesnym zmniejszeniu zużycia pestycydów, nawozów i zasobów wodnych KLIK

8. USA. DuPont zbudował za 40mln $ nowy ośrodek badawczy, w którym pracę znajdzie 400 naukowców. Ośrodek zatrudni biologów molekularnych, bioinformatyków oraz hodowców do opracowania nowych odmian transgenicznych organizmów. KILK Do roku 2020 firma DuPont ma zamiar przeznaczać tylko na badania dotyczące biotechnologii, rolnictwa i żywienia ok. 10 miliardów $. W Polsce na badania we wszystkich dziedzinach nauki, w roku 2012 przeznaczono… 6,37mld PLN (1,4mld z UE).

9. Sonda uliczna o GMO. KLIK Co oznacza skrót GMO? Odpowiedzi:
Pan nr.1 – „GMO… – General Motors, na przykład…”,
Pani nr.1- „Guzik Mnie Obchodzi…”
Pani nr.2 – „Gminna Organizacja Miejska…”
Przeprowadzono mały „eksperyment”. Ceny pomidorów na bazarze obniżono z 10zł za kilogram, na 3zł za kilogram, ale dopisano, że są to Genetycznie Modyfikowane Pomidory… rezultat bardzo ciekawy.

10. GMO – korzyści bez zagrożeń. Rozmowa z prezesem Polskiej Izby Nasiennej, doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego – prof. Karolem Duczmalem. KLIK

„Złote myśli” – czyli przegląd komentarzy na GMObiektywnie

1. @Andy „Czynicie zło, i to jest ZŁO w czystej postaci. Mam wielką nadzieję, że to zło, wcześniej czy później, w takiej lub innej formie do was wróci…”

2. @Stan „Myślę że ktoś kto zna temat nie musi otrzymywać dowodów ponieważ o nich wie. Robi pan z tego forum salę sądową na której jeżeli nie przedstawi się odpowiednich dokumentów to nawet jeżeli się ma rację, jest się przegranym. Prawda broni się sama nie potrzebuje dowodów. Każdy kto chce ją znaleźć to ją znajdzie.”

3. @ZWO „Mnie się wydawało, że blog w Polityce musi dotyczyć szerszych, politycznych i społecznych aspektów problematyki. A tu walka na linki i fityny, zwane rzeczowymi dowodami. Bez końca. „Zalewski” to chyba jakiś program komputerowy, jak sławna Eliza, która 35 lat temu na każde zdanie umiała tylko odpowiadać w kółko pytaniem, co to znaczy. Przechodziły tylko zdania: „Jesteś piękna”. Czysty ping pong. Zostawało tylko wyłączenie (się).”

Z uwagi na rozpoczynający się długi weekend majowy, kolejne wpisy dopiero po 6 maja…

22.04.2012
niedziela

Polowanie na czarownice trwa

22 kwietnia 2012, niedziela,

Wiele zarzutów jest kierowanych pod adresem genetycznie modyfikowanych zbóż i ich uprawy. W sumie, chyba żaden z nich nie jest poparty ani rzetelnymi dowodami, ani nie opiera się na racjonalnych przesłankach. Jednym z tego typu zarzutów, jest rzekome „ściganie” rolników przez korporacje, za „niezamierzone” uprawy GMO. Jako sztandarowy przykład podaje się tutaj osobę kanadyjskiego rolnika Percego Schmeisera, obecnie zwiedzającego świat i wygłaszającego prelekcje, na temat tego jak to jedna z korporacji na literę „M” się nad nim „wyżywała” ciągając go po sądach. Rolnik ten na swoich prelekcjach zapewne nie opowiada o tym, że 90% jego ponad 400 hektarowego pola stanowiły uprawy GMO (co jest technicznie niemożliwe do osiągnięcia bez umyślnej selekcji nasion). Rolnik ten pewnie nie chwali się również tym, że przegrał trzy sprawy sądowe, w trzech instancjach. Mimo przegranej, sąd nie zasądził żadnej kary finansowej za ewidentne naruszenie prawa patentowego i nielegalnego korzystania z nasion GMO.

Niedawno został również oddalony pozew grupy rolników organicznych z USA, którzy starali się wnieść sprawę do sadu przeciw firmie na literę „M” twierdząc, że firma ta może ich „ścigać”, jeśli nieumyślnie na ich polu pojawią się nawet niewielkie ilości odmian GMO. Sąd odrzucił pozew uzasadniając, że ma on na celu jedynie „wywołanie kontrowersji” wokół tematu, który de facto nie istnieje. Nie udało się bowiem powodom, przedstawić ani jednego przypadku, w którym to rzekomo korporacja ta w jakikolwiek sposób i kiedykolwiek „ścigała” rolnika za to, że na jego polu pojawiłyby się niewielkie ilości odmian GMO. Jednym słowem chodziło o narobienie medialnego szumu wokół sprawy.

A jak to działa w drugą stronę? Toczy się obecnie we włoskim sądzie sprawa przeciw Panu Giorgio Fidenato. Rolnik ten w kwietniu 2010 roku, publicznie przyznał, że na swoim polu uprawia ok. 5 hektarów kukurydzy MON810. Po tej kontrowersyjnej deklaracji, aktywiści zwalczający GMO, zniszczyli siedzibę organizacji, której rolnik jest prezesem. Natomiast władze, nakazały policji zajęcie dwóch pól rolnika jako dowodu w sprawie. Uprawy na jednym z nich zostały jednak zniszczone przez aktywistów zanim zjawili się na nim funkcjonariusze. Kukurydza z drugiego pola, którego nie udało się zniszczyć, została zebrana i obecnie jest przechowywana, do czasu zapadnięcia prawomocnego wyroku. Zależnie od decyzji sądu zostanie ona zwrócona rolnikowi lub zniszczona.

Pan Giorgio Fidenato oskarżony jest o złamanie dekretu 212/2001, który nie został zatwierdzony przez Komisję Europejską, a który zmusza rolników włoskich do dodatkowych etapów autoryzacji jakichkolwiek upraw GMO w tym kraju. Rolnicy muszą uzyskać specjalną zgodę Ministerstwa Rolnictwa jeśli chcą uprawiać kukurydzę MON810 (jak do tej pory nie wydano ani jednej decyzji na „tak”). Wielu z nich uważa, że jest to niezgodne z europejskim prawem.

Sprawa przeciw nieposłusznemu rolnikowi rozpoczęła się w lutym 2011 roku. Przeciw Giorgio Fidenato wystąpiło jednocześnie pięć organizacji: region Friuli, prowincja Pordenone, Coldiretti (największy związek rolniczy we Włoszech), Slow Food oraz Codacons (organizacja konsumencka). Rolnikowi grozi kara pozbawienia wolności na czas od 6 miesięcy do 3 lat oraz grzywna w wysokości 50 000 €. Linia obrony zbuntowanego rolnika jest taka, że prawo wspólnotowe zezwala na uprawy GMO na terenie całej Unii Europejskiej, a regulacje włoskie są sprzeczne z prawem unijnym. Pan Giorgio Fidenato, złożył również pozew przeciw organizacji, której aktywiści zniszczyli siedzibę jego stowarzyszenia oraz zniszczyli jego uprawy.

W kwietniu 2011 roku, niepokorny rolnik zapowiedział, że znów ma zamiar wysiać nasiona genetycznie modyfikowanej kukurydzy na swoim polu. Aby temu zapobiec, biuro prokuratora zajęło pola, budynki gospodarcze i sprzęt rolnika. Pan Giorgio Fidenato uznał to za jawne łamanie jego swobód obywatelskich i zgłosił sprawę do Sądu Najwyższego we Włoszech.

W lutym 2012 roku, sąd nakazał podjecie kroków dyscyplinujących organizacje, które zniszczyły siedzibę stowarzyszenia rolnika. Dodatkowo, na organizację Greenpeace została nałożona grzywna w wysokości 86 000 €, za zniszczenie upraw włoskiego rolnika. Z kolei Sąd Najwyższy uznał, że zajęcie mienia rolnika było zgodne z prawem. Ostateczny wyrok w sprawie niepokornego rolnika zostanie wydany w listopadzie 2012 roku. Czekam z niecierpliwością.

Tak więc strzeżcie się rolnicy chcący uprawiać ekologiczną kukurydzę MON810, polowanie na czarownice trwa.

In the Fields of Italy, a Conflict Over Corn, Field of illegal GM corn growing in Italy destroyed by activists (film instruktażowy „jak niszczyć pola kukurydzy”), Italian farmer on trial for planting GM corn

19.04.2012
czwartek

Po co to GieEmO – drzewka cytrusowe odporne na HLB

19 kwietnia 2012, czwartek,

HLB to skrót od nazwy choroby, którą na język polski można by przetłumaczyć jako „zielenienie cytrusów”. Właściwa nazwa choroby to Huanglongbing (HLB) z chińskiego Zaraza Zielonego Smoka. Choroba ta wywoływana jest przez szczepy bakterii Candidatus Liberibacter asiaticus, a roznoszona jest przez mszyce. Bakterie powodują, że wiązki przewodzące w roślinie są blokowane, w związku z czym zaburzony lub zablokowany jest transport wody i substancji odżywczych w roślinie. Charakterystycznym objawem choroby jest to, że owoce nie dojrzewają (stąd potoczna nazwa) oraz stają się gorzkie.

Jak do tej pory nie istnieje skuteczny sposób zwalczania czy zapobiegania tej chorobie. Walka polega głównie na usuwaniu porażonych drzewek z plantacji lub oprysku plantacji sporymi ilościami pestycydów skierowanych przeciw mszycom. Choroba ta została pierwszy raz zidentyfikowana w roku 2005, bardzo szybko się rozprzestrzenia i obecnie występuje już chyba w każdym kraju, w którym znajdują się plantacje cytrusów, od obu Ameryk, poprzez Azję po sporą część Afryki. Jest to obecnie najpoważniejsza choroba drzewek cytrusowych zagrażająca całemu przemysłowi produkcji tych owoców. Na samej Florydzie wartość tej gałęzi gospodarki warta jest bagatela 9 miliardów dolarów. Tylko w ciągu ostatniego roku stwierdzono, że 43% drzewek cytrusowych zostało zainfekowanych bakterią wywołującą HLB. W związku z tym, plantatorzy i firmy hodowlane zwróciły się do naukowców, by pomogli znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji. Na szczególną uwagę zasługują dwa projekty, w których zastosowano różne podejścia (oczywiście oba wykorzystują inżynierię genetyczną).

Pierwsze z podejść zakładało walkę ze szkodnikiem roznoszącym bakterie, czyli mszycami. Tym projektem zajmują się naukowcy z Genewy (wśród nich Polka Ewa Borejsza-Wysocka), którzy otrzymali kilka drzewek wykazujących różny stopień odporności na mszyce. W tym celu badacze (fitopatolodzy i mikrobiolodzy) najpierw zidentyfikowali serię naturalnie występujących insektycydów, które następnie po kolei umieszczano w modelowej roślinie, jaką jest pomidor. Najbardziej interesujące z nich były następnie umieszczane w drzewkach cytrusowych. Naukowcy mają zamiar przeprowadzić pierwsze testy polowe najbardziej obiecujących roślin jeszcze w tym roku. Producenci pomarańczy z niecierpliwością czekają na ich rezultaty.

Drugi z projektów prowadzony jest w laboratoriach Texas Agrilife Research. W tym przypadku za cel naukowcy upatrzyli sobie bakterie powodujące chorobę HLB. Projekt prowadzi Dr Erik Mirkov. Od początku naukowcy mieli na względzie to, że konsumenci są niechętnie nastawieni do modyfikacji genetycznych roślin. W związku z tym zamierzali wykorzystać geny, które kodują białka powszechnie spożywane przez ludzi. Do tego celu wykorzystali geny pochodzące ze szpinaku. Po wprowadzeniu wybranego genu do drzewek cytrusowych uzyskały one różny poziom odporności na bakterię, aby wzmocnić efekt w roślinach umieszczono drugi gen.

Na dziś badacze dysponują już czwartym pokoleniem transgenicznych drzewek. Zmodyfikowano dwie komercyjne odmiany grejpfruta (RioRed, RubyRed) oraz dwie odmiany pomarańczy (Hamlin, Marrs). Projekt wchodzi obecnie w fazę długich i kosztownych testów, których celem jest uzyskanie niezbędnych informacji dla urzędów (USDA) wydających zgodę na dopuszczenie danej odmiany na rynek. Obejmują one badania na szczurach, pszczołach, wodnych bezkręgowcach oraz niektórych gatunkach ptaków. Przewiduje się, że zajmie to ok. 3-4 lat.

W roku 2010 panel naukowy zwołany przez najbardziej prestiżową akademię naukową na świecie, mianowicie National Academy of Science, stwierdził, iż badania Dr Mirkov’a „są największą nadzieją” w walce z HLB.

Zachęcam również do obejrzenia wywiadu z głównym wykonawcą projektu Dr Erik Mirkov’em, który opowiada o swoim projekcie.

Florida to Test Cornell’s GMO Citrus Trees, Spinach could be weapon against citrus scourge, GM citrus trees show HLB disease resistance

13.04.2012
piątek

Tym razem serial „Pasze a GMO”

13 kwietnia 2012, piątek,

Zapowiada się, że będziemy mieli kolejny serial, w którym akcja będzie się zmieniać jak w podrzędnym filmie obyczajowym klasy B (albo nawet C), a dyskusja oparta będzie na pozamerytorycznych argumentach. Niedawno toczyła się dyskusja o ustawie o nasiennictwie, która nadal się toczy, choć troszkę się w tym temacie zrobiło ciszej. Polska, jako jeden z niewielu (jedyny?) kraj w Unii Europejskiej nie dopuszcza na swój rynek obrotu i rejestracji nasion GMO. Za co zapadł niekorzystny wyrok dla Polski w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości już w roku 2009. Jak mówiła Agnieszka Kraińska (Zastępca Dyrektora Departamentu Prawa Unii Europejskiej w MSZ) podczas Debaty u Prezydenta RP, cytuję: „obecnie Komisja Europejska może właściwie w każdej chwili wnieść do Trybunału Sprawiedliwości kolejną skargę, w której zażąda nałożenia na Polskę kar finansowych w związku z niewykonaniem tego pierwszego wyroku”. Politycy chcieli rozwiązać ten „problem” poprzez projekt ustawy o nasiennictwie, jednak pod naciskiem organizacji zwalczających GMO, został zawetowany przez Prezydenta, a następnie dalej został przekazany do Sejmu bez kontrowersyjnych zapisów (przeciw któremu nadal protestowali przeciwnicy GMO). Prezydent oczekuje, że kwestia obrotu i rejestracji nasion GMO, zostanie rozwiązana w kompleksowej ustawie o GMO, co zajmie prawdopodobnie lata.

Tak więc należy spodziewać się, że My, podatnicy zapłacimy za niedostosowania prawa do wymagań Unii Europejskiej. A czy sam brak zapisów w ustawie o nasiennictwie uchroni nas przed nasionami GMO? Oczywiście nie, bo nadal rolnicy będą jeździć jak do tej pory do sąsiadów z Niemiec i Czech, i tam będą zaopatrywać się w nasiona GMO. Poza tym, gdyby Polska skorzystała z przysługującego jej prawa i wprowadziła zakaz uprawy kukurydzy MON810, to zapisy z ustawy o nasiennictwie o GMO zgodne z wymaganiami Unii Europejskiej, nie stanowiłyby żadnego problemu.

Teraz podobna sytuacja zapowiada się z paszami GMO. Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej (!), która wprowadziła zakaz stosowania pasz GMO. Sytuacja jest o tyle zabawna, że zakaz ten prawdopodobnie nigdy w życie nie wejdzie, bo co raz zapowiadane są moratoria na odłożenie w czasie jego wykonania. Kolejne moratorium kończy się z końcem tego roku, tak więc debata zacznie się na nowo. Oczywiście zakaz ten jest niezgodny z regulacjami Unii Europejskiej, za co już toczy się przeciw Polsce sprawa w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. Jak mówiła Pani Agnieszka Kraińska podczas debaty, cytuję: „Może jednak dojść do paradoksalnej sytuacji, w której Polska przegra sprawę w Trybunale Sprawiedliwości, a nawet może zostać obciążona karami finansowymi z tytułu utrzymywania w ustawodawstwie krajowym zakazu, który w rzeczywistości nigdy nie wejdzie w życie, ponieważ jest przedłużane vacatio legis.”.

No dobrze, czy możemy zrezygnować z pasz GMO? Oczywiście tak, nie możemy jednak zrezygnować ze śruty sojowej. Jakich by teorii nie przedstawiali przeciwnicy GMO, o uzupełnianiu białka paszowego np. roślinami strączkowymi, to nie jest możliwe w najbliższym czasie zastąpienie białka sojowego w paszach zamiennikami. Jednak pasze non-GMO, na rynku międzynarodowym nie stanowią zbyt dużej ilości. Są one również droższe od soi GMO o około 30%. Wszyscy specjaliści są zgodni, że zrezygnowanie z tych pasz będzie oznaczać po prostu wzrost cen żywności, w optymistycznym wariancie o kilkanaście procent. Są to jednak obliczenia na stan dzisiejszy i niewielu ekspertów zdobywa się na ocenę efektu psychologicznego, który w takich sytuacjach jest wykorzystywany przez producentów do zawyżania cen. Pięknie to obrazowała ostatnio sytuacja z cenami jajek po zmianie kletek na te bardziej dostosowane do wymagań Unii Europejskiej. Wzrost cen znacznie przekroczył „suche” analizy ekspertów.

Te i inne opinie ekspertów są kompletnie ignorowane przez organizacje zaciekle zwalczające GMO oraz ich „ekspertów” (onkolodzy, ornitolodzy, itd), które są przeciw stosowaniu pasz opartych na GMO. Nasze zapotrzebowanie na śrutę stanowi 40% światowej produkcji soi non-GMO. Ta soja jest obecnie droższa od GMO o 30%. Jak Państwo myślą, co stanie się z cenami tego produktu, jeśli na rynku nagle pojawi się gracz, który będzie chciał wykupić 40% światowych zapasów śruty sojowej? Ekonomistą nie jestem i być może ktoś mnie poprawi, należy się jednak spodziewać nagłego wzrostu cen tego surowca, co potwierdza również portalspożywczy.pl: „Światowy popyt na soję non GMO jest stabilny i wynosi około 4 – 5 mln ton rocznie. Jeśli w Polsce zostałby wprowadzony zakaz stosowania soi GMO, popyt wzrósłby o 2 mln ton/rocznie, tj. o prawie 50 proc. Zapewne miałoby to znaczący wpływ na cenę tego surowca i różnica ta wzrosłaby kilkukrotnie”.

Mój ulubiony argument przeciwników GMO, to taki że przecież nas stać na droższą żywność. Możliwe, choć coraz częściej ludzie zaczynają narzekać na wysokie ceny na sklepowych półkach. Jednak zakaz GMO to nie tylko przełożenie na wzrost cen produktów spożywczych. Specjaliści z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa są zgodni, że to po prostu zarzynanie naszej produkcji rolniczej i eksportu. Tak chwalimy naszą żywność, która głównie dzięki konkurencyjnym cenom i zachowaniu wysokiej jakości jest chętnie kupowana na zachodzie. Tylko to właśnie m.in. w oparciu o pasze GMO udało uzyskać się ten sukces. „Nasz towar po prostu przestanie być konkurencyjny. Dla naszej branży byłaby to katastrofa, bo za granice sprzedajemy rocznie około pół miliona ton mięsa drobiowego, co to stanowi 30% produkcji” – tłumaczy Rajmund Paczkowski z Krajowej Rady Drobiarstwa.

I oddajmy w tej sprawie głos społeczeństwu, które nie chce GMO. Jestem za. Zadajmy pytanie temu społeczeństwu: czy jest za stosowaniem pasz GMO? Zapewne 70% odpowie, że nie, więc po co w ogóle rozmawiać o GMO (jak twierdzą przeciwnicy). Ja bym jednak zadał pytanie inaczej. Czy są Państwo za wzrostem cen żywności (w zasadzie każdego typu) minimum o 15% oraz za zahamowaniem eksportu polskiej żywności i powolnym upadkiem branży producentów i przetwórców (pośrednio wzrostem bezrobocia)? Bo tak powinno zostać zadane to pytanie.

Ja jestem za zakazem stosowania pasz GMO. Dlaczego? A chciałbym aby w końcu ziściły się marzenia pseudoekologów z organizacji zwalczających GMO. Myślę, że to byłby koniec ich działalności w tym kraju. A czy wtedy Polska w końcu stała by się wolna od GMO? Oczywiście nie! Rynek europejski jest otwarty, więc przy spadku opłacalności produkcji w polskich przetwórniach, zapewne wzrósłby import mięsa z innych krajów Unii, czy z Ameryki Południowej (nadal opartych o pasze GMO). Z eksportera, stalibyśmy importerem i nadal byśmy jedli to samo, tyle że drożej, i nie z polskiej produkcji, o czym mówi raport Instytutu Ekonomiki Rolnictwa, cytuję: „…zakaz ten przyczyniając się do pogorszenia konkurencyjności przemysłu paszowego oraz ważnych gałęzi produkcji rolniczej, jednocześnie będzie nieskuteczny w zabezpieczaniu polskich konsumentów przed spożywaniem żywności wyprodukowanej z udziałem pasz GMO.”. Tak oto nasze kochane organizacje protestujące przeciw GMO, dbają o interes społeczeństwa i gospodarki Naszego kraju.

Na szczęście, zapowiada się jednak, że tym razem ignorancja polityków, przegra ze zdrowym rozsądkiem oraz interesem społecznym i gospodarczym Państwa. Politycy Platformy Obywatelskiej zapowiedzieli, że będą chcieli wydłużyć moratorium dotyczące zakazu stosowania pasz GMO do roku 2017. Tak więc mogą Państwo spać spokojnie. Nie wiem tylko, jak to się ma do polityki Rządu RP, którego stanowisko jasno mówi, że Polska dąży do bycia krajem wolnym od GMO.

Na koniec przypomnę o badaniach prowadzonych przez dwa polskie instytuty naukowe. Wielopokoleniowe badania na zwierzętach gospodarskich oraz szczurach wskazują, że pasze GMO nie tylko nie szkodzą w jakikolwiek sposób, czasami wręcz są lepsze od tradycyjnych odpowiedników. Zgodne jest to również z wynikami uzyskanymi przez naukowców z innych krajów, przeprowadzili oni podobne badania, które zakończyły się niemal identycznymi wnioskami.

11.04.2012
środa

Ekoświnie – Game Over?

11 kwietnia 2012, środa,

Pewnie niewiele osób słyszało o Ekoświniach. Tak, są to transgeniczne świnie, które mogłyby przyczynić się do poprawy kondycji naszego środowiska. Wszyscy wiemy co dzieje się z odchodami zwierząt w gospodarstwach rolnych. Problem jednak w tym, że zawierają ona duże ilości fosforu w postaci fityn, niestrawnych przez zwierzęta. Spływają one następnie do rzek i jezior gdzie powodują masowe zakwity glonów, co prowadzi do śnięcia ryb. Obecnie stosuje się dodatki do pasz w postaci enzymów (fitaz), które rozkładają fityny do form bardziej przyswajalnych i zmniejszają ilość fosforu wydalanego przez zwierzęta. Niestety skuteczność tego typu działań jest często ograniczona oraz powoduje wzrost kosztów produkcji pasz.

Kanadyjscy naukowcy zmodyfikowali genetycznie świnie odmiany Yorkshire, tak by w większym stopni przyswajały fosfor z pożywienia. Do tego celu wykorzystano gen fitazy z bakterii E. Coli, który wprowadzono do komórek zarodkowych świń. Konstrukcja transgenu, powodowała, że ulegał on ekspresji tylko i wyłącznie w śliniankach transgenicznych zwierząt. W ten sposób świnie nabyły zdolność trawienia fityny. Dzięki czemu zawartość fosforu w odchodach zwierząt była zmniejszona o 60%. Dodatkowo, hodowcy mogliby zaoszczędzić na tańszych paszach.

Niestety, głównie z powodów niechęci do technologii, wydaje się że projekt nie będzie kontynuowany. Sponsorzy badań zapowiedzieli wycofanie się z dalszego finansowania projektu. W chwili obecnej istnieje 16 osobników dorosłych ekoświnek w Kanadzie, jest to już 8 pokolenie tych zwierząt. Wynalazcy mówią, że wykorzystali wszystkie możliwości kontynuowania badań genetycznych na zwierzętach, co pochłonęło ok. 1 miliona dolarów funduszy.

Niestety społeczeństwo jest przewrażliwione na punkcie transgenicznych roślin i zwierząt, które mają być dopuszczone do spożywania przez ludzi. Firmy niechętnie spoglądają w kierunku ekoświnek, ponieważ korzyści dla środowiska jakie oferują nowe odmiany, niekoniecznie muszą przełożyć się na konkretny zysk finansowy. Do tego dochodzą bardzo rygorystyczne wymogi stawiane przez ustawodawców jeśli chodzi o dopuszczanie produktów otrzymywanych z tego typu zwierząt na rynek. Od kilku lat sami badacze starają sie o pozwolenia na dopuszczenie ekoświnek na rynek. Jak do tej pory nie otrzymali żadnej decyzji w tej sprawie.

Jeśli naukowcy nie zdobędą pieniędzy na kontynuowanie projektu, to zostanie on zakończony, a materiał zwierzęcy trafi do zamrażarek. Być może będzie to nauczka dla naukowców i tych, którzy finansowali badania, by nie zajmować się genetycznie modyfikowanymi zwierzętami.

Nie wszyscy się zmartwili tą wiadomością, a wręcz niewielu.

6.04.2012
piątek

Kolejna debata/konferencja o GMO

6 kwietnia 2012, piątek,

Robi się to powoli męczące. Zachęcam do obejrzenia konferencji naukowej o GMO zorganizowanej przez Ministerstwo Rolnictwa, która odbyła się w Sejmie w dniu 03.04. 2012 roku. Kolejny raz spotkali się eksperci i zaproszeni goście by podyskutować o GMO. W drugiej części posta odniosę się do wypowiedzi niektórych osób. Zapewne przeciwnicy mają zdecydowanie odmienne zdanie na ten temat, ale kolejny raz merytoryczne argumenty przedstawiane przez specjalistów różnych dziedzin, zdecydowanie przeważają nad wypowiedziami „ekspertów” – przeciwników GMO, które głównie opierały się na ogólnikach i rzucaniu podejrzeń o finansowanie nauki oraz badań przez korporacje.

Jaki cel przyświeca kolejnej debacie w Sejmie/u Prezydenta/Bóg wie gdzie jeszcze? Siedzą sobie te same osoby, kolejny raz słyszymy te same argumenty (szczególnie przeciwnicy GMO), kolejny raz rozum skłania się ku stwierdzeniu, że GMO to przyszłość rolnictwa i wcale nie szkodzi ani naturze, ani ludziom. Dowodzą tego wszystkie wskaźniki mikro- i makroekonomiczne oraz po prostu doświadczenia prawie 20 lat upraw GMO na Ziemi. Tylko co z tego? Jak zauważyła jedna z osób podczas dyskusji, kolejny rok siedzimy i debatujemy, i nie posuwamy się do przodu choćby o krok!

Debaty mają sens ale jeśli ich treść dociera do zwykłych ludzi (np. debata o GMO w CNK), czy polityków, którzy decydują o losach rolnictwa w tym kraju. Kto obejrzy tą konferencję? Kto bierze w niej udział? Znów te same, najbardziej zainteresowane osoby, z których niektóre nie wytrwają nawet do końca konferencji? Dlaczego na spotkania tego typu nie przychodzą posłowie, premier, Minister Rolnictwa, który podobno jest przeciw GMO? Przecież to samo ministerstwo organizowało tę konferencję, pytam się dla kogo? Dzień po tej debacie naukowej Minister Rolnictwa zapowiedział, że wprowadzi zakaz upraw kukurydzy MON810! To po co była ta konferencja? Dla samych ekspertów?

W dniu konferencji odbył się również protest organizowany przez Greenpeace. Cały dzień działacze tej organizacji walili z największy bęben na świecie. Celem miało być wywarcie wpływu na Premiera i polityków, by zakazać upraw GMO w tym kraju. O tym proteście nie mówiło się jakoś bardzo dużo w mediach, jednak o organizowanej w tym czasie konferencji o GMO, gdzie wypowiadali się eksperci w tej dziedzinie, nie mówiło się praktycznie nic! To po prostu jakaś kompletna porażka.

Pod koniec kwietnia odbędzie się kolejna konferencja, tym razem organizowana przez Polską Akademię Nauk. Czy znowu spotkają się we własnym gronie eksperci i kolejny raz będą siebie na wzajem przekonywać o celowości stosowania GMO w rolnictwie? Może czas zacząć kierować tego typu wydarzenia do osób, które najbardziej tej wiedzy potrzebują? Czy na tę konferencję zaproszeni zostaną Premier, Minister Środowiska, Minister Rolnictwa, posłowie? Czy będzie można śledzić jej przebieg w internecie? Czy organizatorzy zadbają, aby treści trafiły do internetu, na przykład na portalu Youtube (na którym nie ma w zasadzie żadnych rozsądnych propozycji dotyczących GMO). Jeśli odpowiedź na moje pytania brzmi „nie”, to z przykrością stwierdzam, że chyba szkoda cennego czasu tak znamienitych osób, które mają zabrać głos podczas tej konferencji (jak choćby Klaus Amman ze Szwajcarii).

Niestety, tak jak prof. Węgleński jestem pesymistą jeśli chodzi o kwestię zezwolenia na uprawy GMO w Polsce. Jeśli nadal będziemy rozmawiać we własnym gronie, a nie zaczniemy wychodzić, tak jak przeciwnicy i na ulice (chwała za akcje CNK), i do internetu, to na prawdę długo jeszcze opinia społeczna nie zmieni swojego nastawienia do tej technologii. Ku uciesze przeciwników.

Miałem odnieść się również do wypowiedzi „ekspertów” – przeciwników GMO, którzy wystąpili na konferencji. Pani dr hab. Lisowska (Instytut Onkologii) skupiła się na analizowaniu skutków społeczno-ekonomicznych wprowadzenia upraw GMO. Jej wypowiedź bezbłędnie skomentował prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa, który zasugerował, że Pani Lisowska nie ma pojęcia o czym mówi (fragment z godz. 13:05). Trudno się nie zgodzić.

W drugiej części Pani dr hab. Katarzyna Lisowska skupiła się na skutkach GMO dla zdrowia. Kolejny raz Pani Lisowska snując swoje stwierdzenia o szkodliwości GMO, opiera się na badaniach eksperymentalnych roślin, które nie są i nigdy nie będą wprowadzone na rynek. Niby mówi, że to tylko badania eksperymentalne, nie przeszkadza jej to jednak w tym, by na ich podstawie budować obraz szkodliwości produktów GMO, które już są dopuszczone do obrotu i uprawy. Przecież to jest jawna manipulacja.

Kolejny raz skrzętnie wypomina raportowi organizacji ISAAA, że jest dotowana/wspierana przez firmy agrobiotechnologiczne, zapominając o tym, że jest ona również wspierana przez organizacje non-profit (np. UNICEF), organizacje rządowe (USDA, Rząd Kenii) oraz naukowe (Cornell University). Mimo sugerowania jakoby raprt był nierzetelny, sama na niego się powołała wspominając o powierzchni upraw ziemniaka Amflora w Europie! Dam sobie rękę uciąć za to, że dane o areale upraw tej odmiany za rok 2011 zaczerpnęła z tego raportu, bo nigdzie nie spotkałem się z jakimkolwiek innym raportem, który by przedstawiał statystyki uprawy ziemniaka Amflora za rok 2011. Co więcej nie przedstawiła żadnych danych (inny raport?) świadczących o tym by informacje zawarte w raporcie ISAAA były nieprawdziwe.

Prof. Ludwik Tomiałojć (ornitolog, polityk – partia Zieloni 2004, specjalista od GMO, globalnego ocieplenia, energii atomowej oraz geologii) wyróżnił się według mnie dosyć kontrowersyjną opinią o tym, że powinniśmy trzymać się tradycyjnych metod upraw, czy wręcz ekologicznych, dzięki czemu zmniejszy się bezrobocie w Polsce. W komentarzu zacytuję wypowiedź mojego kolegi „po fachu”:

„Twierdzenia, że przyszłością dla polskiego rolnictwa nie ma być zwiększanie wydajności, tylko tworzenie miejsc pracy dla bezrobotnych dzięki zastosowaniu niewydajnych technik i na dodatek nazywanie tego zrównoważonym rozwojem jest tak żenujące, że aż skandaliczne. Nawet ś.p. Lepper nie wygadywał takich bzdur. Jak takie rolnictwo miałoby być dochodowe, z czego miałyby brać się wynagrodzenia/dochody dla rolników, kto chciałby pracować za tak małe płace?”

Czy mam rozumieć, że jednak nie zostanę rolnikiem? Ja od siebie dodam jedno. Z tego co obserwuję sytuację na świecie, to kraje najbogatsze i najnowocześniejsze mają zdecydowanie mniejszy odsetek ludzi zatrudnionych w rolnictwie, w porównaniu do krajów biednych i słabo rozwiniętych. Czyżbym coś przegapił?

Szczególnej uwadze czytelników polecam wystąpienie prof. Świątkiewicza z Instytutu Zootechniki (godz. 12:18). Przedstawił on wyniki badań prowadzonych w dwóch polskich instytutach naukowych dotyczących karmienia zwierząt paszami GMO. Jego wystąpienie było piękną (i merytoryczną!) odpowiedzą na stwierdzenia Pani Katarzyny Lisowskiej, która wyraziła wątpliwości co do ich wartości. Prof. Świątkiewicz prezentował wyniki wielopokoleniowych badań na szczurach (do pokolenia F5) i zwierzętach gospodarskich (do pokolenia F7), w których nie stwierdzono żadnego negatywnego wpływu na wszystkie badane parametry, a było ich wiele i nie tylko przyrost masy ciała zwierząt jak sugerowała Pani Lisowska. Były tam analizowane czynniki wzrostowe i produkcyjne, zmiany histopatologiczne, morfologiczne, odpowiedź układu odpornościowego (reakcje alergiczne). Nie będzie chyba niespodzianką, jeśli powiem, że wyniki wskakują, że nie ma różnicy pomiędzy zwierzętami karmionymi paszami GMO, a nie GMO? Co więcej, profesor wskazywał, że niektóre wskaźniki były lepsze, ze względu na mniejszą zawartość mykotoksyn w kukurydzy z genem Bt, która powodowała występowanie mniejszej ilości odpowiedzi zapalnych.